Clint
Rozumiem, kiedyś też tak myślałam, teraz jakoś nie, choć nie pamiętam kiedy to zgubiłam i czy aby na pewno do końca.
W każdym razie ostatnio mam na tapecie dla mnie dość trudny temat pt Bóg ma dla mnie zawsze wszystko co najlepsze, jako możliwość i to niezależnie od wolnej woli innych istot. Jaki bym temat w materii nie ruszyła, to po odliczeniu wszelkich lęków, emocji, nadbudówki za każdym razem docieram do tego i póki co nie mogę się przez to zaślepienie przebić. To taka baza u mnie karmiczna, na którym sporo negatywnych intencji i wzorców się opiera.
Doszłam do tego, że białe albo/i przedwieczni mi to wmawiali na temat wolnej woli, że Bog dajac wolną wolę odebrał sobie moc, oddał ją innym istotom. I w materii tak to działa. Więc mam zwątpienie w Boską mądrość i moc. Że mogłoby się okazać, że on nie ma na tyle mocy działania tu w materii by mi wszystko co najlepsze zapewnić, bo to zależy od wolnej woli innych istot: moja praca, byt, związek, klienci.
Pomimo, że właśnie dostałam fajną dla mnie na teraz przynajmniej pracę, gdzie bardzo dużo plusów mam, to cały czas się gdzieś tam boję, że co by było gdyby... to mi przeszkadza w radości życia, swobodzie, poczuciu błogość, bo ciągle jest niepewność i niepokój. Wygląda na to, że przerabiam 3 dolne czakry, ale i tak w kontekście Boga:)
A w sumie dlaczego miałbyś już teraz umierać jakoś szybko, żeby nie zdążyć?
Tak sobie myślę, że ja bym mogła w sumie umrzeć, w wyniku moich autodestrukcyjnych intencji( a nie czuję bym aż takie miała), albo gdyby faktycznie się okazało, że nie ma tu dla mnie nic już ani do uzdrowienia, ani nic dobrego więcej i czas zmienić otoczenie. Karma która była się wypaliła, a pozytywnych możliwości też brak. Więc Bog daje mi lepsze warunki bym mogła dalej się rozwijać, więc śmierć w tym wypadku jest czymś dla mnie dobrym.
Mam tylko wątpliwości co do obciążania się samą śmiercią, wiesz umieranie ciała, zaniżenie wibracji, lęki itp. Ale moja rodzina od strony mamy jest długowieczna, prababcia żyła 93 lata, śmierć miała taką, że zasnęła i się już nie obudziła.
Moja obecna babcia ma ponad 70 lat i nie choruje, nie cierpi, ma buzie jak brzoskwinka;), po lekarzach nie chodzi, tylko z koleżankami na łąkę zbiera grzyby, ziółka, potem robi różne dobre specyfiki:))) Nie narzeka, jest zadowolona. Ale ona jest smok, więc zawsze była taka trochę inna niż aniołki, nie miała pewnych wzorców.
Więc obraz starości dość pozytywny mam. Druga babcia nie żyje, ale u niej odbyło się to bardzo szybko, nagle guz na jelitach, nie chciała iść do szpitala,normalnie żyła, pracowała, a jak ją już coś mocniej zaczęło boleć poszła na operację i zaraz po wybudzeniu zmarła, rodzina była w szoku, bo kilka dni wcześniej nic na to nie wskazywało( to bardziej negatywny przykład, ale ona była już dość destrukcyjną osobą). No i też nie cierpiała zbytnio.
Więc chyba nie ma się czego bać:)