Wklejam cytaty które tłumaczą to o co mi chodziło.
Felicite
Pierwsze co trzeba zrobić, żeby wyjść z roli ofiary, to uświadomić sobie, że zostało się skrzywdzonym i jak bardzo zostało się skrzywdzonym. Uznać swoją krzywdę i swój uzasadniony ból. To bardzo ważne przy uzdrawianiu traum z dzieciństwa.
I dopiero później można wybaczać sobie swoje intencje.
Jeśli zrobi się to w odwrotnej kolejności, to istnieje niebezpieczeństwo zablokowania procesu uzdrawiania.
Kinga Rozczyniała
Powiem ci Mariusz (z mojego doświadczenia pracy z ludźmi), że często takie uznanie krzywd u drugiej osoby (szczególnie na początku terapii) jest dużo lepsze niż powiedzenie na dzień dobry "bo miała Pani takie intencje". To uznanie sprawia, że ludzie zamiast walczyć ze sobą i wypierać wzorce, coraz bardziej je akceptują i otwierają się na uzdrawianie. Mało kto zatrzymuje się na etapie pielęgnowania swoich zranień, jeśli czuje akceptacje i wsparcie, bo to otwiera go na zaufanie do siebie i daje siłe, która potrzebna jest do kreowania zmian

.
Felicite
Dodam tylko, że w sytuacji, gdy nie wypiera się żadnej emocji, gdy się nie ucieka, a wszystko akceptuje (czyli pozwala im trwać w niezmienionej postaci, czyli chodzi o to, żeby ich ani nie blokować, ani nie wzmacniać), takie pozwolenie sobie na wszelkie negatywne uczucia jest bardzo wyzwalające i nie ma możliwości wzmocnić wtedy wzorca ofiary, bo eliminuje się emocje zaciemniające świadomość. Wręcz przeciwnie, to prowadzi do uwolnienia od wzorca ofiary.
Felicite
Gdy wychodzą mi negatywne emocje, to nie będę sobie tłumaczyć, że zła nie ma, a świat, który widzę jest iluzją, tylko w zgodzie z prawdą powiem, że jestem wkurwiona, bo mnie ktoś skrzywdził. I gdy już uwolnię całą złość i inne emocje, to wtedy będę mogła zobaczyć rzeczywistość taką, jaka jest. Bo mi się rozszerzy świadomość.
Czyli chodzi o bycie w zgodzie z prawdą. Zawsze. A prawda, jak już napisałam, jest "względna" (tzn. naprawdę nie jest względna, ale jednak jest - taki paradoks

.
Jeśli odczuwam złość, to nie ukrywam jej, nie spycham, bo "nikt nie jest winien, trzeba wybaczyć, itd.", tylko przyznaję się do tego. Wtedy nie próbuję zrozumieć i stosować prawd duchowych, bo mi g... z tego wyjdzie. Jeśli będę prawdziwa do końca, to zaowocuje to prawdziwym rozumieniem (objęciem świadomością) prawd duchowych.