Afkuje spelnienie, radosc, przyjemnosc blogosc. Jest ciężko. Leci mi wszystko, kazdy chyba mozliwy temat zaczyna mi sie ruszac.
Zwiazek, ta indywidualizacja z polowkiem i nasze pomieszanie, seks( tego tematu nie mialam zamiaru jakis czas jeszcze wogole ruszac), zabawa, cialo, praca, bogactwo, relacja z Bogiem. Oswiecenie-> dzis odiczyłam, że przyjemnosc jest tuz przed oswieceniem, albo juz po.
I caly rozwoj to dazenie do tej przyjemnosci. Niby pieknie, tylko tak na prawdę to chyba jakiś mistrz mi wkrecał, że tymi wszystkimi tematami jak seks, czy zwiazek, spelnienie to dopiero na samym koncu trzeba sie zajmowac, bo to juz ostatki przed oswieceniem.
Jak zobaczyłam te wszystkie moje obciazenia, pozwolilam sobie zobaczyc co mi jeszcze przeszkadza, to tyle tego jest, że chyba faktycznie tuż przed oswieceniem sie spelnie, no i wtedy wyszlo ze to madrosci mistrza jakiegoś.
Na zwiazek bym musiala dluuugo czekac, az przepracuje wszystkie te tematy by byc dosc dobrą.
No i to pomieszanie z polowkiem, karma bazujaca na samych chyba sprzecznych wzorcach. One ciagna jednoczesnie w jedna i druga strone np jest dla mnie tylko polowek, no ale nigdy nie mozemy byc razem bo bo bo...tu lista jest dluga.
A jak pytam o co chodzi to faktycznie niby to on jest dla mnie, gdy juz pozwalam sobie otworzyć na kogos innego.
Wiem ze z kims innym to by mi chyba tak nie wywalalo, tylko, ze ta karma tak jest skonstruowana, ze trzyma przy polowku przez wywałki. Brrr
I jeszcze mam jakies przymusy oddawania swojego spelnienia by dziecku bylo dobrze, bo jak ju jest to trzeba sie nim zajac jako rodzic. A ja czuje, to dziecko to mi stoi jak kolek w poprzek, w stosunku do mojego spelnienia.
Ta afka to puszka pandory.
Wymiata- dosłownie.
Moja pś oczywiście ma na to swoj sposob, znieczulic sie, chodzic w transie robotnika- niewolnika by przetrwac i nic nie czuc.