Leszek
no jest trochę opisów działania lingamów w tym doświadczeń duchowych i uzdrowień związanych z ich rodzeniem czy wielbieniem , te przykłady były podawane na pewno na cudzie a może i na tym forum, zresztą zawsze można poszukać w sieci - znajomy uzdrawiającym lingamem skutecznie uzdrawiał ludzi z raka, wystarczyła odrobina ich wiary, ludzie zdrowieli pod wpływem zdjęcia Sai Baby trzymającego złoty lingam etc.
tak się zastanowiłem pod wpływem zapodania tego tematu nad tym jak na mnie to podziałało i jak działa, więc jakby bardziej uświadomiłem sobie pewne rozłożone w czasie skutki tego co tu ukrywać jednego z najsilniejszych dla mnie doświadczeń duchowych związanych z rodzeniem lingamu w mojej obecności, więc na mój gust i zdolności pojmowania tego procesu to niewątpliwie po tym procesie samej manifestacji w tym przeniknięcia wszystkich poziomów istnienia przez tę energię i wniknięcia do wnętrza duszy i rdzenia komórek ciała, działa to potem jakby z najgłębszego poziomu właśnie - falami uderza w sam korzeń utożsamień i jest destrukcyjne dla struktur umysłu, oczywiście działa to w zgodzie z karmą więc adekwatnie do tego jest rozłożone w czasie, może u niektórych jest to ostateczna kropka nad i , ale jak działa na innych i kiedy się zamanifestuje ostateczny efekt czyli cel nie mam zielonego pojęcia, pewnie dobry astrolog mógłby coś na ten temat powiedzieć? niektórzy być może oświecają się od razu, inny po jakimś czasie a niektórzy potrzebują tylko ostatecznego pchnięcia w momencie śmierci, być może u innych przenosi się to na następne wcielenia itp. , wiele układów w których splata się ta energia z indywidualną karmą i ją rozwiązuje, tudzież rozkłada umysł
więc teraz uświadomiłem sobie to wyraźnie rozchodzą się z tego doświadczenia jakby fale w czasie i tak jakbym był w trakcie doświadczania tej drugiej fali, gdy dotyka taka fala poziomu indywidualnej świadomości, związanej ze świadomością ciała i utożsamianiem się z nim oraz sfery pragnieniowej ego to przynajmniej ja w obydwu przypadkach miałem stany kompletnej zapaści - za pierwszym razem już po miesiącu od bycia uczestnikiem rodzenia lingamu, nieubłaganie coś waliło w moje przywiązania aż do stanów niesamowitej rozpaczy i potwornego lęku przed utratą tego co tak trzymałem, co trwało kilka miesięcy i nie dało się nad tym zapanować, na szczęście się obroniłem, czytaj przetrwałem, ale nie puściłem ; ) a w tym drugim przypadku przy drugiej fali coś tak uderzyło precyzyjnie w moje lęki że ni stąd ni zowąd zupełnie niespodziewanie znalazłem się na poziomie potwornego zwierzęcego przerażenia i agresji... i tam zostałem .... trwało to kilkanaście miesięcy i jakoś nie było na to rady, nie dało się wyeliminować ani bodźca ani wciąż tych samych reakcji, ale na szczęście udało mi się to jakoś zmniejszyć po roku a po półtora roku nagle minęło jak ręką odjął... bo zaniknął bodziec ; ) i tyle było w temacie moich modlitw o stanie się nieustraszonym na tym wczesnym etapie procesu : )
za każdym razem nie dało się tego nijak kontrolować, powstrzymać i wydawało się też że nie będzie miało to końca oraz że nie będzie czego zbierać nawet gdyby się skończyło, procesy wychodzenia ze skutków tego procesu trwały po kilka ładnych lat i stwierdzam że te doświadczenia w jakimś tam stopniu na pewno zmieniły moje postrzeganie siebie : )
oczywiście nakłada mi się na to pewien wieloletni proces związany z rytuałami które "tłumaczą" mi ten proces na zrozumiały dla mnie język i tworzą pewne energetyczne ramy w takim kilkudziesięcioletnim cyklu, ich początek jakoś tak zbiegł mi się w czasie z byciem uczestnikiem rodzenia lingamu i nie do końca potrafię powiedzieć co z czego wynika, ale potrafię to ściśle umiejscowić w czasie i dostrzegać pewną cykliczność tego, ale na coraz głębszym poziomie
przykładowo gdy w pierwszej fali bierzesz kadzidło i zapalasz je przed formą Boga czy Lingamem jest to modlitwa o spalenie fałszywej identyfikacji czyli uwolnienie od pewnej formy stworzonej z przywiązań, w efekcie takiego oddania uwalnia się miły dla Boga aromat (kadzidła) , u mnie z racji specyficznego przywiązania po miesiącu od uczestnictwa w rodzeniu lingamu był to całkiem bolesny proces i na tym etapie często wyłem z rozpaczy tarzając się po ziemi w obliczu jak się zdawało nieuchronnej utraty tego do czego byłem najbardziej w moim życiu przywiązany i na czym najbardziej mi zależało (po wszystkim okazało się że wcale tego nie straciłem ale co przeżyłem w nawracających cyklach w rodzaju: będzie dobrze/nie ma nadziei , to moje haha i wynikało to z różnych naprzemiennych sprzecznych sytuacji nad którymi nie miałem żadnej, ale to żadnej kontroli) , a gdy po iluś tam latach pojawia się druga fala - znacznie silniejsza, jeszcze głębsza i dłuższa to gdy dotyka tego poziomu indywidualnej świadomości wtedy bardzo przydatne jest użycie cytryny - ze względu na to że symbolicznie mówiąc mając kwaśny smak czyli taki silnie ściągający trzyma cię ta energia w kupie i jakby jednocześnie egzorcyzmuje, inaczej byś się rozpadł np. z tego przerażenia albo zatracił w nienawiści, jest to proces wyciskania cię jak cytryny, a gdy do tego dosypiesz wibuti ( spalanie przywiązań) i zaczynasz czyścić tą mieszanką z cytryną jest to całkiem silny proces oczyszczający - im więcej przywiązań tym bardziej jest to bolesne i nie wyobrażam sobie patrząc z mojej perspektywy jak ludzie to z sukcesem przechodzą bez pomocy mistrza duchowego, dopiero przy trzeciej fali na tym samym poziomie bierzesz kokos i go rozbijasz ( zwykle symbolicznie robię to trzema uderzeniami), symbolizuje to ostateczne rozbicie skorupy ego i trwałe dotarcie i odsłonięcie białego miąższu naszej prawdziwej boskiej natury, póki co to jakby w dalszej przyszłości przede mną i nie mam pojęcia jak to będzie się u mnie przejawiało, więc nawet nie wyobrażam sobie z czym to jest związane, nie mam doświadczeń z tym związanych ; )
więc podsumowując zarówno te inicjalne procesy rytualne jak i samo pierwsze manifestowanie energii destrukcji (ograniczeń) umysłu czy to w czasie rodzenia lingamu w naszej obecności czy też w czasie pewnego procesu inicjalnego wielbienia napełnionych duchową mocą lingamów - są to bardzo przyjemne stany spływu łaski i bardzo silnej boskiej energii, takie jakby demo, wzniesienie ponad i poza ograniczenia, smak celu do którego potem dążysz i który też trzyma cię przy życiu, gdy jesteś na dnie itp. czyli dostajesz przedsmak oraz instrukcje przebiegu procesu czyli rozkładu na części pierwsze i ponownego złożenia w nową całość wraz z zestawem energii potrzebnych w tym procesie, po tym wstępie, gdzie niektórzy doświadczają również w efekcie łaski i pozytywnej karmy pewnych bardzo pozytywnych skutków (natychmiastowych uzdrowień, zdolności duchowych etc.) jest się jak ten konglomerat Neo i Mr. Smitha - niby wracamy w stare koleiny ale pewna boska energia w nas nieustannie działa, coś tam się pozytywnego manifestuje od czasu do czasu , jakieś przebłyski uświadomień etc. , taki strucel- przeplataniec, w efekcie poza często długimi okresami w których pomimo praktyki jakby nic się nie dzieje i bardzo chciałoby się żeby się coś w końcu zadziało , doświadcza się nagle kolejnych coraz głębszych procesów zapaści, transformacji i regeneracji nad którymi nie za bardzo mamy kontrolę a które dotykają w kolejności wszystkich poziomów i aspektów naszego istnienia i oczyszczają je, gdy się zaczyna już dziać wtedy dla odmiany bardzo chce się żeby jednak lepiej się nic nie działo haha (akurat w przypadku wykonywania wieloletnich cyklów rytuałów gdy wejście w proces polega na podtrzymywaniu pewnego pola energii w ten sposób, albo na uczestnictwie w takich rytuałach, można to przerwać ale nie mam pojęcia z jakimi skutkami i od którego momentu np. w następnym wcieleniu się to kontynuuje)
więc, tak to widzę, ale ja to mam stosunkowo ciężką tę niezmienną i tą trudnozmienialną karmę więc nie jestem reprezentatywnym przykładem nadającym się do inspirujących historii typu "spotkałem Go i moje życie stało się rajem" : ) , u mnie nawet obecność świątyni w domu wywołuje negatywne karmiczne reperkusje (związane jest to z układem planet w moim horoskopie) i to co się dzieje wewnątrz a zwłaszcza wokół mojego domu w związku z tym nie nadaje się do wątku inspiracji haha, więc jak ktoś szuka inspirujących przykładów związanych z Lingamami i skutkami splatania się ich energii z indywidualnym polem energii człowieka, to niech szuka takich adekwatnych do własnego poziomu rozwoju i u ludzi o podobnych jemu obciążeniach/układach planet/polu energetycznym
najlepiej mieć wiarę w siebie oraz w tym przypadku korzystania z pomocy innych dodatkowo wiarę w Mistrza i jego słowa, a nie czekać na dowody którymi warunkujemy swoją wiarę w sens tego co mistrzowie robią, bo często efekty ich nauk i działań manifestują się dopiero w trakcie albo i na końcu naszej drogi, a nie na początku, jak byśmy tego chcieli... ale skąd pewność że to jest dobra droga w takim razie? ot i zagwozdka nie do przeskoczenia : )
dzięki Leszku za zapodanie tematu!