Autor Wątek: Hinduizm - zjawiska, metody i zwyczaje w rozwoju z nim związane  (Przeczytany 148767 razy)

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 22:34:21 »
oczywiście różni ludzie różne rzeczy potrzebują na ścieżce (zachęcam  przy tym żeby sprawdzać co się z tym czy innym mistrzem łączy),

piękny dyskurs Sai Baby (tego faktycznego  hehe), który do mnie przemawia i sprawia (podobnie jak wiele innych w tym motywie), że  po niewątpliwie bardzo cennych darszanach i demonstracjach tego stanu  u kilku mistrzów, czuję coraz mniejszą ochotę do biegania tu i tam w pogoni za iluzjami, cudami, miłością, czy prawdą:
"Twoja tożsamość jest w twej własnej jaźni, nie gdzie indziej"
http://www.sathyasai.org.pl/dyskursy.php?tekst=t2.7.168

"Niektórzy twierdzą, że widzieli Boga podczas snu; inni, że dostąpili boskiej wizji w medytacji; jeszcze inni opowiadają, że widzieli Boga okiem mądrości. Większość takich stwierdzeń jest wynikiem złudzenia. One nie są prawdą. Ludzie mówią, że widzieli Boga we śnie. Czym jest sen? Gdzie jest Bóg? Doświadczenia marzeń sennych nie są rzeczywiste. One są zwykłym złudzeniem, pod wpływem którego ludzie sądzą, że widzieli Boga. Człowiek nabędzie boską moc dopiero wówczas, gdy uwolni się od złudzenia. Tak więc każdy powinien wyzwolić się od iluzji. Niektórzy siedzą w medytacji i twierdzą, że kontemplują. Inni twierdzą, że w stanie medytacji widzieli światłość. Czym jest medytacja? Medytacja to ekagratha, czyli koncentracja na postrzeganiu wszech-jaźni w swoim wnętrzu, w stanie całkowitego spokoju ciała i umysłu, kiedy to umysł wolny jest od złudzenia."
(...)
"Są różne rodzaje sadhany na tym świecie; jednym z nich jest bhrama sadhana, czyli praktyka wywodząca się ze złudzenia. W rzeczywistości nie widzicie w medytacji Brahmy, Wisznu czy Maheśwary. To, co widzicie w medytacji, to tylko odzwierciedlenie waszych uczuć. Brahma, Wisznu i Maheśwara faktycznie nie istnieją na tym świecie. To są tylko wyobrażone przez was formy. To, co faktycznie istnieje na tym świecie, to jest natura ludzka. Skoro nie jesteście w stanie poznać natury ludzkiej, która przejawia się tu przed wami, jak możecie poznać boskość kontemplując Boga? Imiona i formy, które przypisujecie boskości, na przykład Brahma, Wisznu czy Maheśwara, nie są rzeczywiste. To są miraże zrodzone z waszego złudzenia. Wszystko zawiera się w człowieku. To wy jesteście Brahmą, Wisznu i Maheśwarą, wy jesteście każdym imieniem i każdą formą przypisywaną Bogu. Gdy tylko uwierzycie, że to wy jesteście wszystkim, znikną przyczyny wszelkiego zmartwienia. Gdy będziecie w stanie doznać: aham Brahma, aham Wisznu, aham Maheśwara (Ja to Brahma, Wisznu i Maheśwara), nie będzie już miejsca na żadne wątpliwości. Wszystkie imiona i formy są wytworami waszej wyobraźni. Na tym świecie nie ma mocy wyższej niż ta, która drzemie w człowieku."
(...)
"Być może sądzicie, że boska moc jest pewną specjalną mocą - to nieprawda. Wasza moc kontemplacji przybiera formę mocy boskiej. Dlatego przede wszystkim zrozumcie swą wewnętrzną, boską naturę. Wszystko, co zostało napisane w książkach, wszystko to, co przeczytaliście, nie jest prawdą. Istnieją pewne rodzaje mocy, które są nietrwałe, nie są wieczne. Takie przemijające moce nie powinny nikogo zwodzić."
(...)
"Wielbicie różne formy boskości. Jednak nie możecie zapominać o swej wewnętrznej boskości. W rzeczywistości to wy sami przypisujecie boskości wiele imion i form, tymczasem boskość jest jedna, boskość nie zmienia się. Ta odwiecznie niezmienna boskość jest w was. Wszystkie zewnętrzne formy i nazwy są jak przemijające sny. Te sny nie są rzeczywiste. Dlatego starajcie się obudzić z iluzji zwanej bhramą. Dopiero gdy wydostaniecie się z bhramy, będziecie mogli doświadczyć brahmana. Widzieliście coś we śnie. Co to jest? To jest wasza własna jaźń, nic innego. W stanie snu widzicie własną jaźń. Waszą prawdziwą naturą jest miłość. Więc przejawiajcie swoją prawdziwą naturę."

: )

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 22:05:38 »
<gdybym ja to wyzwolił w sobie no to kierowałbym się do ludzi którzy tego potrzebują i pomagałbym im odkrywać to samo w sobie, a nie podczepiałbym się pod mistrzów którym ta pomoc jest zbędna... no chyba że szukają chętnych do uczestniczenia w ichmisjach czy wspólnego budowania ich misji od podstaw (zakładając same pozytywne intencje), ale to też w moim przypadku odpada a w przypadku takich ludzi o których mówimy odpada również ze tych względów o których pisałem na początku : )


Gdybać to sobie można. Gorzej jakby w momencie wyzwolenia przyszedł do ciebie Sai Baba i zapytał, czy chcesz mu od teraz służyć. :-) Ciekaw jestem co wówczas byś powiedział. Bo tak się akurat stało w przypadku Swamiego Veerendry czy Madhusudana. Twoim zdaniem powinni więc byli odmówić i uznać to wszystko za wytwór swojego umysłu? :-) No sorry, ale nigdy się nie zrozumiemy przy takim twoim podejściu do tematu. Dla mnie, i to wynika z mojego wieloletniego osobistego doświadczenia z różnymi mistrzami oraz z mojego własnego duchowego rozeznania i sprawdzenia na własnej skórze jak to wszystko w praktyce działa, sprawa jest na prawdę prosta.

Wygląda to tak, że wyzwolony uczeń staje się swoim mistrzem i to dosłownie, gdzie każdy mistrz może również przejawiać moce (śakti) innego mistrza ponieważ istnieje tylko jeden Bóg, choć posiada on wiele różnych form. Osiągając ostateczną boską świadomość mistrzowie stanowią więc Jedność. Ich indywidualna jiva (dusza) staje się świadomą częścią kosmicznego ciała Boga. A Bóg choć ma wiele form jest jeden, tak jak istnieje tylko jedna jego boska Śakti. Może się więc ona przejawiać (manifestować) poprzez swoje różne formy przez ciała każdego ostatecznie wyzwolonego mistrza. Dla mistrza to nie jest problem wejść w te boskie energie i zamanifestować śakti innego mistrza a już szczególnie swojego guru.

Myślisz że Swami Vishwananda nie materializował ludziom pierścieni czy wibhutti od Sai Baby. Nie raz tak robił i to wyraźnie mówił, że to pierścień od twojego mistrza np. Sai Baby. Tak samo myślisz, że Swami Veerendra nie manifestował czegoś od Vishwanandy :-) Też nie raz. Oni się ze sobą łączą w ciągu sekundy.
« Ostatnia zmiana: 2017-06-15, 22:09:01 wysłana przez Howard »

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 21:31:51 »
<więc skoro jesteś w stanie rozpoznawać te energie i ich doświadczasz, to pewnie nie masz problemów by je wzbudzać, no  to czego wciąż szukasz u takich mistrzów?

Źle do sprawy podchodzisz, bo szukam tego co każdy... bezwarunkowej miłości, a tylko mistrzowie potrafią w nieskazitelny sposób nią emanować. W ten sposób moje serce dostraja się do ich boskich wibracji, które na bazie takiego doświadczenia potrafię następnie w sobie wzbudzić oraz ewentualnie w ludziach, z którymi staram się nim podzielić. Mógłbym przeczytać tomy książek o tym czym taka miłość jest, ale tylko gdy jej osobiście doświadczę mogę zrozumieć o czym te książki mówią. Tak samo jak mógłbym sobie wmawiać, że już jestem taki doskonały, że żaden mistrz mi potrzebny nie jest, bo sam stałem się dla siebie mistrzem i teraz mogę już odgrywać rolę mistrza dla innych. Ale nie tędy droga. Być mistrzem a odgrywać rolę mistrza to dwie różne sprawy. Odgrywać ją więc mogę a i owszem ale tylko do pewnego stopnia, zawsze z pełną świadomością, że ostatecznym celem jest mistrz a nie moje 'ja' (ego). Tu się więc moje zadanie kończy.

Mistrzem w tym kontekście jest 'wyższe ja' każdego człowieka stanowiące część 'ja' boskiego manifestującego się przez osobę urzeczywistnionego mistrza, dlatego że Mistrz posiada boskie kompetencje i potrafi rozbudzić tą bezwarunkową miłość w ludzkich sercach. Zasiewa więc ziarno, które czy wyrośnie czy też nie, zależy już od nas samych. Ale służyć mistrzom i szukać ich świętego towarzystwa jest bardzo pomocne, bo motywuje do działania a serce również pokornieje nim przedwcześnie uzna siebie za już doskonałego. Falstart (duchowa duma) w rozwoju jest najgorszą rzeczą jaka może się nam po drodze przytrafić i nikt nie jest od tego całkowicie wolnym a w obecności mistrza można szybko skorygować źle obrany kierunek.

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 20:49:27 »
W ogóle mogę wam powiedzieć jak to technicznie wygląda, gdy śakti Baby wstępuje w ciało Swamiego Veerendry. Otóż cały dzień podczas ceremonii (Durga Pujy) Swami je duże ilości limonki, które bardzo lubi Devi. Tak samo to wygląda u Paramahamsy Vishwanandy, kiedy podczas Navaratri w jego ciało wstępuje ta najwyższa bogini.

No i następnie wieczorem, kiedy nadchodzi czas darshanów, intensywnie śpiewane są bhajany i narasta energia na sali. Wtedy Swami Veerendra się podnosi i zaczyna tańczyć. Akurat te kilka dni spędziłem siedząc obok niego podczas wszelkich uroczystości, więc mogę wam dokładnie opowiedzieć co się wówczas wydarza. W momencie kiedy energia jest już wysoka nagle Swami wykonuje specyficzne ruchy podczas tańca i śakti zaczyna się manifestować. Wówczas momentalnie pojawia się tak niesamowity zapach jaśminu, którego nie da się opisać. On spływa z góry, z boku, wszędzie. To znak, że pojawiło się śakti Sai Baby i dokładnie w tym momencie Swami szybko wychodzi z sali aby się przebrać w sari. Gdy wraca po pięciu minutach i otwiera drzwi, to zapach jaśminu jak podmuch wiatru przepływa przez całą salę. Sai Baba jest wówczas w stu procentach obecny w ciele Swamiego i udzielać zaczyna darshanów. Miłość jaka się wówczas przelewa na ludzi jest poza wszelkim wyobrażeniem. Gdy chodzi tak między ludźmi na jego dłoniach materializuje się amrita. Skrapla się ona na środku jego dłoni i je po prostu wypełnia. Pachnie cudownie. Później zaczyna się darshan na siedząco i Sai siada w fotelu. Z reguły pierw wszystkich woła do siebie i materializuje lingam, albo czyni to po zakończonym darshanie, albo w jego trakcie. Energia jest bardzo intensywna. Co ciekawe każdy ze swoich cudów Sai Baba zapowiada dzień wcześniej, aby każdy był gotowy i mógł go w pełni doświadczyć.

Na przykład tym razem zapowiedział materializację statuetki Lakshmi. Stało się to już po zakończonych darshanach, kiedy Sai Baba opuścił już ciało Swamiego, co nota bene jest bardzo nieprzyjemnym dla niego doświadczeniem i zawsze asekurujemy go stając w tym momencie za nim, ponieważ gdy Sai upuszcza jego ciało momentalnie traci on przytomność i musimy go szybko złapać aby nie upadł. Kiedyś gdy Swami Vishwananda wracał w ten sposób do ciała po tym jak śakti Durga Devi je opuściła, niestety ludzie spóźnili się z reakcją i Swami uderzył tak mocno głowa o ziemię, że naprawdę była niezła panika. Bardzo długo leżał na ziemi z wywróconymi białkami oczu do góry i nie można go było przywrócić do ciała. Dopiero jak przekrojono limonkę i skropiono nią jego ciało to Durga Devi całkowicie wyszła i mógł wrócić.

Ale wracając do materializacji Lakshmi. Więc kiedy Sai opuścił już ciało, Swami Veerendra poszedł się przebrać i gdy wrócił ponownie zaczął z nami tańczyć. Niespodziewanie poczułem intensywny zapach jaśminu i w tym momencie śakti zatrzęsła całym jego ciałem, po czym Swami momentalnie zerwał z wazonu kwiat róży i na moich oczach zaczął go rozkruszać. W jednej nanosekundzie zmaterializowała się piękna figurka Bogini Lakshmi, którą otrzymali moi drodzy przyjaciele, których przywiozłem ze sobą, a którzy bardzo dużo pomagali przy organizacji tego spotkania. Mieszkają pół kilometra od mnie, gdzie od lat spotykamy się na wspólnych modlitwach. To oddani wielbiciele Sai.

To nie jest więc tak, że Swami za każdym razem traci świadomość kiedy Baba wstępuje w jego ciało. Wszystko zależy od intensywności z jaką manifestuje się jego najwyższa boska śakti. Tylko gdy Swami wchodzi w najwyższe samadhi to zatraca się całkowicie w błogostanie Anandy i boskość przejmuje całkowicie kontrolę nad jego ciałem. Zresztą różne śakti potrafią się manifestować w dowolnym momencie, a każda śakti przejawia inną energię. Gdy przykładowo bogini Durga znajduje się w jego ciele i tak wspólnie wraz z żoną tańczyliśmy z nią wirując w miłosnych objęciach to jej wzrok przenikał się z naszym na wskroś, a łzy miłości spływały po jej policzkach kiedy "spijała" naszą miłość wysyłaną do niej. Tego się nie da opisać, można to jedynie odczuć, jak bardzo Bóg kocha swoje dzieci i jak chłonie ich całą miłość odwzajemniając ją po stokroć. Albo gdy Baba trzymał nas jak swoje najdroższe dzieci w objęciach i delikatnie kołysał się w rytm boskiej muzyki w charakterystyczny dla siebie sposób tuląc nas do swego serca, to są to właśnie te chwile których nikomu nie da się wyrazić słowami. Tylko bezpośrednio patrząc w te przepojone najwyższą boską błogością oczy można zasmakować naktaru jakim zostaje się wówczas obdarowanym. W ten sposób Bóg zasiewa ziarno miłości, które z czasem bez najmniejszego cienia wątpliwości zrodzi oczekiwane przez niego owoce.

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 20:08:32 »
Cytuj
Same ceremonie ognia (yagny) były tak intensywne, że nawet ja to odczułem, choć na przestrzeni ostatnich paru lat napaliliśmy ich wspólnie z żoną kilkaset!, więc to dla nas chleb powszedni
ostatnio studiowałem te kwestie i w jednym miejscu u gościa który zajmuje się propagowaniem ogni homa (jako misją udzieloną mu przez Boską Matkę w jednym z osobistych widzeń), przeczytałem  jego stwierdzenie że siła tego oddziaływania zależy w dużej mierze  od wielkości ognia, co zresztą mogę potwierdzić na swoim przykładzie gdzie uczestniczyłem kiedyś w kilku dużych ogniach i to co się działo w trakcie czy po nich było nieporównanie silniejsze od tego co doświadczałem przy takich małych, w dodatku indywidualnych, domowych rytuałów ogniowych
- więc oczywiście można to łączyć nierozerwalnie z jakąś osobą i traktować takie odczucia jako dowód na czyjeś urzeczywistnienie wiarygodność etc. ale niekoniecznie trzeba : )
jak najdzie mnie ochota to wkleję ten fragment

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 19:54:20 »
Howard

nie oceniam twoich doświadczeń ale przyglądam się temu co się z tym wiąże, jeżeli wiąże się z tym podział i/albo jest to sprzeczne z tym co przekazywał dany mistrz, czy wiąże się z jakimiś ego celami,  to ja już nie wchodzę w to, no chyba że z jakichś względów miałbym wielką potrzebę, a obecnie nie mam

co do wpływów za pomocą energii to miałem do czynienia z żyjącym Sai Babą przez kilkadziesiąt dni i on wcale nie zalewał mnie miłością taką o jakiej piszesz, ale dawał mi różne cenne doświadczenia, po drodze niektóre bolesne związane z rozbijaniem ograniczających struktur i ego które jednak prowadziły mnie do celu, zresztą ten pobyt odbieram jakby każdy dzień odnosił się do kolejnego roku mojego życia, czyli mam pewne pojęcie jak to będzie przebiegało ; ) więc on niekoniecznie dawał takie doświadczenia które nadzwyczaj wylewnie zaspokajałyby moje tęsknoty za miłością. czy potrzebę osobistego kontaktu i docenienia, spełnienia pragnień etc.

 podobnie z Premanandą, który na początek pozwolił mi poczuć różnicę, czyli  raczył mnie podnieść do pewnego poziomu dając mi przedsmak owocu na zachętę, a potem pozwolił mi wrócić do moich ograniczeń ale dał mi kilka przydatnych duchowych rzeczy i praktyk na drogę, zapewnił mnie, że jest  tu w tym centrum dla mnie ( bo miałem problem z tym że nikt nie przychodzi hehe) napisał mi że przyniesie to dobre owoce jeśli będę się tym zajmował, że  powrócę do mojej "naturalnej" pozycji i teraz stopniowo (powoli) do tego stanu dążę używając tych narzędzi, ( raz na ileś tam lat ktoś od niego się pojawia i mi pomaga), więc czegóż miałbym szukać więcej poza tym co mam i co robię? albo kogo?  chciałem metody (również takiej wpływającej na otoczenie pozytywnie),  prowadzenia i wsparcia no to je mam, trochę to trwa ale stopniowo wszystko w tym systemie a zarazem w sobie odnajduję,

 może kiedyś miałem inklinacje do tego żeby tworzyć osobiste relacje z tymi mistrzami ale głównie chodziło mi o duchowe panaceum, więc jak widzę jakiegoś mistrza, a zwłaszcza  klona Sai ( w ciele czy niewidzialnego...co często trudno zobaczyć inaczej jak oczami wyobraźni albo wiary)  czy medium obdarzające różnymi boskimi śakti to jakoś nie mam głodu takich bliskich doświadczeń, bo ta potrzeba osobistego kontaktu jakoś mi wygasła a szukanie doświadczeń poza sobą to już przerabiałem i nie podobało mi się to że się i tak wracało do punktu w którym się było przed  ; )

sens w takich spotkaniach widziałem wtedy gdy np. w ciężkim stanie wybrałem się do Vishwanandy i on mi przeczyścił solidnie  styki i kanały, ale już wtedy widziałem że wygasły mi te rzeczy związane z potrzebą bliskiego fizycznego kontaktu i jakoś po tych dwóch mistrzach czyli Sai Babie i Premanandzie nie mogę i nawet nie chcę się przestawiać na innych, zwłaszcza takich którzy ich imitują albo wyręczają : D

miałem też do czynienia z ludźmi którzy opanowali jakieś wyższe techniki jogiczne i potrafili sprawić że płakałem ze wzruszenia (niektórych uznawałem za mistrzów, innych nie), czy też w rozmowie telefonicznej potrafili sprawić że z ucha do którego przykładałem słuchawkę spływał mi strumieniami pot od tej energii którą mnie bombardowali ; )
ale towarzyszyły temu inne rzeczy - raz że były to tymczasowe doświadczenia a dwa że oni chcieli wywrzeć na mnie wrażenie, zarobić przy tym, znaleźć uznanie, niektórzy chcieli sprawić żebym uznał ich za guru (jeden taki męczybuła wciąż się domaga tego uznania od wszystkich z którymi się zetknął )  niż faktycznie miało to na celu moje dobro bez śladu egoistycznej domieszki tego kto to robił, a wiesz jak zobaczysz górę która mówi ci że też jesteś górą i da ci tego przedsmak, to wtedy nawet największy kamień nie robi już na tobie takiego wrażenia i jedynym co ci pozostaje to wzbudzać ten potencjał w sobie do rozmiarów góry...albo zabiegać o kolejne tego rodzaju chwilowe doświadczenia u różnych mistrzów i adeptów, jak na jakimś głodzie ; )

poza tym stwierdziłem że skoro jestem w centrum to wszystko inne jest dla mnie peryferiami i nie lubię podróży, więc może się gdzieś ruszę jak opanuję dematerializowanie i materializowanie ciała ( akurat to jedne z niewielu cudów które pokazał mi Sai Baba, jak mniemam w tym celu hehe) bo tak to nie chce mi się tułać po świecie ; )

więc skoro jesteś w stanie rozpoznawać te energie i ich doświadczasz, to pewnie nie masz problemów by je wzbudzać, no  to czego wciąż szukasz u takich mistrzów? służysz w ten sposób ludziom? gdybym ja to wyzwolił w sobie no to kierowałbym się do ludzi którzy tego potrzebują i pomagałbym im odkrywać to samo w sobie, a nie podczepiałbym się pod mistrzów którym ta pomoc jest zbędna... no chyba że szukają chętnych do uczestniczenia w ichmisjach czy wspólnego budowania ich misji od podstaw (zakładając same pozytywne intencje), ale to też w moim przypadku odpada a w przypadku takich ludzi o których mówimy odpada również ze tych względów o których pisałem na początku : )
« Ostatnia zmiana: 2017-06-15, 20:01:25 wysłana przez Frisky »

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 19:49:37 »
Parę dni temu oglądałem też zdjęcia z Maha Lakshi Yagny, gdzie rosyjski Swami wyświęcony lata temu przez Swamiego Vishwanandę uczestniczył w yagnie palonej przez tego bramina. A jakie on pali yagny to mój boże. Jeszcze takich nie widziałem. To bardzo wzniosła i zrealizowana dusza. Prawdziwy bramin a nie tylko z etykietki.

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 19:42:22 »
A ten tydzień był naprawdę bardzo intensywny. To niby tylko siedem dni, ale jak powiedział Swami dla ludzi to jak siedem lat. Minęło już trzy tygodnie a my dopiero powoli dochodzimy do siebie. Same ceremonie ognia (yagny) były tak intensywne, że nawet ja to odczułem, choć na przestrzeni ostatnich paru lat napaliliśmy ich wspólnie z żoną kilkaset!, więc to dla nas chleb powszedni. Co ciekawe spotkanie odbyło się "przypadkiem" w przepięknym zacisznym ośrodku oddalonym tylko o 30 kilometrów od miejsca w którym zawsze te yagny paliliśmy. Ale już się w życiu nauczyłem, że dla Boga nie istnieje coś takiego jak przypadek. :-) Gdy go bowiem z głębi serca przywołujemy On odpowiada. ZAWSZE.

Ceremonie ognia prowadził niesamowity bramin, który też się tam przez "przypadek" znalazł. To "młody" chłopak, w moim wieku (39 lat), choć obaj wyglądamy na nie więcej niż dwadzieścia parę. Chyba ogień tak konserwuje hahaha I choć wygląda na młodego to 19 lat swego życia spędził on w Indiach (Kaszmirze). W Prashanti Nilayam u Sai Baby bywał więc każdego roku. To co mi opowiedział było niemal identyczną historią do mojej, o której tu już wcześniej pisałem. Otóż nie jest on typem człowieka, który pada do stóp byle komu jak sam powiedział, ale nie miał wyjścia i po tym czego doświadczył musiał uznać autentyczność tego co się dzieje. 

Lata temu podczas darshanu u Sai Baby na którym był razem z bratem, prosił Babę w myślach o sziwa lingam. W pewnym momencie zreflektował się, że to może jednak zbyt "egoistyczne" pragnienie i dobrze by było gdyby ten lingam otrzymał jego brat, który niekoniecznie był skory do modlitw i wszelkich ceremonii, ale bramin jednak obiecał, że w takim przypadku wszystkim się osobiście zajmie i właściwie zaopiekuje lingamem.

Brat natomiast miał przy sobie list, w którym wyraził swoje życzenia i który Sai Baba od niego przyjął. W zasadzie Baba opuścił już plac darshanowy i wyszedł, a brat był bardzo skonfundowany, po czym Sai wrócił i podszedł tylko do niego i list przyjął. Bramin o tym w ogóle nie wiedział ani treści listu nie znał.

Po latach "przypadkiem" zetknęli się w Indiach ze Swamim Veerendrą. Szli z nim ulicą i nagle w Swamiego wstąpiło śakti Sai Baby, który zaczął się zachowywać jak szaleniec. :-)) Zaczął się głośno śmiać itp. Bramin się wystraszył, bo w tych okolicach co pięćdziesiąt metrów chodzą patrole policji i na takie zachowanie reagują natychmiastowo bez żadnych ceregieli. Ale ku jego zdziwieniu w okolicy nie było żywego ducha, nawet jeden pies z kulawym ogonem się nie przewinął, gdzie normalnie biegają ich całe zgraje. To było bardzo zastanawiające i niesamowicie dziwne, a Sai tylko się śmiał i mówił, że to jest jego miasto i nikt mu nic tu nie może zrobić. :-)))

Sai zaprosił ich więc do siebie no i przyszli. Tam lila toczyła się dalej. Brat bramina całą noc rozmawiał sobie najnormalniej w świecie z Sai Babą jak z kolegą, którego śakti wchodziło i wychodziło w ciało Swamiego Veerendry. Gdy niespodziewanie wyszło, Swami Veerendra poprosił o filiżankę herbaty, po czym momentalnie śakti Baby ponownie wstąpiło w jego ciało więc ją wypił z szelmowskim uśmieszkiem. Kolejnego dnia zapytał brata czy chciałby otrzymać od niego lingam. Brat kiwał głową, że nie ma bardzo ochoty się nim opiekować, ale bramin który był tego świadkiem gdy to usłyszał, momentalnie przypomniał sobie swoją prośbę sprzed lat i wzrokiem dał bratu znać jaka jest jedyna słuszna odpowiedź. :-))

Lingam więc został zrodzony i wręczony. Sai powiedział także, że w miejscu gdzie się ten lingam będzie znajdował nigdy nie wystąpi żaden konflikt zbrojny choć bracia mieszkają na Ukrainie i było to bardzo górnolotne stwierdzenie jak na ówczesne okoliczności. Ale tak się stało.

Brat wyjawił również braminowi, że lata temu wręczył list Sai Babie, w którym wyraził tylko dwa życzenia: Chciałbym kiedyś z tobą rozmawiać jak ze zwyczajną osobą a nie jak z mistrzem i chciałbym się z tobą najnormalniej w świecie napić herbaty. :-)

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 18:56:21 »
Frisky

Ano nie ma rady :-))), bo nic tak przekonująco nie działa jak osobiste doświadczenie. Życie weryfikuje wszystkie poglądy, wystarczy osobiście sprawdzić. Gdybym nie pojechał i nie zobaczył na własne oczy, to też bym nadal myślał podobnie jak ty teraz, bo wstyd przyznać, ale jeszcze do niedawna miałem na ten temat identyczne zdanie co ty. Jak oglądałem tego Swamiego z linka co podałeś, to stukałem się w głowę. :-) Teraz jestem pokorny i nie oceniam, choć nadal nie wiem jak jest z innymi mistrzami, bo mogę podzielić się tylko doświadczeniem z tymi, których osobiście spotkałem.

Więc jeśli chodzi o Swamiego Veerendrę to jestem akurat na sto procent pewien, że przez niego manifestuje się najwyższa boska Śakti, a potrafię to doskonale rozeznać, ponieważ mam wieloletnie doświadczenie z przebywania w obecności swojego guru Paramahamsy Vishwanandy. Wiele się więc od niego na przestrzeni ostatnich siedmiu lat nauczyłem i teraz Bóg z tych moich umiejętności korzysta abym mógł służyć innym ludziom. Trafiam więc w takie miejsca, gdzie Bóg mnie zgodnie ze swoją wolą pośle. Tak było również ze Swamim Veerendrą.

Gdy mówię jednak o tym ludziom i zachęcam aby osobiście doświadczyli, to często spotykam się z murem uprzedzeń identycznym do tego jaki tu prezentujesz, ale nic na to nie poradzę póki ktoś nie zechce sprawdzić osobiście. Tak to wygląda w praktyce i tylko kilkunastu ludzi potrafiło mi zaufać i przyjęło zaproszenie do osobistego uczestnictwa w spotkaniu. Ale ci sami ludzie gdy rozjeżdżaliśmy się do domów ze łzami w oczach i z tak wielką pokorą dziękowali mi za to iż o nich pomyślałem, że to w zupełności zrekompensowało wszelkie przykrości których po drodze doświadczyłem. Bo nie jest tak jak ludzie myślą, nie jest tak jak ty myślisz.

Wysuwać wnioski na podstawie materiałów czy filmów, to tak jakby próbować oceniać wielkość słonia na podstawie rozmiarów włosa z końcówki jego ogona. :-) Nawet moja żona nie była przekonana. Ale teraz jest całkowicie odmieniona i powiedziała, że to był najpiękniejszy tydzień jej całego życia i takiej miłości jeszcze nigdy nie doświadczyła u nikogo poza naszym guru, choć energia Sai Baby jest po prostu inna. Jej trzeba doświadczyć aby zrozumieć.

Daniel

  • Gość
[#]   « 2017-06-15, 14:50:23 »
Ciekawe dyskusje, choć mnie osobiscie hinduizm przestał w 99.95% interesować po dwukrotnym pobycie w Indiach. Za dużo zobaczyłem :)

Co do Sai, to interesujące ze w Indiach wielu uważa go za oszołoma i oszusta, będąc w Bangalore koledzy niemalże mnie wyśmiali że mam ochotę odwiedzać jego ashram. Choć kiedyś odwiedził mnie i nieco pomogł, więc jestem nastawiony raczej pozytwnie :)

Ach, a owe pozostałe 0.05% to w sumie nie hinduizm, a a-religijna konstrukcja Matrimandir w Auroville. Ktos miał okazje w tym medytowac?

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 12:45:38 »
o a tutaj kolejny ciekawy przypadek:
http://sanjaysai.org/

mnie osobiście takie schizmy bazujące na czysto subiektywnych objawieniach (jak w poście poniżej), czy zbitki/klony zawierające w imieniu, wyglądzie i działalności (jak w tym linku powyżej) to co wyraźnie jest znakiem rozpoznawczym znanej  postaci, niezmiennie odstręczają, poza tym jak dla mnie są zbędne, a często szkodliwe

 schizmy ze zrozumiałego względu: w oparciu o jakieś nieweryfikowalne objawienia brutalnie łamią zasadę jedności, tworzą konflikty i odciągają wielbicieli od nurtu ustanowionego przez mistrza, czyli tworząc podziały niszczą podstawę i istotę duchowości, a klony odstręczają dlatego że trudno  patrzeć na kogoś i podchodzić z zaufaniem do tego co (nawet całkiem pozytywnego w swojej misji) robi, gdy ciągle kojarzy mi się to z innym mistrzem czyli Sai Babą, którego misja ma się dobrze i nie ma jakby żadnych podstaw uzasadniających takie postępowanie, a takie czy inne nakładki i podpięcia tworzą dziwne zamieszanie i skojarzenia podłączania się pod kogoś 

no ale jak komuś objawiło się że jest (trochę innym, ale jednak) Sai Babą i w taki czy inny sposób go naśladuje/imituje/wyręcza, albo że przez niego Sai przemawia po swojej przedwczesnej śmierci i teraz używa go jako wybrane medium (podważając przy tym sens i wartość tego co sam głosił i robił za życia)... zamiast się po prostu wcześniej wcielić ... więc gdy ktoś taki oraz jego zwolennicy ignorują przy tym to co przekazywał osobiście Satya Sai Baba, no to na to nie ma rady : )

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 06:20:49 »
Madhusudan materializujący Hiranyagarbha Lingam podczas Shivaratri 2017:
https://www.youtube.com/watch?v=0Gbokry_JEQ

Po materializacji złotego lingamu Sai Baba za pośrednictwem Madhusudana wygłosił świetną mowę, którą zakończył słowami Very Happy (bardzo szczęśliwy). To takie znane powiedzonko Sai Baby kiedy jest szczęśliwy. :-)

Słyszałem je też wielokrotnie u Swamiego Veerendry, kiedy Sai był zadowolony z energii grupy manifestując różne cuda, a podczas tygodnia spędzonego ostatnio z tym Swamim (w maju) wydarzyło się ich naprawdę wiele. Sai Baba urodził lingam, zmaterializował wisiorek z podobizną Shirdi Sai, zmaterializował też piękną statuetkę bogini Lakshmi z kwiatu róży, kilkakrotnie materializował też wibhuti i amritę.

Materializacje wibhuti były naprawdę spektakularne, ponieważ wibhuti manifestowało się na całym jego ciele oraz kilogramami wydobywało się prosto z ust. Tego się nie da nawet opisać. Od wydmuchiwanego wibhutti było po prostu siwo i ledwo dało się patrzeć na oczy. :-) Zobrazować to mogę tylko na przykładowym filmie z podobną manifestacją Swamiego Premanandy od 5 min. 45 sekundy poniższego wideo:
https://www.youtube.com/watch?v=CTjVC4EuB7o

Różnica była taka, że u Sai Baby to było do potęgi n-tej. :-)

 

Howard

  • Wiadomości: 449
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-15, 05:28:24 »
Z opowieści Madhusudana Naidu:

Podczas mojej codziennej medytacji w pokoju Swamiego, On zapytał mnie: „Czy czytałeś Bhagawatamu?”. (Bhagawatam, w telugu Bhagawatamu, inaczej Śrimad Bhagawatam albo Purana Bhagawata jest najbardziej popularnym tekstem opisującym świętą historię Pana Kriszny).
 Nieśmiało odparłem: „Jeszcze nie, Swami”.
„Bhagawathamu ćadiwite baga awutamu (czytając Bhagawatam stajemy się lepsi)” - pięknie bawił się słowem ‘Bhagawatham’ w języku telugu.
„Bhagawathamu ma pięć liter: Bha-Ga-Wa-Tha-Mu, każda oznacza pewną cechę, którą rozwijamy, studiując ten święty tekst. ‘Bha’ oznacza bhakti (oddanie), ‘ga’ znaczy gnana (mądrość), ‘wa’ oznacza wajragję (nieprzywiązanie), ‘tha’ oznacza ... oznacza ... czy wiesz, co oznacza ‘tha’?”

Byłem zaskoczony i pośpiesznie odparłem: „Swami, czy to jest thjagamu (poświęcnie)?”
"Nie, to nie o thjagamu chodzi, nie potrafię sobie przypomnieć co to było, ale ostatnia sylaba ‘mu’ oznacza mukti (wyzwolenie)” - stwierdził.
Byłem zaintrygowany i zapytałem Go: „Swami, jakże możesz, będąc wszechwiedzącym, nie wiedzieć, co oznacza ‘tha’?”
„Och, jak widzisz, czasami czegoś zapominam” – wyznał z szelmowskim uśmieszkiem.
 Wiedziałem, że On do czegoś zmierza i nie chciałem tego tak zostawić.

(Cóż, ci, którzy żyli fizycznie blisko Niego, wiedzieliby, że pozornie Swami wiele razy zapominał pewnych rzeczy, na przykład nazwisk ludzi, a często Swami zapamiętywał uczniów i wielbicieli pod specjalnymi pseudonimami, które nadawał im żartobliwie od nazwy miasta, z którego pochodzili (Bombay boy), czy kraju, do którego należeli (America man) lub ze względu na kształt ich ciała (jak np. pakoda dla człowieka o dużych gabarytach, palma dla osoby wysokiej) albo zawód (np. doktor lub profesor) lub z okazji konkretnego projektu (hospital boy lub drama boy), a nawet z powodu jakiejś szczególnej cechy, jak okulary lub siwe włosy itd. Oczywiście było to coś tak typowego dla Swamiego, że sprawiało nam wielką przyjemność).

Nalegałem: „Swami, to było w porządku, kiedy pozornie zapominałeś o pewnych rzeczach będąc w ciele, prawdopodobnie ze względu na dżiwa pradżnię (świadomość indywidualną), która czasem mogła przysłaniać dajwa pradżnię (boską świadomość), ale jak możesz zapomnieć o czymś teraz, kiedy jesteś cały czas w Twojej czystej, boskiej jaźni?”

Padła odpowiedź: „Och, widzisz, gdy postanowiłem przyjść jako Sathya Sai Baba, przyjąłem szczególną formę ze szczególnymi cechami. Ponieważ wciąż przychodzę do ciebie jako Sathya Sai Baba, wciąż zachowuję się jak Sathya Sai Baba.”

To było odbicie piłeczki, jak mówimy żartobliwie.
„Swami, mówisz, że postanowiłeś przyjść jako Sathya Sai Baba, kim więc TY jesteś?” - byłem zaintrygowany.
 Baba usłyszał to, uśmiechnął się, pochylił się trochę na swojej sofie, żeby się zbliżyć do mojej twarzy i wyszeptał: „JEŚLI CHCESZ MNIE POZNAĆ, TO STAŃ SIĘ MNĄ!”
Pomyślałem, że możemy utrzymywać, że znamy Go ze względu na nasze związki z Nim przez kilka dni lub nawet dziesięciolecia, ale nikt Go naprawdę nie zna. Kiedyś Swami powiedział: „Tylko Sai Baba może zrozumieć tego Sai Babę”. Dlatego jedynym sposobem na poznanie Go jest stać się tym, kim On naprawdę jest, prawdziwym, czystym i bezinteresownym.
„Aha! Tha oznacza thatwamu (boski pierwiastek, boskość)” - powiedział z uśmiechem Wszechwiedzący!

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-14, 19:59:01 »
podejście hindu do różnych sił, również tzw. Siły Wyższej:

Though Mūla Prakṛti is the material cause of the world from which it arises, ultimately, as it is in itself (Svarūpa), Prakṛti Śakti , like all else, is Consciousness, for Consciousness as Power and static Consciousness are one. Consciousness, however, assumes the role of Prakṛti - that is, creative power - when evolving the universe. Her substance consists of the Guṇas or modes of this natural principle which are called Sattva, Rajas, Tamas. The general action of Śakti is to veil or contract consciousness. Prakṛiti, in fact, is finitising principle. To all seeming, it (Prakṛiti) finitises and makes form in the infinite formless Consciousness. So do all the Guṇas. But one does it less and another more. The first is Sattva-Guṇa the function of which, relative to the other Guṇas, is to reveal consciousness. The greater the presence or power of Sattva-Guṇa, the greater the approach to the condition of Pure Consciousness. Similarly, the function of Tamas Guṇa is to suppress or veil consciousness. The function of Rajas Guṇa is to make active - that is, it works on Tamas to suppress Sattva, or on Sattva to suppress Tamas.
"Serpent power" (ebook)

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-06-04, 23:37:57 »
fajna (zwłaszcza gdy śpiewają ją w dalszej części) mantra:
https://www.youtube.com/watch?v=-KBp5c3mvfw

z komentarza pod filmikiem:

I bow to the primal Guru
I bow to the truth that has existed throughout the ages
I bow to True Wisdom
I bow to the Great Divine Wisdom
More Information:

This is a mantra of protection and is recited to invoke the protective energy of the universe. Yogi Bhajan taught that this mantra should always be chanted 3 times in a row. This mantra is chanted after tuning in to a class with the Adi Mantra.


Many people chant this mantra when they need extra protection. It is part of the "triple mantra", and is often spoken before driving a car to create a protective energy around the those in the car.

When you cannot be protected, this mantra shall protect you. When things stop, and won’t move, this makes them move in your direction. - Yogi Bhajan