Co do radosnych ateistów/agnostyków wystarczy tylko popatrzeć na mniej lub publicznych proponentów nauki, w stylu Sagana, Neila Tysona, Dawkinsa czy Feynmana. Żaden z nich nie nastawia się na wieczne życie i są w pełni świadomi tego, że nigdy nie osiągną żadnego "pełnego poznania" (co powinno być podwójnie bolesne dla astronomów, którzy nawet nie liczą na to że kiedykolwiek staną na innym ciele niebieskim), ale wstają rano, działają i żyją. (No, ci z nich którzy jeszcze żyją;) Muszę przyznać, że tu jest coś, za co należy im się podziw

Duchowość oparta na lęku przed śmiercią jest bliższa religii niż poznaniu rzeczywistości. Ot, pocieszanie się... Bo właśnie póki kieruje nami lęk, to pewnych rzeczy nie dostrzeżemy, bo "zbyt ciężko je przyjąć".
Na pocieszenie: nawet jeśli niczego nie ma po śmierci, to nigdy nie będziemy martwi:D Albo będziemy żywi, czyli jak teraz, albo nie będziemy żywi, czyli będziemy się czuli tak samo jak... przed naszym narodzeniem, czyli wcale. Nie ma innego "bólu unicestwienia" niż nasz lęk przed nim. A lęku doświadczamy kiedy jesteśmy żywi
