Autor Wątek: Oświecenie  (Przeczytany 105906 razy)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-12-02, 19:00:03 »
Clint,
zastoju nie ma, bo to czas przyjmowania, korzystania, rozkoszowania i tak jak napisałeś coraz głębszego oswajania się z sobą i Bogiem :).

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-02, 18:48:50 »
Felicite :)



Nie żebym miał coś do tego, jak ktoś z początku potrzebuje trochę więcej wymyślnych praktyk - nie neguje wartości takiego podejście - chodzi mi jednak o to, że im dalej w las, tym jest prościej, przejrzyściej i spokojniej. Intuicja mi podpowiada, że pułapką na którą wiele osób może się nabierać jest niecierpliwość spowodowaną tym, że po x latach ostrzejszej pracy i szybkiego tempa - z czasem wszystko spowalnia i subtelnieje, co może dawać wrażenie zastoju. Szczególnie jak otoczenie presjonuje "a ten to już tyle lat ma 35 ERD i wciąż się nie może oświecić". A to są już przecież spokojne etapy, gdzie pewne rzeczy dzieją się w swoim tempie, nie ma żadnego pośpiechu (a z perspektywy wieczności to i tak jest to dosłownie chwila) - jest dobrze, bardzo dobrze i coraz lepiej. Nie ma wielkich fajerwerków i efekciarskich akcji - Boska subtelność pogłębia się coraz bardziej, a taki człowiek sobie poznaje siebie, Boga i rzeczywistość - oswaja się z tym, przyzwyczaja i postrzega coraz więcej.

Twoje ostatnie zdania są klu, dlatego ciężko jest mi wyobrazić sobie że ktos na poziomie 35 kąbinuje:)

A medytacje na pustkę były koszmarne w konsekwencji, to prawda. Rozwój powinien być naturalny a nie wynikać z pobudek ego, jak to często bywa:) ja sama się na tym łapałam.


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-02, 18:37:51 »
Felicite :)

Też tak myślę. Boskie energie są tak kochające, ciepłe, spokojne, bezpieczne, przyjemne, świetliste i wspaniałe pod wieloma innymi względami, że tutaj absolutnie nie ma miejsca na strach, niepewność czy inne negatywne odczucia. To jest jak być w objęciach kochającego rodzica, któremu ufamy pod każdym względem i gdzie doskonale wiemy, że możemy się od niego spodziewać tylko tego co dobre i korzystne.

To tylko stare przyzwyczajenia ciągną z powrotem, niepełna świadomość mająca swoje urojenia i inne tego typu rzeczy.

Na bazie swoich karmicznych wspomnień mogę powiedzieć, że wiele mitów na temat oświecenia powstało na bazie durnych praktyk takich jak choćby urzeczywistnianie buddyjskiej pustki, w której to człowiek na siłę próbował stłumić całego siebie (zarówno ego jak i siebie prawdziwego) na rzecz jakieś obiecanej wszechmożliwości pustki, będącej jedynie jakimiś wyobrażeniami i wariacjami cudzych wglądów. I potem taki adept próbując to osiągnąć odczuwał naturalne dla takiej sytuacji odczucia - lęk przed rozpuszczeniem się w tej nicości (jak próbujesz się niemal dosłownie rozpuścić to nic dziwnego że czujesz taki strach), a który oczywiście był interpretowany jako lęk przed utratą ego, a więc niedojrzałość adepta. Najwięksi twardziele, którzy przeszli pewne granice stłumienia zostawali uznawani za oświeconych mistrzów, a reszta z podziwem dążyła ku tym samym stanom.

Ja się bałem takiego oświecenia, podświadomie zresztą nie było to dla mnie zbyt atrakcyjne, bo w głębi siebie nie chciałem się wyrzekać dosłownie wszystkiego ze sobą samym włącznie. No i tu też powstał mechanizm odwlekania i przeciągania swojego rozwoju, żeby się jeszcze zabawić i pokorzystać, zanim w końcu wezmę się za to oświecenie i stracę wszystko co fajne i atrakcyjne.

A to wszystko to tylko jedna z wielu idiotycznych dróg do oświecenia, które zostały wymyślone na przestrzeni dziejów. I myślę, że właśnie z nich się wzięły różne straszne wizje i okropne przekonania na temat ostatnich kroków. Ludzie kombinowali jakieś drogi na skróty, próbowali osiągnąć coś "lepszego" byleby tylko ominąć pewne sprawy i tak się to potem kończyło.

Prostota jest ważna, tak jak i inne cechy urzeczywistnienia - również w rozwoju. A wraz z rozwojem i urzeczywistnianiem tej cechy rozwój staje się coraz prostszy, jest coraz mniej wymyślnych praktyk, a coraz więcej doświadczania Boga - aż to doświadczanie nie stanie się pełne i nieprzerwane. Dlatego jest też tyle różnych dróg rozwoju - bo w gruncie rzeczy wystarczą takie techniki, które ukierunkowują i bezpośrednio pozwalają na doświadczanie Boga i takie, które uwalniają od tego, co temu doświadczaniu przeszkadza. A niektórzy stresują się swoim ego, kombinują jak tu spełniać jakieś wymyślne warunki, szukają i miotają się - kiedy to wszystko jest takie proste. No i oczywiście od razu w wielu głowach odezwie się alarm, ostrzegający że to przecież nie może być takie proste - w końcu tyle ludzi przez tyle wcieleń bezskutecznie błądziło. No, ale właśnie to był jeden z głównych powodów - przyzwyczajenie do komplikowania, szukanie haczyków tam gdzie coś jest banalnie proste i lęk, że jeśli moja praktyka jest prosta to robię za mało, czegoś nie uwzględniam.

Nie żebym miał coś do tego, jak ktoś z początku potrzebuje trochę więcej wymyślnych praktyk - nie neguje wartości takiego podejście - chodzi mi jednak o to, że im dalej w las, tym jest prościej, przejrzyściej i spokojniej. Intuicja mi podpowiada, że pułapką na którą wiele osób może się nabierać jest niecierpliwość spowodowaną tym, że po x latach ostrzejszej pracy i szybkiego tempa - z czasem wszystko spowalnia i subtelnieje, co może dawać wrażenie zastoju. Szczególnie jak otoczenie presjonuje "a ten to już tyle lat ma 35 ERD i wciąż się nie może oświecić". A to są już przecież spokojne etapy, gdzie pewne rzeczy dzieją się w swoim tempie, nie ma żadnego pośpiechu (a z perspektywy wieczności to i tak jest to dosłownie chwila) - jest dobrze, bardzo dobrze i coraz lepiej. Nie ma wielkich fajerwerków i efekciarskich akcji - Boska subtelność pogłębia się coraz bardziej, a taki człowiek sobie poznaje siebie, Boga i rzeczywistość - oswaja się z tym, przyzwyczaja i postrzega coraz więcej.

Jolanta 16

  • Wiadomości: 710
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2012-12-02, 18:01:03 »
Feli

ja tez mam tak jak piszesz podczas jazdy samochodem. Jadac sama slucham muzyki w radiu...i normalnie nic sie nie dzieje, ale nieraz jest jakis bodziec...wzruszenie jakbym sobie cos przypomniala i sciska mnie w gardle i musze sobie poplakac nawet. Wczesniej myslalam, ze sie wzruszam i rozkejam i ze to jest glupie  i slabe. Maslalam, ze to muzyka wyzwala we mnie.
Ostatnio jak mnie zlapalo ( tez podczas jazdy samochodem znienacka) to pomyslalam- to nic zlego i nie bede z tym walczyc..pozwole mu byc...i trwalo dluzej i bylam bardziej swiadoma, spokojniejsza i pozostawilo jak piszesz uczucie harmonii i pogodzeniem sie ze wszystkim i wszystkimi jakas pelnia. To bylo fajne, choc gardlo bylo scisniete mocno;)

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-12-02, 17:42:09 »
Opiszę coś, co mi się przydarzyło ponad rok temu. Spotkało mnie to podczas powrotu z pracy do domu. Jechałam sobie samochodem rozmyślając o akceptacji, bo wtedy właśnie intensywnie pracowałam nad zmianą podejścia do siebie na całkowicie akceptujące.
Bardzo lubię jazdę samochodem, zwłaszcza w samotności. Wycisza mnie to i niesamowicie relaksuje :)
Gdy tak sobie jechałam, będąc w dobrym nastroju, w pewnym momencie stało się coś dziwnego. Poczułam, jak to jest, gdy kocha się siebie i akceptuje całkowicie. Poczułam, że absolutnie nic więcej nie jest mi do szczęścia potrzebne. Poczułam pełnię szczęścia. Poczułam siebie prawdziwą.
To było tak cudowne uczucie, że nie sposób tego opisać słowami (bo cokolwiek bym nie napisała, to i tak nie odda tego, co wtedy czułam). Dlatego do tej pory nawet nie próbowałam tego zrobić. Dopiero gdy przeczytałam słowa Mirka, to ucieszyłam się, że ktoś pisze o czymś tak mi bliskim i znajomym :)
I pomyślałam sobie: A dlaczego właściwie by o tym nie napisać? :))

Wracając do tamtego stanu rozszerzenia świadomości: Nie było tam żadnego rozpływania się w czymkolwiek, a wręcz przeciwnie – czułam, że to ja jestem pełnią szczęścia. Żadnej pustki, tylko pełnia.
W ogóle nie było tam żadnej obcości, tylko pełnia mnie prawdziwej, niesamowicie bliskiej i znajomej. Nie było ani grama lęku, była pełnia bezpieczeństwa. Nie było żadnego przymusu, była pełnia możliwości. A jednocześnie pełnia spełniania. Niesamowity spokój i radość z samego faktu istnienia, które w takim stanie jest prawdziwą przyjemnością. W stanie miłości, delikatności, wyrozumiałości i akceptacji dla samej siebie.
Trwało to kilka, może kilkanaście minut (nie pamiętam dokładnie), a potem zaczęło powoli ustępować. Ale nie pozostawiło tęsknoty, smutku, czy czegoś podobnego. Wręcz przeciwnie – radość, że coś takiego jest możliwe. I pamięć tego :) No i cudowny nastrój :D

Od tamtej pory wiem, co chcę osiągnąć, co jest celem mojego istnienia :) I wiem, jak do tego dojść. Wiem też, że jestem coraz bliżej siebie, bo coraz bardziej czuję się szczęśliwa :)
Nie muszę się już bać tego, dokąd idę. Nie muszę się bać mitycznego oświecenia. Nie wiem, czy tak wygląda oświecenie, ale jest mi to obojętne, bo przestałam się nad tym zastanawiać.
Nie dążę już do oświecenia, ale do pełni szczęścia bycia sobą, a to jest tak wspaniałe, że nie muszę się tego bać, bo to jest tak, jakby wracać do ukochanego domu po długiej, męczącej podróży :) Im się jest bliżej, tym bardziej czuje się jego cudowną atmosferę. A serce samo rwie się do niego :)
Po prostu wracam do siebie. Bo to ja sama (ta prawdziwa) jestem największym szczęściem. Nie muszę już uciekać od siebie, bo we mnie jest wszystko, co jest mi potrzebne do szczęścia.
Ja jestem szczęściem :)

Klu

  • Wiadomości: 22
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-01, 13:14:12 »

Oświecenie na dziś, jest dla mnie (...) świadomością rzeczywistości. A rzeczywistość to cudowna cecha do kontemplacji, jak sie jest otwartym i przytomnym:)

Czyli bycie tu i teraz. Naprawdę cudowna rzecz :)

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-01, 13:04:37 »

Nicość to nie nicość, to substancja w naczyniu dzięki której możemy sie rozwijać. Jednośc to zlanie sie świateł w światło- wtedy nie ma substancji, chodzi o to by oczyścic sobie wyobrażenia i traktowac to jako element rzeczywistości, dzieki min jemu- istniejemy jako częściowa odrębność i możemy doświadczać światłem.


Nicość jako zbiór wszechmożliwości, potencjalnych ścieżek, którymi może wykiełkować nasionko naszej duszy w wielkie drzewo wszechświadomości? :)

Konteplacja rzeczywistości potrafi zadziwiać, bo czy moje pojęcie nicości jest tym samym, co rozumieją przez to inni? Gdzie jest granica pomiędzy subiektywnością rzeczywistości a jej obiektywnym pozaniem? Może jeśli coraz bardziej wrastamy świadomością w tą 'substancję światła' wtedy nasze rozumienie staje się coraz bardziej obiektywne, z coraz bardziej zewnętrznego punktu widzenia. Jak obserwator patrzący z zewnątrz na hologram wszechświata.

Kontemplacja rzeczywistości poprzez doświadczenie światłem - brzmi pięknie :))

Tak mnie naszło na częsciowe refleksje ;)
« Ostatnia zmiana: 2012-12-01, 13:06:30 wysłana przez StArfire »

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-12-01, 12:12:41 »
Tak Mirek, wiem ze chodzi o przyjemność:)

A co do nicości.
Po paru dniach:
Nicość to nie nicość, to substancja w naczyniu dzięki której możemy sie rozwijać. Jednośc to zlanie sie świateł w światło- wtedy nie ma substancji, chodzi o to by oczyścic sobie wyobrażenia i traktowac to jako element rzeczywistości, dzieki min jemu- istniejemy jako częściowa odrębność i możemy doświadczać światłem.

Doświadczenie innych poziomów rzeczywisości sprawilo, że poczułam głębiej przytomność w sobie i akceptację. Czuję że wiem/widzę/odczuwam teraz więcej, coś sie zmienilo, coś bardzo subtelnego:)
Oświecenie na dziś, jest dla mnie [ po za wymianianiem tych wszystkich rzeczy milusich o których kazdy z nas wie] świadomością rzeczywistości. A rzeczywistość to cudowana cecha do konteplacji, jak sie jest otwartym i przytomnym:)

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2012-12-01, 10:29:30 »
Ewolucja to przyjemność stawania się coraz bardziej świadomym siebie i tego co poza nami. Istnienie to najwyższa przyjemność :)

Piękne :))

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-12-01, 09:42:56 »
Mirek:

No właśnie miałam identycznie pod względem wyobrażeń - że oświecenie to absolutny kres, rozpłynięcie się w oceanie superświadomości i ostateczne, nieodwracalne scalenie z Bogiem, zatracenie wszystkich idywidualnych cech, przekroczenie pewnej bariery egzystencji, za którą nie ma już powrotu ;)
Ale to tylko wyobrażenia :)

Ostatnie uświadomienie: po oświeceniu, cokolwiek to znaczy, jesteś jak dziecko w stosunku do wyższych sfer. Możesz wszystko i nie musisz nic. Radość, szczęście to jedyne "przypadłości" po "starej skórze". To co istnieje "wyżej" nie ma żadnego znaczenia, dopóki nie poczujemy tęsknoty za wyższymi wibracjami naszego "ciała'. Ewolucja to przyjemność stawania się coraz bardziej świadomym siebie i tego co poza nami. Istnienie to najwyższa przyjemność :)

Pięknie ujęte :) Szczególnie to zdanie oprawię sobie w ramki i powieszę nad łóżkiem (idealne remedium na nerwice wszelakie ;))
Możesz wszystko i nie musisz nic :)
« Ostatnia zmiana: 2012-12-01, 09:54:06 wysłana przez StArfire »

Felicite

  • Gość
[#]   « 2012-11-30, 22:15:39 »
Wow, Mirek, pięknie to opisałeś :) Czuję bardzo podobnie (a może nawet tak samo?) :))

Mirek

  • Wiadomości: 299
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-30, 22:07:51 »
Olga
Zamiast odpowiadać na Twoje lęki opiszę moje doświadczenia na temat oświecenia.
Kiedyś miałem podobnie jak Ty. Przeświadczenie, że oświecenie to "rozpłynięcie się" w nicości, w Oceanie Superświadomości.
Na dzień dzisiejszy "oświecenie" to dla mnie tylko puste słowo, które nie niesie za sobą żadnej treści. Nie ma dla mnie czegoś takiego jak oświecenie. Najważniejsze jest poczucie szczęścia, które odczuwam coraz częściej i coraz wyraźniej. Jedyną praktyką duchową są dla mnie rytuały tybetańskie, w szczególności 6 rytuał, podczas wykonywania którego jednoczę się z materią i czuję, że jest to właściwe podejście. Ostatnie uświadomienie: po oświeceniu, cokolwiek to znaczy, jesteś jak dziecko w stosunku do wyższych sfer. Możesz wszystko i nie musisz nic. Radość, szczęście to jedyne "przypadłości" po "starej skórze". To co istnieje "wyżej" nie ma żadnego znaczenia, dopóki nie poczujemy tęsknoty za wyższymi wibracjami naszego "ciała'. Ewolucja to przyjemność stawania się coraz bardziej świadomym siebie i tego co poza nami. Istnienie to najwyższa przyjemność :)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-29, 09:38:02 »
Nic się nie starło że powiedziałam coś o nicości nie mając jej przerobionej:)

Napiszę coś za kilka dni w tym temacie, narazie robie inwenteryzację obciążeń;)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-11-27, 20:56:07 »
Olga
Zanim powie się coś nt nicości lepiej medytować na temat "co to jest nicość" aż się osiągnie poznanie (może to nie byc łatwe).
Ale na początek może być łatwiej uwolnić się od poczucia istnienia i/lub nieistnienia nicości zwyczajnie w regresingu ;p

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-11-27, 16:35:08 »
Mateusz fajnie ze napisałeś:)
Ja narazie oczyszczę swoje lęki i intencje do postrzegania rzeczywistości i bycia rzeczywistością. Przestraszyłam się nicości. Czy jak to tam nazwać i cokolwiek to jest, oto arcypytanie:) Ale podono to Bóg we własnej skórze.
No ale cieszę się bo praca nad bezpieczeństwemn i akceptacją sporo zmieniła we mnie i wciąż zmienia.Tyle lat oporowania:)
chcę też pomedytować jak modliwa się zrealizuje, na poznanie "cech" tej "substancji", bo narazie tylko intuicyjnie czuję i troche się boję, zresztą. Napewno zejdą mi przy okazji stare i krzywe przekonania z medytacji w nic- czuję ze mi to siedzi.
Wtedy wrócę do tego wątku rzeczywistości:) Pozdrawiam