Martinus
[Sam tak miałem/mam. Część uzdrowiłem tego samookłamywania się. Nie jest to łatwe, szczególnie jak się krzywdziło, zabijało, gwałciło i inne rzeczy robiło w przeszłości.]
I dlatego popierasz dalsze samookłamywanie się że nie spotyka mnie to co mnie spotyka i mam nie widzieć tego co się ze mną dzieje tylko udawać że wszystko jest w porządku?
Widzę że chcesz narzucić jakieś wybiórcze podchodzenie do uzdrawiania, tak aby tylko patrzeć na siebie, widzieć co ma się w sobie a nie dostrzegać otoczenia, intencji innych ludzi wobec mnie, tego co rzeczywiście mi robią, tylko udawać że oni są wobec mnie w porzadku.
Nie da sie pracować nad sobą, poprzez zasłanianie części rzeczywistości, niedostrzeganie wpływów zewnętrznych, odcinanie się od tego co się dzieje na zewnątrz a tylko grzebanie w sobie. I ja się już dłużej nie nabiorę na żadne takie pseudoduchowe nauczanie, gdzie proponuje mi sie abym siebie o wszystko obwiniała a nie dostrzegała tego co płynie do mnie z zewnątrz. Nie jestem układem zamknietym, podlegam zewnętrznym wpływom, jestem w relacji z innymi i nie da się pracowac tak nad sobą jakby tych wpływów nie było.
Moim karmicznym problemem nie jest to że ja krzywdziłam innych a teraz nie chcę tego dostrzec, bo to boli, tylko że krzywdziłam samą siebie, wykorzystując do tego innych ludzi i tego teraz nie chcę dostrzec.
Dla mnie jest to proste. Ja w 100% kreuje to, co doświadczam. To ważne - to, co doświadczam. I dzieje się to na różnych poziomach siebie. Dla mnie nie jest to pseudoduchowość, bo pochodzi to z mojego doświadczenia, mojego podejścia do uzdrawiania, które się sprawdza, jak na razie i sprawdza u innych. Dla mnie jest to przyznawania się do rzeczywistej mocy i odpowiedzialności, a nie zwalanie winy na zewnątrz, że to ktoś coś zrobił w moim życiu bez mojej zgody, na jakimś poziomie mnie samego.
To wynika nie z moich jakichś intelektualnych rozmyślań, ale z tego, co widzę na głębszych poziomach siebie i innych. I zawsze widzę, że jakieś nieprzyjemne doświadczenie bazuje na wyparciu przede wszystkim jakiegoś aspektu siebie prawdziwego. Wtedy to zaczyna się projekcja na zewnątrz, zaczyna się podział i ktoś inny poprzez taką blokadę może nas ranić, ale jest to w pewnym sensie nasz wybór. Odrzuciliśmy rzeczywistą miłość w sobie, nie chcemy jej - tu jest blokada - i poprzez tą blokadę ktoś będzie nam odbierał naszą miłość itd.
Wpływy negatywne itd. od innych są jedynie poprzez takie blokady aspektów siebie prawdziwego. Te blokady to takie dziury przez które ktoś może nam zrobić coś negatywnego. Gdy nie ma tych blokad, a my jesteśmy w 100% zintegrowani z sobą prawdziwym, to jest niemożliwe.
Tu nie chodzi o obwinianie siebie, tu chodzi o przyznawanie się do swojej mocy i 100% odpowiedzialności za to, co się doświadcza. Tu chodzi o bycie szczerym i wychodzenie z kolejnych warstw iluzji, samookłamywania siebie. Bo to, że się krzywdziło, bazuje na kolejnym kłamstwie i iluzji. I to, że się krzywdziło nie oznacza, że trzeba siebie biczować itd.
Dla mnie jest to proste. Na najgłębszym poziomie siebie, u podstawy nieświadomości wypieramy siebie prawdziwych. Jest to pierwsze wyparcie, zapomnienie swojej prawdziwej natury, "Bóg zapomniał samego siebie, żeby doświadczyć nie-siebie" <--- jak niektórzy piszą. Tam jest pierwsze wejście w iluzję siebie, w ego. Na poziomie siebie prawdziwego jesteśmy tymi aspektami, jesteśmy miłością, szczęśliwością, radością, bogactwem itd. Gdy to wypieramy ze świadomości, wchodzimy w iluzję, w fałszywe ja. I zaczyna się karma, przygoda w iluzji itd.
Ktoś może zaatakować jedynie poprzez taką blokadę, poprzez wyparcie czegoś w sobie. Tam tworzą się też podłączenia. Np. gdy ktoś wypiera ze świadomości swój rzeczywisty aspekt Boskość, tam powstaje blokada, pustka itd., i z czasem ktoś taki szuka źródła tego, substytutu, ale ponieważ nie może się cofnąć, bo tam jest trauma, szuka tego w iluzji, albo gdzieś poza sobą, szuka sztucznego Boga, ten sztuczny Bóg może się podłączyć poprzez tą blokadę do kogoś, albo ktoś taki sam tworzy z siebie Boga. Jedno i drugie osłabia świadomość tego, co się głębiej wypiera, w tym przypadku aspekt siebie prawdziwego Boskość.
Wszelkie negatywne doświadczenia bazują na wyparciach aspektów siebie prawdziwego. Tworzą się blokady, które są takim gruntem, sceną, na której tworzą się sytuacje w życiu, doświadczenia. Gdy blokada znika, znikają z życia również doświadczenia.
Dlatego im bardziej integrujemy się z sobą prawdziwym, rzeczywistym, boskim itd., tym bardziej nasze życie to odzwierciedla, jak w lustrze. Mniej potrzebujemy szukać na zewnątrz substytutów naszych wypartych aspektów, ponieważ wracamy do nich, i bardziej one zaczynają się manifestować w naszym życiu, poprzez nas.
Kiedyś pewnie o tym książkę napiszę. Bo to dla mnie takie teraz oczywiste i trudno mi się patrzy, jak inni się męczą z różnymi ich wizjami na temat, jak to wszystko działa. Bo między innymi dużo przyjemniej się widzi świat, widzi świat, który w 100% wspiera w budzeniu się do swojej prawdziwej natury, budzeniu się ze snu. Świat, który ciągle pomaga, nawet negatywne doświadczenia pomagają w budzeniu się. Śpimy, ktoś nas szturcha, żebyśmy się obudzili, a my we śnie widzimy, że ktoś nas wali kijem i jesteśmy źli, wkurzamy się itd.
Ja teraz widzę we wszystkim, co doświadczam TOTALNE wsparcie. Każda chwila mi pomaga budzić się z iluzji w rzeczywistość. Każda osoba, którą spotyka pomaga mi w tym. Choć na wierzchu wydaje się, że niektórzy mogą mnie ranić, krzywdzić, jak to uzdrowię, klapki opadają z oczu i widzę, jak taka osoba mi pomogła w wyjściu z kolejnej iluzji.