ludzie latami odreagowują/uwalniają się od cierpienia z przeszłości, których przyczyną były pragnienia, a często końca tego nie widać bo po drodze tworzą nowe pragnienia z przekonaniem że ich skutkiem nie będą już cierpienia ani żadne ograniczenia... co ciekawe
ci którzy podobnie jak Budda wyzwolili się od przyczyny cierpienia mówią podobnym głosem o swoich doświadczeniach przed oświeceniem, jak i o swoich motywacjach i naturze życia:
"Onego czasu był płomień olbrzymi, wspaniały i niebosiężny. Z płomienia oderwało się wiele iskier, a z jednej z nich człowiek został stworzony. Człowieka tego nazwiemy Krishnamurti. Mówię o nim, gdyż znam go dobrze i chciałbym, byście wraz ze mną bezstronnie na niego spojrzeli. Nim jednak przejdę do dalszej opowieści, proszę, zapomnijcie o wszystkim, co was od niego różni, byście mogli przyjrzeć się sobie wówczas, gdy ja się będę jemu przyglądał.
Iskra ta po nieskończonych okresach czasu, stała się człowiekiem. Najpierw był to człowiek dziki i pragnienia jego, jak każdego barbarzyńcy, ograniczały się do zadowoleń fizycznych. Ulegał wszystkim pożądaniom ciała, widząc życie i cel życia jedynie w ich zaspakajaniu.
Przez wiele istnień uczył się i cierpiał, uczył się zdobywać, posiadać, gromadzić wszystko dla siebie. Szczęśliwym był tylko, gdy widział się w posiadaniu wielu rzeczy - lecz były one znikome. Trwał w niewiedzy, niby w zimowej skorupie ducha. Był u zarania ewolucji, w zaspakajaniu pragnień ciała jedyny widząc cel. Lecz
z czasem cierpienia nauczyły go praw współżycia z drugimi, a poznając te prawa i słuchając ich, odróżniać zaczął rzeczywiste i trwałe od nierzeczywistego i przemijającego. Gdy łamał prawa -
cierpiał, i tak przez wiele istnień zbierał doświadczenia, aż wreszcie stał się człowiekiem kultury. Przez długie okresy czasu, przez wiele lat cierpiał i tęsknił, by uciec od tego, co świat nazywa istotnym, dobrem i szczęściem. Szukać więc zaczął wiedzy. Gdziekolwiek pójdę - powiedział - gdziekolwiek się zwrócę, smutek jeno znajduję i mękę, zarówno we mnie jak i poza mną. Wyrwać się muszę z nieszczęsnego kręgu, który mnie zamyka, pójdę więc i szukać będę tego, co trwałe i nieprzemijające.
Lecz w poszukiwaniu swym zależeć zaczął od drugich. Szczęście swe oparł na nich, ukochania swe i miłości w innych ugruntował. W poszukiwaniu prawdy zgubił się w świątyniach, wśród mnogich obrzędów, ołtarzy i wszystkiego, co więzi i ogranicza człowieka. Lecz nie spoczął w zadowoleniu, a bunt wrzał w nim ciągle. Chciał wyrwać się ze świątyń stojących przy drodze, która na szczyt prowadzi. Chciał ponad wszystko zrozumieć, co kryje się poza oczyma i myślą obrazu postawionego przed nim, by czcił i uwielbiał, czcił go bowiem i wielbił przez życia całe. Żeby zaś dojść, co po za tymi oczyma i sercem się kryje, przeszedł przez smutki olbrzymie, wielkie rozczarowania i tęsknoty palące. Powoli, przez życia ascezy, męki, głodu i pragnienia, nauczył się opanowywać swe ciało, zarówno jak uczucia i myśli. Jeżeli bowiem te trzy czynniki nie współdziałają zgodnie razem, jeśli nie tworzą harmonijnej syntezy, rozdźwięk panuje i nie masz pokoju.
Jak rybak wypływa na szerokie wody po zdobycz, tak on wszedł w życie szerokie, by zdobyć doświadczenie. Schwytanym jednak został we własną sieć i musiał przeciąć ją, by uwolnić się i złączyć z tym płomieniem, który jest treścią każdego doznania. Gdyż człowiek ten, którego zowią Krishnamurti, który w zaraniu wieków był iskrą odrębną, a z biegiem czasu wiele doświadczył, zdołał stać się znowu jednym z płomieniem.
(...)
Podobnie człowiek na każdym miejscu i pod każdym niebem, wszędzie szuka możności przejawienia się w pełni. Czy to w polityce, czy w pracy społecznej dąży ciągle do tego, by rozkwitnąć, by w szczęściu rozwinąć się całkowicie. Każdy człowiek zarówno na Wschodzie jak i na Zachodzie: żółty, brązowy, czarny czy biały, każdy pragnie szczęścia. A
szczęście jest udziałem wszystkim, celem jest, do którego wszyscy dojdą. Szczęście, które ostoi się przed każdym ciosem smutku, wieczne i trwałe - szczęście, które jest plonem wszystkich doświadczeń. Istnieje ono szczęście niezmienne i niezniszczalne; lecz dochodzi się doń przez ból i cierpienie. Szukają go wszyscy w tym, co minąć musi.
Wszyscy cierpią podobnie, jednakie mają pragnienia i smutki i wokół siebie szukają tego, co jest w każdym wieczyście. W przemijających sprawach codziennego życia szukają ludzie szczęścia, które jest niezmiennym, które jest Wyzwoleniem. Głodny widzi je w zaspokojeniu głodu, smutny w zapomnieniu. Szuka go Sanyasi, wyrzekłszy się świata i żyjąc w dolinie samotnej, szuka artysta i geniusz tego Szczęścia, które przetrwa każdą próbę czasu, które siłą być może i życiem i ostoją w każdym bólu i smutku. W szukaniu jednak wiecznego, każdy gubi się w przemijającym. Czymże jest szczęście, które może być zburzone, czym radość która trwa chwilę jedynie?
http://www.jkrishnamurti.republika.pl/1927.ommen.htmCo sieje człowiek, to zbiera, a czynów swych owoce pożywać będzie. Niezmienne to prawo i nie masz przed nim schronienia. Więc gubi się człowiek coraz bardziej w świecie rzeczy znikomych. Przez cierpienia, smutki i radości przechodzi, a
dokąd smutki są mu więzieniem a radości klatką złocistą, nie może wejść do Królestwa Wiecznego."