Autor Wątek: Ceremonia Ayahuaski - dyskusja  (Przeczytany 58724 razy)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-05, 14:14:49 »
Olu, czyli np jeśli stwierdzamy ze ktoś jest opętany, i stwierdza do 10 innych osób, to jest to dla ciebie subiektywną rzeczywistością?

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-06-05, 14:10:06 »
Pewnosc siebie - tak - ale dla siebie, przy uwadze do wewnatrz i pamietajac o tym, ze to co widzimy, widzimy przez wlasne filtry. Mi wychodzi na to, ze nic, co pojawia sie w obrebie naszej swiadomosci nie jest od nas oddzielone. Nie poznajemy rzeczywistosci obiektywnej, tworzymy rzeczywistosc subiektywna.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-05, 13:45:52 »
Lynd
Ze świadomością rozróżniającą, intuicją i tego typu rzeczami jest tak, że możemy je mieć dobrze rozwinięte, ale to jeszcze nie znaczy że się one nam nie będą "wyłączać" pod wpływem różnych emocji czy zaślepień. Ja miałem wg ARD Leszka już na samym początku swojego rozwoju ŚR na 90% i intuicje na 55% rozwinięte, co nie zmieniało faktu że gadałem ogromne ilości bzdur i wiele rzeczy mi się wydawało. Niecały rok temu już mi wyszło ŚR na ~100% i intuicja 90% co nie zmienia faktu, że wciąż od czasu do czasu gadam głupoty. No, ale to jest normalne. Bo to jest tylko poziom rozwoju danej cechy czy umiejętności, a nie częstotliwość jej używania. No przecież mogę być mistrzem kuchni i mieć rozwinięte na maxa umiejętności robienia sushi, ale to nie znaczy że cały czas je robię, bo to już zależy od moich decyzji. I tam samo jest ze ŚR - co z tego że mam 100% rozwiniętą umiejętność jeśli w danej sytuacji wybiorę kierowanie się emocjami?

Wiele osób o tym zapomina albo nawet nie jest tego świadomych i potem myślą, że są nieomylni bo im wyszły takie cyferki.

Tak więc ja bym nie przekreślał wartości ŚR czy intuicji, tylko dlatego że spora część duchowiaków nadużywa tych pojęć czy ich nie rozumie do końca. Moim zdaniem można osiągnąć zdrową pewność wykraczającą po za racjonalne, mentalne myślenie. Sam przez ostatnie pół roku przestawiam się z mentalnego analizowania wszystkiego na czucie. I jest naprawdę super, bo to pozwala działać z wyższego poziomu i przynosi bardzo fajne efekty. No choćby w kwestii swojego związku mógłbym schrzanić wiele rzeczy, gdybym zaczął analizować zamiast zaufać temu co czuje - z czasem się okazało, że to uczucia miały racje, a nie racjonalne myśli. Wielokrotnie też tak miałem w kwestiach różnych spraw związanych ze studiami, gdzie miałem pewność że coś mi wystarczy do zrobienia, że czegoś nie muszę robić, itd. i rzeczywiście to działało.

I to nie jest rozwijanie żadnej pewności siebie tylko kontaktu ze swoimi uczuciami i ufania im - pewność siebie to tylko skutek tego wszystkiego.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-06-05, 13:15:26 »
W całej tej dyskusji na temat pewności siebie nasunęło mi się skojarzenie z następującym tekstem (tu tylko skrót, w oryginale jest dłuższy).
Cytat: Osho, "Mapy świadomości
Wielblad - lew - dziecko
Zarathustra dzieli ewolucje swiadomosci na trzy symbole: wielblad, lew i dziecko. Wielblad to
zwierze juczne gotowe oddac sie w niewole, nigdy sie nie buntuje. Nie potrafi nawet powiedziec
nie. Jest istota wierzaca na slowo, wyznawca, zwolennikiem, wiernym niewolnikiem. To
najnizszy poziom ludzkiej swiadomosci. Lew jest rewolucja. Poczatkiem rewolucji jest swiete
nie. W swiadomosci wielblada zawsze jest potrzeba kogos, kto bedzie prowadzil i kto bedzie
mówil "powinienes..." Potrzeba mu dziesieciorga przykazan. Potrzebne mu sa wszystkie religie,
wszyscy ksieza i wszystkie swiete pisma, bo sam sobie nie potrafi zaufac. Nie ma odwagi i nie
ma duszy i nie ma tesknoty do wolnosci. Jest posluszny. Lew jest tesknota do wolnosci,
pragnieniem zniszczenia wszystkich wiezien. Lew nie potrzebuje zadnego lidera - sam sobie
wystarcza. Nikomu nie pozwoli nakazywac "bedziesz..." - jest to uraza dla jego dumy. Moze on
tylko powiedziec: "ja to zrobie". Lew jest odpowiedzialnoscia i ogromnym wysilkiem
wyzwolenia sie z wszelkich lancuchów. Ale i lew nie jest najwyzszym szczytem ludzkiego
wzrastania. Najwyzszy szczyt jest wtedy, gdy lew takze przechodzi metamorfoze i staje sie
dzieckiem. Dziecko jest niewinnoscia. Nie jest posluszenstwem, nie jest nieposluszenstwem. Nie
jest wiara, nie jest niewiara - jest czysta ufnoscia, jest swietym tak mówionym egzystencji i zyciu
i temu wszystkiemu, co sie w nim zawiera. Dziecko jest samym szczytem czystosci, szczerosci,
autentyzmu, chlonnosci i otwartosci na egzystencje. Te symbole sa bardzo piekne.

Może tu osiągnąłem już poziom dziecka,  w każdym razie nie rozumiałem tego co pisał Clint o niepewności i przestrzeni. Rzeczywiście, długo miałem problem z pewnością siebie, ale nie uważam abym go rozwiązał przez rozwijanie jakiejś "pewności siebie" a wręcz odwrotnie -- kultywując właśnie jej brak.

Czym w ogóle jest "pewność siebie"?
Jeśli ktoś powie mi, że moja wanna jest czarna, a wiem że jest biała, to podaję fakt. Nie ma miejsca na wątpliwości: jest albo taka, albo taka, a widuję ją codziennie kilka razy. Nie jestem "pewny siebie", jestem pewny zewnętrznie potwierdonego faktu.
Jeśli ktoś powie mi, że szczepionki są złe, bo powodują autyzm, mogę ich odesłać do odpowiednich statystyk. Nie jestem "pewny siebie", jestem pewny statystyk i źródeł. (Oczywiście, moje źródła też mogą się mylić, albo źle je zinterpretowałem -- ale to nadal nie ma nic wspólnego z "pewnością siebie".)
Jeśli ktoś mi powie, że kontaktuje się z kosmitami, i kosmici mówią mu że Ziemia zostanie zniszczona 13.11.2013, to mogę być w miarę przekonany że to nie jest prawda. Opieram się tu na zwykłej statystyce: stosunku przepowiedni końca świata do liczby realnych zniszczeń Ziemi. (Jak widać po drugim linku, wybieram tu zaufać swoim doświadczeniom, które nadal wykazują 0.)

Mam tendencję obalać różne posty pseudonaukowe, ale prawie zawsze zanim coś takiego zrobię, poświęcam przynajmniej minutę-dwie na sprawdzenie swoich faktów w Sieci. Na wypadek gdybym się właśnie mylił. Rezultat jest taki, że nie muszę być "pewnym siebie", jestem po prostu pewny tego, na czym się bazuję. Wanna jest biała. Nie ma miejsca na wątpliwości.

Rozumiem, że kwestia wygląda inaczej w sprawach duchowych. Ale tu przyjmuję proste podejście: to jest prawda, dla mnie.
Jeśli działa: OK, wanna jest biała.
Jeśli nie działa, to jest to moje przekonanie -- może słuszne, może nie. Nie ma sensu żebym je innym wciskał, ani żebym go bronił. Mogę o nim dyskutować. Nie mam co być "pewnym siebie", bo nie mam żadnych przesłanek na których mogę to oprzeć.

A co do świadomości rozróżniającej, to tu jest jakiś śliski temat... Zresztą, nie tak dawno Semira się szczyciła tym, że ma jej 100%, wywahane przez Leszka. Ale też miała pewne, hm, mało zgodne z prawdą przekonania na temat samego Leszka czy innych tutaj...
Dlatego wydaje mi się, że czasem rzucanie takimi tekstami jak ŚR, intuicja czy pewność siebie, bywa czasami takim "ryczeniem lwa", który nie ma żadnych argumentów, ale musi mieć rację. Musi, bo inaczej go to zaboli. Bo okaże się nie błędem w jego postrzeganiu, ale właśnie "podważaniem prawdy absolutu".

I wszystko jest łatwe, kiedy działa się tylko dla siebie. ŚR kazała mi kupić banana, a nie jabłko, bo okazało się że jabłko było zatrute przez złą czarownicę, a banan jest dobrym źródłem potasu. Wszystko OK, wanna jest biała.
Ale! Zuzia syfi, Zuzia atakuje mnie na 3, 4, 5 czakrze i w okolicach prawego uda, Zuzia ma inicjacje od galaret, Zuzia w poprzednim wcieleniu była Gargamelem!
W tym momencie wypowiadamy się już o kolorze czyjejś wanny. "Tak, intuicja powiedziała mi, że jego wanna jest zielona." I, dopóki nie wejdziemy komuś do domu, tu nie ma "OK, wanna jest zielona." Niestety, aby zobaczyć jak jest naprawdę, musielibyśmy stać się tą osobą (ale zarazem pozostając sobą, żeby móc to dostrzec swoją wysoką świadomością). Niestety, tak się nie da. I ktoś jak najbardziej może powiedzieć nam:
- Wiesz co, stary, moja wanna jest biała. Widuję ją codziennie kilka razy.

I słusznie, bo to w końcu jego pieprzona wanna. Skoro nie stoi w naszej łazience, to po co nam aferować się jej kolorem?

Najwyżej po to, by potrenować sobie pewność siebie ;)

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-05, 13:04:20 »
Nie napisałaś nic z czym się nie zgodzę:)


hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-05, 12:35:32 »
Olgus :) nie, nie dlatego :)

Akurat ten temat wychodził mi juz wczesniej, że irytuja mnie osoby uważajace się za nieomylne i nie potrafiace przynawac się do błędów. Ty akurat potrafisz przyznawac się, choć czasem wiejesz na moje odczucie energią "jestem nieomylna" ;) A skoro mnie irytują, to znaczy, że u mnie tez nie jest całkiem czysto.

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-05, 12:06:29 »
A może ci wali bo to ja poruszyłam ten temat a skoro uwarzasz ze siedzę w tym astralu[ tak zrozumiałam], no to wali na ten astral:)

« Ostatnia zmiana: 2013-06-05, 12:11:38 wysłana przez Olga »

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-05, 11:56:07 »
Z drugiej strony powinna być przestrzeń na "mogę się mylić", "mogę nie wszystkiego być świadomym." Tutaj pomaga bardzo, tak jak już było pisane, intuicja i świadomość rozróżniająca.
Wtedy widać wszystko jak na dłoni:)
Pewność siebie jak najbardziej, tylko przytomna:)

Właśnie o to mi chodziło :)

Dla mnie bowiem pewność siebei wynikająca tylko i wyłacznie z faktu, ze osiagneło się jakis poziom - wszytsko jedno czy to jest konkretny poziom rozwoju duchowego, jakaś funkcja (jak papieska;)), czy umiejętnośc , jak widzenie i odczuwanie energii - zakladanie na tej podstawie, że nie mozemy się mylić, bo już to osiagnelismy - nie jest w pełni przytomne.

A czasem sie tak zdarza, choc jak już wspomniałam - moze mi trochę wywalac na ten "astral nieomylnosci" :D
« Ostatnia zmiana: 2013-06-05, 11:58:55 wysłana przez hydrozagadka »

Laka

  • Wiadomości: 2 310
  • Płeć: Kobieta
    • BlueFaerie
  • Andżelika Sobczak, sesje regresingu, wypalanie węzłów karmicznych, masaże Lomi Lomi
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-05, 11:46:00 »
Mi pomogła w temacie afka: jestem bezpieczna niewinna w porządku i wartościowa gdy jestem
pewna siebie:)

Taka bardzo prosta. Wtedy ładnie się zaczyna w głowie układać.
Nie powinno też bać się pewności siebie, wiary w siebie, w to co się myśli, czuje, postrzega.
Z drugiej strony powinna być przestrzeń na "mogę się mylić", "mogę nie wszystkiego być świadom." Tutaj pomaga bardzo, tak jak już było pisane, intuicja i świadomość rozróżniająca. Widać wtedy jakość tego co płynie, a intuicja podpowiada, czy to korzystne.
Wtedy widać wszystko jak na dłoni:) A gdy się jeszcze nie jest pewnym, warto spytać, kogoś innego, komu się ufa.
Miałam ostatnio taką sytuacje, że pojawiła się dla mnie kusząca oferta współpracy, wszystko wydawało się super, ale moja intuicja i ŚR mnie ostrzegły, żeby w to nie wchodzić. Poczułam by spytać pewną osobę, jak to widzi( bo kusiły mnie te możliwości i wydawały sie pod kazdym względem z logicznego punktu widzenia korzystne). Okazało się, że trafiłam w 10tkę pytając właśnie tą konkretną osobę. Bo wdepnęłabym w niezły syf karmiczny.

Pewność siebie jak najbardziej, tylko przytomna:)
« Ostatnia zmiana: 2013-06-05, 11:56:51 wysłana przez Laka »

Ola

  • Gość
[#]   « 2013-06-04, 22:25:52 »
Jako osoba pracująca z uzależnieniami sprawdziłam ayahuaski (nie próbując substancji):
W teście kinezjologicznym ayahuaski wychodzi jako szkodliwe dla ciała fizycznego. Między duchem, a ciałem w którym się żyje, nie ma różnicy, są jednym informacyjnie. Osoby, które stosowały narkotyki mogą mieć zaburzone wyniki tego testu, więc nie powinny go robić na sprawdzanie tej substancji.
Ayahuaski jest w Polsce nielegalnym narkotykiem, ze względu na swoje właściwości uzależniające, odurzające i halucynogenne.


Sylvia, zaciekawil mnie ten test, mozesz napisac, jaki sklad sprawdzalas? Jak takie badanie w ogole przebiega?

Tytulem wytlumaczenia dla innych, ayahuasca to takie slowo mniej wiecej jak choinka - zbiorcze, potoczne, opisuje kilka bardzo roznych roslin, bardzo roznych skladow. Zaden nie jest bardziej prawdziwy od innego. Moze to byc Banisteriopsis caapi i Psychotria viridis lub Diplopterys cabrerana. Moga tez byc rosliny z rodzaju akacjowatych, albo mimozowatych. Skladow podstawowych jest wiele, nie mowiac juz o wariacjach, praktycznie kazdy ayahuasquero ma swoje rosliny, z ktorymi pracuje i ktore zna bardzo intymnie.

Co nielegalnosci tez chcialabym uscislic. Ayahuaski nie ma na liscie 'nielegalnych narkotykow' czy raczej w wykazie środków odurzających i substancji psychotropowych. DMT jest. Jednakze w zwiazku z tym, ze dwumetylotryptamina jest naturalnie obecna w ludzkim (i nie tylko) organizmie, nielegalnosc jej jak dla mnie jest dosc nieprzekonujaca. Nie trzeba byc prawnikiem (choc jestem), zeby wiedziec, jak tworzy sie prawo, czy tez jakie grupy moga skorzystac z ustalania takich czy innych zakazow. To jest policyjna definicja narkotyku, czyli cos jeszcze mniej stalego niz niz cechy zmienne w analizie zwiazku :)

I jeszcze ogolnie na temat ayahuaski bedacej 'narkotykiem'. Narkotyk to kolejna nazwa zwyczajowa. Ayahuasca nie tylko nie powoduje uzaleznienia, a wrecz przeciwnie, pomaga nalogowcom wyjsc z uzaleznien i to z niespotykanym gdzie indziej % trwalego wyleczenia (polecam m.in. prace Dr Gabora Mate i Jacquesa Mabita).  W ograniczonym zakresie moglabym zgodzic sie z tym, ze ayahuasca z tradycyjnie rozumianymi narkotykami ma tyle wspolnego, ze moze przyniesc 'halucynacje'. Ale jesli tak nazwiemy stany duchowe, ktorych doswiadczylam w ceremonii czy w trakcie wielu wielu miesiecy po, to kazde inne doswiadczenie duchowe rowniez jest halucynacja i niczym innym, obojetnie czy przyszlo w medytacji, we snie, w wyniku stosowania technik oddechowych, wznoszenia kundalini, cwiczenia jogi, regresingu itd.

I dalej, narkotykow uzywa sie dla odlotu od rzeczywistosci i dla milych doznan, ayahuaski nie - tu sie mozna szczegolnie gorzko rozczarowac (pomijam juz jej obrzydliwy smak, niezaleznie od skladu). Uzywa sie jej po to by swiadomie uleczyc cialo z toksyn i dusze z tego co jej dolega, a piekno i madrosc tego procesu moga naprawde zaskoczyc. Mnie zaskoczyly, bo bylam tak nieufna jak wiekszosc tutaj.

Jeszcze odniose sie do jednej rzeczy. Jak wczesniej wspominalam, mam dostep do bazy Medline / Pubmed, wykorzystalam to i poczytalam wiele naukowych prac w temacie wplywu ayahuaski na cialo i psychike (prace pochodza z tzw peer reviewed journals, czyli creme de la creme swiata medycznych publikacji). Wiekszosc z nich konczyla sie konkluzja, ze aya nie tylko moze byc bezpiecznie stosowana, ale i wydaje sie miec korzystne efekty psychologiczne, socjologiczne i farmakologiczne na czlowieka, i ze warto poswiecic jej wiecej uwagi i badan klinicznych. Zaden z nich nie znalazl w dzialaniu tych naparow niczego co mialoby negatywny wplyw na biologie i psychike czlowieka. Te zas, ktore skupialy sie na socjologicznej i psychologicznej stronie jej dzialania podkreslaly np., ze w grupach ludzi ktorzy dostali aktywny skladnik (w odroznieniu od grupy kontrolnej, ktora dostala placebo - a testy zazwyczaj byly randomizowane i double blinded) nastepowaly znaczace zmiany w postaci zmniejszenia poziomow stresu, agresji, depresji itp obserwowane na przestrzeni szeregu miesiecy od wypicia naparu (jesli dobrze pamietam bylo to 18 m-cy follow up).
« Ostatnia zmiana: 2013-06-04, 22:27:59 wysłana przez Ola »

Kaja

  • Wiadomości: 473
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-06-04, 19:10:02 »

2 miesiące temu miałem okazję pogadać z dziewczyną która chciała bardzo jechać na ceremonię ayahuaski i odkładała właśnie na to pieniądze. Zobaczyłem jej zdjęcie i mnie odrzuciło. No tak - nieprzytomna czarownica jedzie wcinać napary ziołowe. I to utwierdziło mnie w przekonaniu żeby się tego trzymać. Teraz Ola weszła na forum i pisze że jej aya pomogła, i skonfrontowałem to z tym jak czuję Olę i efekt jest taki że kolejną rzecz przestaję brać za pewnik, przestaję wrzucać ayahuaskę do łatwego wora z napisem "Błeee". Kto wie, może kiedyś spróbuję ayahuaske?

Sebastian dobrze zrozumiałam, zmieniłeś zdanie o aya tylko dlatego że Ola powiedziała że jej pomogła?!

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2013-06-04, 18:34:38 »
Clint - założenie, ze nawet będąc pewnym tego co się wie, można jednak się mylić, szczególnie jeśli odnosi się to do drugiej osoby/grupy osób - nie jest ograniczeniem (przynajmniej ja tak tego nie spostrzegam), a właśnie jest przestrzenią. Tak ja to odbieram :)

Olguś: "Asia, ja mówie o sobie i o innych. Jesteś uzdrowicielką więc sama wiesz, ze pewność tego co robisz jest tu podstawą i świadomość rozrózniająca energie. Nie możemy mówić, ze ta energia może jest czarna, może bo nie mam pewności bo nie jestem oświecona. Doskonale wiesz co jest złe w procesie uzdrawiania, a co dobre, i wraz z poszerzaniem świadomości tych oczywistości widzenia świata- jest coraz więcej. Możesz nie byc pewna pewnych energii, nawet ich niewidzieć, ale masz cały pakiet tego- czego jesteś już pewna, czyż nie? I można całkowicie byc pewnym tego pakietu.I poszerzać go.:)"

Wiadomo, ze jeśli chodzi o odczucie energii to jest pewnosć, że ta energia np.: jest boska (naprawdę trudno miec w tym przypadku watpliwości:)), a ta nie i związana z lękiem lub zamknięciem; takie rzeczy rzeczywiście czuć i można być pewnym swoich odczuc - za to np.; dalej idące przełożenie tego na drugiego człowieka zazwyczaj zawiera w sobie juz własną interpretację - która może byc słuszna, albo nie do końca, albo wręcz mylna,. Bo to tylko interpretacja :) I o czyms takim mówię. Kiedy ktoś, kto coś odczuwa w energiach subtelnych przekłada to na "twardą" interpretację, bez założenia, ze w swej interpretacji może się mylic, patrzec przez własne filtry czy szkiełka :) Czasem takie osoby się zdarzają, i fakt - do tego typu osób Cię w pełni nie zaliczam, bo wiem, że wiesz, iż pewne rzeczy pozostają interpretacjami. Zresztą może mi wali trochę w sprawie tego "astralu nieomylności" ;)  Chociaż z takimi osobami parokrotnie spotkałam się w zyciu, jak i tu na forum.

Zresztą całość tego zagadnienia ma tez drugą stronę medalu :) - założenie, ze jednak wszystkiego nie wiemy w 100%, poki nie jestesmy oswieceni, pomaga równiez przyjmowac uwagi innych na swój temat - zamiast automatycznego odrzucenia, bo np.: "bzdury mówią" jest zawsze chwila samorefleksji i dopiero, kiedy wewnatrz siebie czuje się, że coś nie jest prawdziwe z nami, można (choć nie trzeba) poinformowac, ze czuje się inaczej i nie zgadza z cudza wizją -wyobrażeniem :)
« Ostatnia zmiana: 2013-06-04, 18:43:39 wysłana przez hydrozagadka »

Olga

  • Wiadomości: 2 175
  • Płeć: Kobieta
  • olga.sarzala@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 16:04:38 »
Jestem pomiędzy wypowiedziami Hydro i Lynda, a Clinta:)
Umiem przyznać sie do błędów i to robię a jednoczęśnie nie widzę nic złego w tym o czym pisze Clint.

"Budowanie w sobie poczucia, że jestem nieoświecony, a więc omylny i muszę zawsze brać możliwość że się mylę jest nierozwojowe - to takie zachowawcze i nie pozwala budować pełnego zaufania do własnych odczuć. "
Fajne, ale:

Myśle ze najlepiej znaleźć drogę środka.W tematach co do których ma sie już bardzo klarowne widzenie można byc pewnym. A tematy które dopiero sie budują- maja prawo się zmieniac i to gruntownie, całkowicie, wystarczy tylko wtedy dodać, ze mozna sie mylić.
Asia, ja mówie o sobie i o innych. Jesteś uzdrowicielką więc sama wiesz, ze pewność tego co robisz jest tu podstawą i świadomość rozrózniająca energie. Nie możemy mówić, ze ta energia może jest czarna, może bo nie mam pewności bo nie jestem oświecona. Doskonale wiesz co jest złe w procesie uzdrawiania, a co dobre, i wraz z poszerzaniem świadomości tych oczywistości widzenia świata- jest coraz więcej. Możesz nie byc pewna pewnych energii, nawet ich niewidzieć, ale masz cały pakiet tego- czego jesteś już pewna, czyż nie? I można całkowicie byc pewnym tego pakietu.I poszerzać go.:)




A najbardziej podoba mi się stwierdzenie Kariny:
"teraz do mnie przyszło, że ta arogancja bierze się z jakiegoś podświadomego lęku, który w mówiącym się włącza, tak jak pisała Olga. Jednak dobrze jest wiedzieć, że dopóki się tego lęku nie przepracuje nie można być wiarygodnym dla ludzi, bo w nas samych pojawia się jakiś dysonans. Lęk się bierze z poczucia, że możemy się mylić i jak to wypieramy, przejawia się jako arogancja"

Bo dokładnie tak jest, dodam tylko, że to poczucie ze mozemy sie mylić- bardzo wazne jest źródło. Są ludzie któży mają lęk ze moga sie mylić- i rzeczywiście sie mylą, są ludzie któży maja lęk ze moga sie mylić i mogą mówić prawdę. Ten lęk to często pierwsze lata życia dziecka gdy rodzice wiedza lepiej co dziecko myśli, czego chce, czego nie chce. A z poprzednich wcieleń sa to tematy lęku, zalęknionej duszy, co emanuje zaciskiem w gardle i sercu a splotem jak w szuszarce na najwyrzszym biegu wydmuchiwane są aroganckie energie [ ataki], tak naprawdę w samoobronie.


Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2013-06-04, 15:51:05 »
Cytuj
Nie do końca się z tym zgodze - mam pewność własnych odczuć co do siebie samej:) Inne osoby, to inna sparwa :) - tu założenie swojej omylności jest po prostu przejawem zdrowego podejścia do sprawy wg mnie, a nie braku zaufania do siebie samego.
Po części się z Tobą zgodzę - mi chodzi przede wszystkim o to, aby nie było założenia omylności, takiego sztucznego stanu w umyśle, który ma służyć nienaturalnej pokorze czy czemuś w ten deseń. W zdrowszej wersji to jest coś co bym nazwał raczej przestrzenią w swoich odczuciach - ja to widzę tak jakby wokół tego uczucia pewności była sobie wolna przestrzeń na zmiany - ona nie wymusza poczucia niepewności i wątpliwości, ale pozwala na zmianę stanowiska pod wpływem odpowiednich czynników.

Czyli wychodzi na to, że zdrowa pewność to taka, która zawiera ze sobą przestrzeń na zmiany, a nie wątpliwości czy poczucie niepewności, które są trochę niższymi wibracjami, których nie warto się trzymać, bo one podtrzymują właśnie ten brak zaufania do swoich odczuć. Osoba z taką pewnością siebie może pozornie nie różnić się za bardzo od zwykłego aroganta, ale różnica jest przede wszystkim przy czynnikach wpływających na zmianę stanowiska - ta pierwsza płynnie zmienia poglądy, ta druga walczy i broni swoich racji. No i też idzie inna energia od takich osób, ale to już kwestia odbioru, bo nawet Boga można odbierać jako wielki syf jak się ma swoje wkreny, a wiadomo że szczególnie DDA mają alergię na osoby pewnie siebie, niezależnie od tego czy to zdrowa czy chora pewność siebie :P

Cytuj
Tak, dopóki się nie jest saperem.:))
A co to zmienia? Saper też ma prawo popełnić błąd i wysadzić sobie twarz. Konsekwencje błędów niezależnie od skali zawsze w jakiś sposób ponosimy, ale co to zmienia? Przecież to każdy sam musi żyć (bądź umierać :D) z konsekwencjami swoich błędów. Ja sam przez całe swoje istnienie popełniłem niezliczone ilości błędów, w tym takie, które doprowadziły mnie do śmierci, wielkiego cierpienia czy negatywnych konsekwencji ciągnących się przez setki lat. No i co z tego? Ja istnieje dalej, świat się kręci, miłość jest tak samo cudowna jak była kiedyś, a ja wciąż mam możliwości całkowitego pogodzenia się ze sobą i Bogiem. Błędy to tylko błędy - skutek uboczny uczenia się.

Lynd Seagull

  • Global Moderator
  • Wiadomości: 2 120
  • Płeć: Mężczyzna
  • mój Nick moim Dziełem
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2013-06-04, 15:40:09 »
Cytuj
tu założenie swojej omylności jest po prostu przejawem zdrowego podejścia do sprawy wg mnie, a nie braku zaufania do siebie samego.
Dokładnie. Zaufanie do siebie samego nie oznacza nieomylności. Zaufanie do siebie samego polega na tym, że wiem, że nawet jeśli się pomylę, to w odpowiednim czasie to zauważę i nauczę się z tego. To najnormalniejsze życie :)

Dokładnie tak samo jak z sukcesem: sukcesem nie jest niepopełnianie błędów, ale podnoszenie się po każdym i nauka z niego. Ludzie starający się niepopełniać błędów to nie ludzie sukcesu, tylko perfekcjoniści -- i rzadko ten sukces osiągają.