Przerabiam te odpowiedzialność w innej sytuacji , wiec napiszę pare oczywistosci.
To nie jest tak, ze jak mają taką karmę - pomocy w cierpieniu, Boddhisatwy, czy inne pierdoły, to należy z boku przyglądać się bez emocji.
to właśnie jest tak, że nalezy być przede wszystkim bez emocji (jakkolwiek daleka i trudna droga by to była), bo dolejemy oliwy do ognia, czy nawet pogorszymy , przykładowo, zostaniemy pozbawieni tego prawa do samej obserwacji - i wtedy już nie będzie wyjścia, czy sie przejmować, czy się nie przejmować, bo zostanie ci tylko to drugie , czyli zostaniesz zmuszona do uniezaleznienia się
Z tą obojętnością trudno będzie, bo chodzi o dzieci - jakąkolwiek maja karmę
też sądze, że trudno i pewnie troche to zajmie, kto mówił, że ma być łatwo ? to nie to samo co picie wina
przede wszystkim, obojętność o której mówie to nie olanie tematu "mam to w d..., niech ich zniszczy" tej obojętności (uniezależnienia, wyczyszczenia emocji) rezultatem jest właśnie powierzenie wszystkiego największej sile i uzdrawiajacej wszystko energii ! gdy się uniezależniasz, przestajesz dokładać swoje "5 gr" do sytuacji !!! bo jeśli cię to boli, rani, czy cierpisz, to dokładasz !! pojawia się w to miejsce boska energia, w ten sposob najlepsze co możesz zrobić takim dzieciom, to zrzec się emocjonalnej odpowiedzialności.
I za dzieci jednak jesteśmy odpowiedzialni !
Za innych nie.
Odpowiedzialni- nie , a czy możemy działać z miłością, czy wspolczuciem- tak. Wtedy też nie działamy gdy jest to BEZ SENSU, czyli NIC NIE DA, A MOZE I POGORSZY.
Brak odpowiedzialności nie jest równy braku korzystnego wpływu na sytuacje. W Twoim działaniu chyba są emocje- do czego się przyznałas, więc nie ma miłości. Jest cierpienie/ ból i to Twój.