W całej tej dyskusji na temat pewności siebie nasunęło mi się skojarzenie z następującym tekstem (tu tylko skrót, w oryginale jest dłuższy).
Wielblad - lew - dziecko
Zarathustra dzieli ewolucje swiadomosci na trzy symbole: wielblad, lew i dziecko. Wielblad to
zwierze juczne gotowe oddac sie w niewole, nigdy sie nie buntuje. Nie potrafi nawet powiedziec
nie. Jest istota wierzaca na slowo, wyznawca, zwolennikiem, wiernym niewolnikiem. To
najnizszy poziom ludzkiej swiadomosci. Lew jest rewolucja. Poczatkiem rewolucji jest swiete
nie. W swiadomosci wielblada zawsze jest potrzeba kogos, kto bedzie prowadzil i kto bedzie
mówil "powinienes..." Potrzeba mu dziesieciorga przykazan. Potrzebne mu sa wszystkie religie,
wszyscy ksieza i wszystkie swiete pisma, bo sam sobie nie potrafi zaufac. Nie ma odwagi i nie
ma duszy i nie ma tesknoty do wolnosci. Jest posluszny. Lew jest tesknota do wolnosci,
pragnieniem zniszczenia wszystkich wiezien. Lew nie potrzebuje zadnego lidera - sam sobie
wystarcza. Nikomu nie pozwoli nakazywac "bedziesz..." - jest to uraza dla jego dumy. Moze on
tylko powiedziec: "ja to zrobie". Lew jest odpowiedzialnoscia i ogromnym wysilkiem
wyzwolenia sie z wszelkich lancuchów. Ale i lew nie jest najwyzszym szczytem ludzkiego
wzrastania. Najwyzszy szczyt jest wtedy, gdy lew takze przechodzi metamorfoze i staje sie
dzieckiem. Dziecko jest niewinnoscia. Nie jest posluszenstwem, nie jest nieposluszenstwem. Nie
jest wiara, nie jest niewiara - jest czysta ufnoscia, jest swietym tak mówionym egzystencji i zyciu
i temu wszystkiemu, co sie w nim zawiera. Dziecko jest samym szczytem czystosci, szczerosci,
autentyzmu, chlonnosci i otwartosci na egzystencje. Te symbole sa bardzo piekne.
Może tu osiągnąłem już poziom dziecka, w każdym razie nie rozumiałem tego co pisał Clint o niepewności i przestrzeni. Rzeczywiście, długo miałem problem z pewnością siebie, ale nie uważam abym go rozwiązał przez rozwijanie jakiejś "pewności siebie" a wręcz odwrotnie -- kultywując właśnie jej brak.
Czym w ogóle jest "pewność siebie"?
Jeśli ktoś powie mi, że moja wanna jest czarna, a wiem że jest biała, to podaję fakt. Nie ma miejsca na wątpliwości: jest albo taka, albo taka, a widuję ją codziennie kilka razy. Nie jestem "pewny siebie", jestem pewny zewnętrznie potwierdonego faktu.
Jeśli ktoś powie mi, że szczepionki są złe, bo powodują autyzm, mogę ich odesłać do odpowiednich statystyk. Nie jestem "pewny siebie", jestem pewny statystyk i źródeł. (Oczywiście, moje źródła też mogą się mylić, albo źle je zinterpretowałem -- ale to nadal nie ma nic wspólnego z "pewnością siebie".)
Jeśli ktoś mi powie, że kontaktuje się z kosmitami, i kosmici mówią mu że Ziemia zostanie zniszczona 13.11.2013, to mogę być w miarę przekonany że to nie jest prawda. Opieram się tu na zwykłej statystyce: stosunku
przepowiedni końca świata do
liczby realnych zniszczeń Ziemi. (Jak widać po drugim linku, wybieram tu zaufać swoim doświadczeniom, które nadal wykazują 0.)
Mam tendencję obalać różne posty pseudonaukowe, ale prawie zawsze zanim coś takiego zrobię, poświęcam przynajmniej minutę-dwie na sprawdzenie swoich faktów w Sieci. Na wypadek gdybym się właśnie mylił. Rezultat jest taki, że nie muszę być "pewnym siebie", jestem po prostu pewny tego, na czym się bazuję. Wanna jest biała. Nie ma miejsca na wątpliwości.
Rozumiem, że kwestia wygląda inaczej w sprawach duchowych. Ale tu przyjmuję proste podejście: to jest prawda, dla mnie.
Jeśli działa: OK, wanna jest biała.
Jeśli nie działa, to jest to moje przekonanie -- może słuszne, może nie. Nie ma sensu żebym je innym wciskał, ani żebym go bronił. Mogę o nim dyskutować. Nie mam co być "pewnym siebie", bo nie mam żadnych przesłanek na których mogę to oprzeć.
A co do świadomości rozróżniającej, to tu jest jakiś śliski temat... Zresztą, nie tak dawno Semira się szczyciła tym, że ma jej 100%, wywahane przez Leszka. Ale też miała pewne, hm, mało zgodne z prawdą przekonania na temat samego Leszka czy innych tutaj...
Dlatego wydaje mi się, że czasem rzucanie takimi tekstami jak ŚR, intuicja czy pewność siebie, bywa czasami takim "ryczeniem lwa", który nie ma żadnych argumentów, ale musi mieć rację. Musi, bo inaczej go to zaboli. Bo okaże się nie błędem w jego postrzeganiu, ale właśnie "podważaniem prawdy absolutu".
I wszystko jest łatwe, kiedy działa się tylko dla siebie. ŚR kazała mi kupić banana, a nie jabłko, bo okazało się że jabłko było zatrute przez złą czarownicę, a banan jest dobrym źródłem potasu. Wszystko OK, wanna jest biała.
Ale! Zuzia syfi, Zuzia atakuje mnie na 3, 4, 5 czakrze i w okolicach prawego uda, Zuzia ma inicjacje od galaret, Zuzia w poprzednim wcieleniu była Gargamelem!
W tym momencie wypowiadamy się już o kolorze czyjejś wanny. "Tak, intuicja powiedziała mi, że jego wanna jest zielona." I, dopóki nie wejdziemy komuś do domu, tu
nie ma "OK, wanna jest zielona." Niestety, aby zobaczyć jak jest naprawdę, musielibyśmy stać się tą osobą (ale zarazem pozostając sobą, żeby móc to dostrzec swoją wysoką świadomością). Niestety, tak się nie da. I ktoś jak najbardziej może powiedzieć nam:
- Wiesz co, stary, moja wanna jest biała. Widuję ją codziennie kilka razy.
I słusznie, bo to w końcu jego pieprzona wanna. Skoro nie stoi w naszej łazience, to po co nam aferować się jej kolorem?
Najwyżej po to, by potrenować sobie pewność siebie
