Clint
Fajne rzeczy piszesz:)
O dziwo moją pś nie zbuntowała się i nie poczułam, że ktoś mi chce coś odebrać. Ciesze się, jest postęp:)
Uświadomiłam sobie wczoraj ciekawą rzecz, o co chodzi z moim połówkiem i co się tak na prawdę dzieje karmicznie między nami.
Czemu się go trzymam i co moje WJ na to.
Chodzi o tą indywidualizację, która razem odbyliśmy u Przedwiecznych, po wkreceniu nam glupot na temat Boga. Mielismy się trzymać razem, i indywidualizować, być rozni od Boga i od siebie na wzajem, ale jednoczesnie obiecalismy sobie byc razem:) W swojej naiwnosci nie bylismy swiadomi skutkow i ze to sie nie da.
No i teraz ja ruszam ten burdel, a jemu wywala, że to zdrada, ze go zostawiam dla tego złego Boga. I czuje, ze boji się ze zostanie sam, gdy tylko wybieram jakis aspekt Boskosci to on to odczowa jakbym go odrzucala i nie akceptowala. Cos w tym jest, w pewnym sensie, bo ta nieakceptacja to nieakceptacja indywidualizacji. A on jest ode mnie uzalezniony, byl zawsze tak samo jak ja od niego, tak nam sie karma ksztaltowala.
A nie rozumialam o co chodzi mojemu WJ ze sie spotkalismy p to, by uzdrowic i byc razem, i kolejny "przekaz", ze jak ja puszcze swoje to on też. Nie rozumialam tego zupelnie. Teraz widzę, że to ma sens.
Podejrzewam, ze jesli ja uzdrowię u siebie to on chyba z tego leku, że zostanie sam, beze mnie i mojego wsparcia w indywidualizowaniu się, bedzie chcial tez to uzdrowic, moze nawet troche z przekory, ze on tez moze. Poza tym jesli bedzie chcial stworzyc jakikolwiek spelniony zwiazek z kims, to ten temat i tak mu wyplynie:) A dla niego stworzenie zwiazku i szukanie polowki w tym wcieleniu bylo tak samo wazne jak dla mnie:)
Chyba ze pogrązy sie w autodestrukcji, ale nie sadzę:)
Gdy puscimy to uzaleznienie od siebie, to juz bez przymusu paradoksalnie bedziemy mogli być pewnie razem, ale tak na prawde nie bedzie to mialo juz takiego znaczenia, czy razem czy z inną polowką. Bez uzależnienia.
