Danielu, a to nie jest tak, ze tradycja o klątwie rodzinnej przekazywana jest z pokolenia na pokolenie? I w ten sposób utrzymywana jest siła jej "rażenia"? Świadomie wcale nie muszą w to wierzyć - wystarczy podświadome zakodowanie.
Przypuszczam, że takie scenariusze mogą istnieć, ale bardzo wątpię w ten przypadek. Koleś, któremu o tym powiedziałem, miał zasadniczo czystą energię, raczej mało obciążoną magią i w ogóle jakimikolwiek duchowymi praktykami, haha, i w ogóle nie pomyślałbym, aby cokolwiek mógł trzymać. JEDNAK - ciekawostka że jego zmarła babka parała się czarną magią i początkowo myślałem, że to ona ściągnęła tą rodzinną klątwę (mój nauczyciel mnie później skorygował mówiąc, że to jest jednak znacznie starszy temat). Bardzo możliwe, że poprzez czarnomagiczne praktyki, co więcej możliwe, że sprowokowane przez astralnego strażnika, babcia zasilała energią ową energię. Dziwne jednak, że ma tak jeszcze obecna rodzina, jako że w niej nikt nie zajmuje się, jak już wspomniałem, takimi rzeczami.
Podobnie może być z tamta okolicą - nawet jeśli nie wszyscy ludzie pamiętają o średniowiecznej klątwie, to wiele rodzin może o tym wiedzieć i podświadomie zasilać swoją wiarą w taką możliwośćPodobnie może być z tamta okolicą - nawet jeśli nie wszyscy ludzie pamiętają o średniowiecznej klątwie, to wiele rodzin może o tym wiedzieć i podświadomie zasilać swoją wiarą w taką możliwość
Wiesz, znowu bardzo wątpię w taką opcję. Te scenariusze aktywowały się nagle i znienacka, kiedy w miejscu, gdzie klątwa została rzucona, zaczęto prowadzić prace ziemne (przypuszczam, że chciano postawić nowy budynek) i zaczęli ginąć robotnicy. Co ciekawe, odkryto częściowo jakąś konstrukcję z pali (którą potem zniszczono; niestety nie mam zdjęć), a przy niej szkielety osób - możliwe, że ktoś po prostu stworzył jakiś układ energetyczny, który miał ową klątwę zasilać. Ciekawe też co robiły tam owe szkielety - czyżby ofiary czarnomagicznych rytuałów? Możliwe.
Interesujący fakt, ze rząd Wietnamu, tam się bowiem owa historia działa, zwrócił się z prośbą o pomoc, a właściwie to nakazał liderowi jeden z czołowych buddyjskich świątyń zajęcie się tą sprawą. Lider stwierdził, że może spróbować... ale to ponad jego siły i w rezultacie przypłacił to życiem, umierając kilka tygodni po próbie oczyszczenia miejsca.
I teraz ciekawostka, ową klątwę zdemontował jakiś zupełnie anonimowy człowiek, przyjeżdżając na wypożyczonym motocyklu ponad 100km (niezły dystans jak na Azję) i odprawiając oczyszczający rytuał w samotności, w środku nocy. Rząd Wietnamu probował ustalić, kto to, ale nie udało się tego człowieka zidentyfikować. Anonimowo w prasie jednak otrzymał oficjalne podziękowania

W sumie, takie akcje mnie nie dziwią, w Azji można spotkać wielu bardzo interesujących duchowo ludzi
