Inga
Co wynika z tego cytatu, który przytoczyłas?
Czy to naprawdę mój problem, którego nie rozwiązałem?
No więc rozwiązuję, bo to może się przydać osobom uzdrawiającym klientów z karmą z psychiatryka:
Jeszcze w latach 70-tych XX wieku psychiatrzy stosowali te wszystkie środki lecznicze, które stosowano w XIX wieku, czyli hipnozę, elektrowstrząsy, bicze wodne, palenie papierosów i blokowanie pamięci poprzednich wcieleń.
Dziś elektrowstrząsy stosuje się w polskich szpitalach, gdy brakuje pieniędzy z NFZ na leki psychotropowe. Stosuje się też hipnozę blokującą pamięć poprzednich wcieleń wmawiając pacjentom, jak za dawnych lat, że dzięki temu są już zdrowi. Ale robią to tylko bardziej ambitni psychiatrzy. Mniej ambitni wszystkim mającym zaburzenia psychiczne zapisują psychotropy, czyli narkotyki zmieniające świadomość. Bicze wodne też mają zastosowanie w Izbach Wytrzeźwień. Dziś chorych szałujących nie trzyma się już w klatkach, tylko w izolatkach - pokojach bez klamek, wyłozonych miekką materią, by się nie mogli zabić waląc głową w mur.
Mam nadzieję, że z tego powodu nikomu nie przyjdzie obwiniać mnie o jego nieszczęścia i cierpienia. Choć kto to wie?
To w interesie osoby z zaburzeniami psychicznymi jest wybrać taki sposób leczenia, który jej nie uszkodzi jeszcze bardziej w intencji przywrócenia do życia w zdrowym społeczenstwie. Niestety, czasami stan chorego jest tak kiepski, że nie może o niczym decydować, gdy mogą mu pomóc wyłacznie takie środki, jak wiązanie pasami do łóżka, kaftan bezpieczeństwa i silny zastrzyk uspokajajacy. W świadomości i podświadomości pacjenta są to wszystko prześladowania nie do zniesienia, dowody, że psychiatra jest jego największym wrogiem, który ma na celu wyłacznie znęcanie się nad pacjentem. Po stłumionym ataku szału pacjent przez wiele lat zażywa otępiające jego mózg i uszkadzające wątrobę leki psychotropowe ze strachu, żeby mu się nie pogorszyło, bo boi się znów trafić do tego piekła.
Czy jeśli ja się rozliczę publicznie ze swojego wcielenia psychiatry, w którym stosowałem te wszystkie środki, jakie stosują psychiatrzy do dziś, to piekło chorych psychicznie się skończy?
Jeszcze jedno watre jest zastanowienia.
Zastnówmy się więc, co musi mieć w głowie pacjent, który szałuje kilka dni w izolatce? Jakie on ma wizje? Czy to warunki izolatki wprowadzają go w taki stan świadomości, w którym szaleje?
Na pewno nie. On ma jakieś omamy, które bierze za rzeczywistość.
Komuś, kto nie spotkał w życiu szałującego schizofrenika, trudno sobie wyobrazić, co taki osobnik musi widzieć i o czym jest przekonany, że to naprawdę istnieje. Ale ja od dziecka znałem schizofreników i dlatego wiem, na co ich stać.
Mój bezpośredni przełożony w 1 pracy potrafił wezwać policję, ponieważ był przekonany, że dyrektor szkoły balanguje w gabinecie z wybranymi przez siebie nauczycielami.
Wiele osób twierdzi, że są prześladowane przez sąsiadów, albo nawet wszystkich ludzi wokół.
Klasyka to przekonanie, że chory (który nie dopuszcza takiej możliwości, żeby był chory) jest śledzony przez rózne wywiady świata, które zainstalowały w jego mieszkaniu urządzenia podsłuchowe i kamery.
Są też relacje chorych, którzy twierdzą, ze ktoś się nad nimi znęca psychicznie, a nawet fizycznie, że są regularnie gwałceni. Czasami temu towarzyszą wizje, że ktoś chce chorego zabić.
To dzieje się wyłacznie w umyśle chorego, ale on jest przekonany, że się dzieje w realu. To wszystko jest obecne w umyśle chorego, pomimo że w realu tego nie ma. A jeśli jest obecne, to jest JEGO prawdą psychologiczną, którą może pamiętać jeszcze przez wiele wcieleń, choć to nigdy się nie wydarzyło.
W wieku 14 lat widziałem, jak kobieta chciała zabić swoje dziecko, bo zobaczyła w miejscu jego głowy olbrzymiego pająka. Kiedy przybyli sanitariusze, by ją obezwładnić i zabrać do szpitala, widziała w nich gestapowców, z którymi podjęła walkę. I tylko mnie pozwoliła do siebie podejść i tylko ja spokojnie potrafiłem ją za każdym razem obezwładnić. To nie by jedyny taki przypadek. No cóz, karma psychiatry mi się wtedy przydała.
Bywałem też świadkiem rozmów miedzy schizofrenikami. Oni swietnie sie rozumieli i uważali relacje drugiej osoby za całkowicie prawdziwe. W swoisty sposób wspierali się potwierdzając wersję swego rozmówcy i utwierdzając się wzajemnie w przekonaniu, że tylko oni mówią prawdę, a wszyscy inni są szaleni albo chorzy. Zdarza się, że takie osoby dochodzą do wspólnego wniosku, ze wszyscy się przeciw nim sprzycięgli, dlatego kłamią i odrzucają ich "prawdę".
Tylko co ja mam z tym wspólnego? Co ma wspólnego osoba obwiniana przez chorego, który "doświadcza prześladowań z jej strony"? Co mają wspólnego psychiatrzy? Itd.