No to teraz poleciałeś po bandzie. :-) Nie mówię, czy to źle czy dobrze, bo to zawsze indywidualny wybór, mówię tylko, że się mylisz w ocenie sytuacji, ponieważ patrzysz przez pryzmat swojego związku ze Swamim Premanandą. Tak to dla ciebie wygląda i tak to rozumiesz. Ale spektrum możliwości jest tu znacznie szersze niż obecnie zakładasz i przede wszystkim dopuszczasz. Nie wystarczy więc obejrzeć dwa filmiki aby wyrobić sobie właściwy ogląd. Trzeba doświadczyć.
Nigdy też w tego typu dyskusjach nie lubiłem jak ktoś spłycał temat kontaktu z mistrzami do roli channelingu czy mediumizmu. Mediumizm to forma spirytyzmu, kiedy kontaktujemy się nie wiadomo z kim, bo różne byty mogą się podszywać. Ale jeśli ktoś zostaje kanałem dla śakti mistrza, jest to już diametralnie odmienny temat. Jak to od siebie rozróżnić? Tylko za pomocą wiedzy i własnego doświadczenia. No i przede wszystkim po owocach. Jeśli nie zgodzimy się co do tej podstawy, to żadne dalsze rozważania nie mają najmniejszego sensu, a nie zamierzam tego ponownie przerabiać, jak to bywało chociażby podczas dyskusji na cudzie z Leszkiem, kiedy w ten sam sposób podważał autentyczne kontakty Bławatskiej z Mahatmami itp.
Jeśli o Swamiego Vishwanandę chodzi, skoro już wspomniałeś :-), to jest on w takim samym kontakcie z Mahavatarem Babajim, w jakim Madhusudhan jest z Sai Babą. To nie jest więc tak, że Sai Baba, który skontaktował się z Madhusudhanem i wybrał go na czasowego komunikatora, jest czymś zgoła odmiennym. To dokładnie to samo zjawisko, które podlega tym samym duchowym prawom. Tak to po prostu wygląda, że kontakt 'tamtej' strony z 'tą' też podlega określonym regułom. Różnica drgań (wibracji) miedzy poziomami fizycznym a astralnym jest tak przepastna, że nie jest to chleb powszedni nawet dla mistrza, ponieważ tu musi się dograć zarówno plus jak i minus. Potrzebny jest więc nadajnik, ale i odpowiednio dostrojony odbiornik. Tak właśnie działają wszyscy eteryczni mistrzowie i dlatego tylko z nielicznymi wchodzą w tak ścisły kontakt.
Tu trzeba zrozumieć jedno, że misja Sai ani nie zaczęła się w Prashanti Nilayam, ani nigdy się tam nie miała zakończyć. :-) Jak sam słusznie napisałeś, ta potrójna awatara zaczęła się od Shirdi, a jej zwieńczeniem będzie Prema Sai. I wszystko to służy temu celowi, aby przygotować grunt pod jego rychłe przyjście. A jak już pisałem, Prema narodził się ponad sześć lat temu, zanim jeszcze Sai Baba opuścił swoje fizyczne ciało. Ale jego prawdziwe narodziny będą miały miejsce dopiero wówczas, kiedy śakti Sai Baby wstąpi w jego ciało, podobnie jak to było kiedy śakti Shirdi wstąpiło w ciało Sai Baby kiedy ten miał 14 lat. Sainath spędził większość życia w Shirdi kiedy już tam osiadł, podobnie jak Sai Baba w Puttaparthi. Niewiele oni podróżowali. Śmiało można powiedzieć, że wcale. :-) Ale z Prema Saim będzie inaczej. Będzie sporo podróżował po świece, podobnie jak to czynią choćby inni mistrzowie np. Swami Vishwananda, Swami Atmachaythanya czy Swami Virendra. Taka jest bowiem potrzeba obecnych czasów, że trzeba do ludzi wyjść. Sai Baba jak kiedyś patrzył na swoje zdjęcie jako Shirdi, który większość życia leżał na swojej desce, to tylko się uśmiechał i pod nosem szeptał: cóż za próżność, cóż za próżność hahaha
Dlaczego teraz wszystko tak przyśpiesza? Otóż zmieniają się wibracje Ziemi i to z dnia na dzień. Pomocny jest więc każdy duchowo rozwijający się człowiek aby wspomóc ten proces globalnej transformacji. Owszem, to perspektywa kilku najbliższych tysięcy lat, ale dobry start jest zawsze najważniejszy. :-)
I tu powiem właśnie, że Madhusudhan robi w tym kontekście na prawdę kawał dobrej roboty. Tak naprawdę to stoi w cieniu i jest tylko pokornym sługą Sai Baby. Tak wygląda jego całe życie. A Sai działa poprzez niego z precyzją zegarmistrza. Otwiera nowe szkoły dla młodzieży, całe kampusy, kolejne szpitale itp., itd. A w jaki sposób przyciąga do siebie pomocnych ludzi? Po prostu. Bo to Sai. Wyciąga do nich swą dłoń i przypomina o zobowiązaniach jak również wypełnia swoje, które złożył a których nie dotrzymał z racji tego, że przedwcześnie opuścił swoje ciało. Ale to wszystko się już dzieje na osobistych interviu, kiedy przypomina każdy najdrobniejszy szczegół ze swoich wcześniejszych relacji z wielbicielami. Podam przykład sprzed kilkunastu choćby dni. Po dyskursie w Monachium Madhusudhan leciał do Londynu. Tam miał bardzo niewiele czasu, ale Sai nakazał mu jechać w określone miejsce. Zapukał do drzwi i otworzył mu Polak, którego matkę znam osobiście. Obydwoje są oddanymi wielbicielami Sai. Madhusudhan się przedstawił, powiedział, że przysyła go Sai Baba, przekazał co Baba miał do powiedzenia, zmaterializował co miał zmaterializować i chłopak już wie co ma robić ze swoim dalszym życiem. :-) Proste. I takich przypadków można mnożyć na pęczki.