a kto komu każe walczyć? trzeba przerobić temat zarabiania... wtedy nie ma walki/wysiłku/survivalu tylko dostatek, to jest b. powiązane i przeplata się z kwestiami związkowymi, nabierzesz ochoty na związek a być może i na dom/ rodzinę
świadomie się wtrącam 
Luz

.
Widzisz, u mnie przerobienie watku zarabiania bedzie o tyle trudne, ze przewaznie dzisiaj, aby zarabiac, trzeba sie w jakis sposob podporzadkowac pracodawcy (albo w kwestii wykonywania obowiazkow, albo w kwestii np. etykiety, albo w jeszcze innych kwestiach). Panuje po prostu taki dosc powszechny model pracy, gdzie trzeba spedzic okreslona liczbe godzin aby pracodawca mogl Ci za cos zaplacic.
Ja nie dosc, ze mam karme wladcy i wojownika (ktora osobiscie lubiei ktora juz sama z siebie nie znosi zwierzchnictwa), to w dodatku mam tez nature Cygana-hipisa-artysty czyli w moim przypadku zycie z prac etatowych, jakichkolwiek prac ktore wywieraja wiekszy nacisk na moja osobe w sensie obowiazku/poswiecania czasu, nie wchodzi w gre.
Problem zaczyna sie wtedy, kiedy z tzw. wolnych zawodow nie jestes w stanie sie utrzymac, nie mowiac juz o utrzymaniu kogos. A mialem takie sytuacje juz, gdzie mialem do wyboru albo bide z nedza albo pojscie do pierwszej roboty byle by miec cos wiecej. Jak myslisz, co wybralem?

.
A co do rodziny...nie wchodzi to w gre. Nie ciagnelo mnie nigdy i nadal nie ciagnie w tym kierunku. Jesli zwiazek, to tylko z kobieta totalnie niezalezna finansowo. Nawet, gdybym mial te wieksza ilosc pieniedzy, meczylbym sie w takiej relacji, gdzie jest wymuszana materialna odpowiedzialnosc.