Ludzie maja tendencje do wyrzucania z glowy i nie akceptowania rzeczy przykrych i bolesnych. Smierc bliskich, choroba, bankructwo, wyrok sadowy, strata domu, kalectwo, cierpienie wlasnych dzieci czy rodzicow, utrata zyciowego partnera itp itd. Wiele osob mowi, ze ma problemy z akceptacja tych rzeczy, mysla, ze to sen, uciekaja do stanow depersonalizacji lub po prostu negacji. To jednak czesto stany faktyczne i rzeczywiste, istniejace bez wzgledu na to "czy nam sie to podoba czy nie". Podobnie jak nasza wlasna smierc, ktora pewnego dnia nadejdzie a wielu sie jej obawia - czy wszelkie duchowe wytlumaczenia moga byc jednynie reakcja obronna? Myslicie, ze jak daleko to siega i dokad siega prawda? Czy jest mozliwe, ze regresja tworzy obrazy w mozgu tak samo jak czasami snia nam sie rzeczy, ktorych nie widzielismy ani nie doswiadczylismy? Swiadomie lub nie...
Wpadla mi ostatnio w rece swietna ksiazka pt "Wieczna swiadomosc" pewnego kardiochirurga, ktorej tytul odpowiada smierci w oparciu o doswiadczenia smierci klinicznej i teorie fizyki kwantowej. Wydaje sie ciekawa i bardzo dobrze podejmuje wiele pytan, ktorych inni wola unkiac. Jendnak wymieszanie teorii psychologii, fizyki, ezoteryki i niewyjasnionej medycyny tworzy troche zbyt niestabilna jak dla mnie mieszanke. Przynajmniej chwilami. Jaki jest Wasz poglad na prawdziwosc tych doswiadczen?