Autor Wątek: Pierwotne połówki  (Przeczytany 74019 razy)

medżik

  • Gość
[#]   « 2014-07-15, 15:35:24 »
Fajny temat, dawno go nie było !

Nie ma to jak połówki czy połówkowate i to odczucie harmonii, jedności energii na poziomie WJ

akurat natrafiłem gdzies indziej na motto polowek : http://th06.deviantart.net/fs71/PRE/i/2010/011/d/a/fingerprint_by_hooki.png
« Ostatnia zmiana: 2014-07-15, 15:45:08 wysłana przez medżik »

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-07-15, 00:58:03 »
Temat polowek jest moim ulubionym, w zyciu i w rozwoju duchowym, dlatego ze siega samego sedna egzystencji. Znam kilka polowek lub polowkowatych mi istotek. Z jedna z nich nie mam stalego kontaktu, ale relacja z nia jest bardzo wazna dla mojej duszy, i wraca do mnie i sie przeksztalca, zwlaszcza w takie dni jak teraz kiedy mamy pelnie ksiezyca. Dzisiaj spacerujac do domu z pracy odreagowalem warstwe przerazajacych, horrorowych energii, nalozonych na nasza swietlista doskonala harmonie.

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-06, 13:03:22 »
czekaj, czekaj
to właśnie ja mam podobnie
Mów DALEJ

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-06-06, 09:20:43 »
niedawno odkryłam że to nie inni ludzie mnie denerwują, to ja sama denerwuję siebie innymi ludźmi a dzieje się tak dlatego że zamiast zajmować się sobą porzucam siebie ( tracę kontakt ze swoim wnętrzem)  i zajmuję nimi w swojej głowie. Trochę to skomplikowane i mało logiczne ;) ale dla mnie ma sens. 

Kiedy porzucam siebie wkładam maskę, gram przedstawienie dla ludzi a wtedy tracę kontakt ze sobą , a takie granie jest męczące i pojawiają się frustracje. Dlatego fajnie jest być z partnerami bo przy nich nie musimy grać i czujemy się odprężeni a w pracy, towarzystwie jak już się kiedyś zaczęło grać jakąś rolę np. niezłomnego kierownika lub duszę towarzystwa to po jakimś czasie mamy już dość. Wydaje się wtedy że to inni nas obciążają wywierają presję a tak na prawdę sami w na siebie wywieramy presję.

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-05, 22:40:03 »
Edyta
Dzięki :)
Na wzajem, bo ja też z ciekawością czytam Twoje mądre teksty :)

Atlanta
W sumie można nad tym popracować na 2 sposoby; obydwoma jednoczesnie albo jednym z nich.
Możesz spisać sobie emocje, jakie ci wtedy wychodzą i je uwolnić np. metodą TU.
Możesz uczyć się akceptacji, tolerancji, rozumienia wkurzających Cię ludzi, co nie oznacza blokowania się. Dlaczego? Bo to co nas denerwuje u innych jest w nas, więc tak naprawdę akceptując TO u innych uczymy się akceptacji tego U SIEBIE.

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-06-05, 09:17:43 »
Atlanta
ciekawe co piszesz, też najlepiej czuje się z bliskim mężczyzną ale nie mam ochoty potem mordować ludzi, bardziej mi oni nie przeszkadzają ot tak przepływają po prostu, lubię to bo wcześniej bardzo zwracałam uwagę na ludzi i się w nich wczuwałam co wcale nie było przyjemne.
Z bliskim mężczyzną czuję się bardziej sobą niż z innymi ludźmi ale dzięki temu związkowi też poprawia mi się z ludźmi. Kiedyś też myślałam że ludzie na mnie zwracają uwagę aż odkryłam że są za bardzo zajęci przeżywaniem swoich myśli i pragnień aby się mną interesować :)

Mateusz
lubię czytać twoje wypowiedzi i twój obrazek też jest fajny taki spokojny i przyjemny :)

Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-04, 23:58:24 »
czyli mam ochotę na mordowanie
zawsze wiedziałam że ocieram się o kryminał

Mateusz

  • Wiadomości: 1 234
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-06-04, 23:47:32 »
Atlanta
Harmonia z połówkiem zapewnia ci dobre samopoczucie. Również inne potrzeby. Kiedy zaś idziesz do ludzi to stajesz oko w oko z nimi, a dokładniej, oko w oko z samą sobą i tu wychodzą wzorce, które przecież ujawniają się własnie w działaniu.
No i poszerzaj swoją akceptację, poszerzaj, co zresztą każdy z rozwijających sie to robi.


Atlanta

  • Wiadomości: 1 407
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2014-06-04, 23:35:35 »
gdy jestem z moją połówką to czuję się szczęśliwa
najchętniej w ogóle nie wychodziłabym z domu
tylko siedziała i gotowała albo sprzątała

kiedy się rozstajemy np.: na kilka dni, to czuję nienawiść do ludzi z którymi idzie mi żyć, do znajomych z biznesu, kierowców, parkingowych

chcę być tylko z moją połówką
innych ludzi bym wymordowała

co to może być?

Davvidia

  • Wiadomości: 499
  • Płeć: Kobieta
    • http://www.podlasem.manifo.com
  • Regresja EFT Trener, NLP Coach zaśw. MEN
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-05, 13:44:12 »
Jeśli jednak masz tą potrzebę bycia adorowaną, to możesz zapewnić to sobie sama przez być może usunięcie jakiś kompleksów czy porównywania się do jakiegoś wyobrażonego ideału itp itd (samoakceptacja). A co do partnera, ktory ci wysyla tak czy inaczej że jestes w ten czy inny sposob niewystarczajaca, bardziej ogólnie- z tego co piszesz chyba jasno wynika że nie doświadczyłaś bycia odprężoną (bycia sobą) w relacji, w seksie, funkcjonujesz w napięciu. Uczucie zakochania to też napięcie, nawet jeśli jest 'niesamowicie', a partner ach-och. A żeby być sobą i być odprężonym przy tej drugiej osobie niezbędne jest doświadczanie harmonii.

Tak i tu może wchodzić jeszcze motyw starania się o względy partnera, łamiąc granice swojego komfortu. Tylko wiadomo, jak to działa, że w energiach i tak czuć sztuczność, silenie się na coś czego sie nie czuje i tak da odpychanie w rezultacie. Bycie sobą to komfort, który roztaczamy też na otoczenie, że ktoś chce przebywać w tych energiach.

marcin

  • Gość
[#]   « 2013-07-05, 13:23:55 »
Ingo w sumie masz racje, moze gdyby na codzien bardziej mnie adorował byłoby inaczej, ale w sumie z innym ktory był mozna powiedziec tym wymarzonym,tez nie mialam

Jeśli jednak masz tą potrzebę bycia adorowaną, to możesz zapewnić to sobie sama przez być może usunięcie jakiś kompleksów czy porównywania się do jakiegoś wyobrażonego ideału itp itd (samoakceptacja). A co do partnera, ktory ci wysyla tak czy inaczej że jestes w ten czy inny sposob niewystarczajaca, bardziej ogólnie- z tego co piszesz chyba jasno wynika że nie doświadczyłaś bycia odprężoną (bycia sobą) w relacji, w seksie, funkcjonujesz w napięciu. Uczucie zakochania to też napięcie, nawet jeśli jest 'niesamowicie', a partner ach-och. A żeby być sobą i być odprężonym przy tej drugiej osobie niezbędne jest doświadczanie harmonii.

marcin

  • Gość
[#]   « 2013-07-04, 21:53:51 »
To fajnie :)

Mirek

  • Wiadomości: 299
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2013-07-04, 21:38:39 »
marcin
"...bo jak by się dostrajała wiele lat do twojej czystej energii to by sie rozwineła duchowo że ho ho , to by była jej praktyka duchowa (dziwna, ale jednak) :)"

Tak właśnie się dzieje. A do świadomego rozwoju nie muszę jej zachęcać. Cały czas jeździła ze mną na warsztaty regresingu i inne w których ja uczestniczyłem. Poza tym ma niezłą intuicję i kontakt z WJ, chociaż świadomie tego tak nie nazywa. Również zdolność kreacji ma nie najgorszą. Wszystko w zasadzie bez podstaw teoretycznych :)

marcin

  • Gość
[#]   « 2013-07-04, 20:46:20 »
Mirku ja dalej nie rozumiem, jak ona się do ciebie dostraja, to masz chyba na myśli swoje wzorce, bo jak by się dostrajała wiele lat do twojej czystej energii to by sie rozwineła duchowo że ho ho , to by była jej praktyka duchowa (dziwna, ale jednak) :)
Poza tym , mając pod ręką tak świadomą osobę jak ty, to nie wiem jak ci się udało nie wytłumaczyć jej racjonalnie korzyści płynących ze świadomego rozwoju duchowego i jej do niego nie zachęcić. Chyba że wam po prostu odpowiada pewien pułap i jedziecie na przyjemności karmiczno-uczuciowej. To tez w sumie szczęście być z kimś mocno przywiązanym karmicznie, bo cholernie ciężko jest przerobić kogoś z kim się było wiele-dziesiąt wcieleń razem, a go nie ma, a "zawiera" "najcenniejsze" wzorce. Bycie z taką osobą może budzić poczucie spełnienia, kompletności i wygody.


Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2013-07-04, 20:39:21 »
Asiu, tak właśnie jest.
Taki zwiazek jest tak toksyczny, że bardzo trudno jest nawet poczuć , że jest to trujące !
Perska : been there - done that.
 Czego on nie robił dla mnie ! Bylam jak księżniczka.
Potem ?
Niewolnice, gdziekolwiek, miały lepiej.
 Ale byłam samiutka na swiecie. I do tego moje dwa maluszki.
Już. Wiecej tłumaczyć nie trzeba.

Ludzie kochani i bliscy mi mówili, że ja mówię jak on, zachowuję się jak on, wręcz patrzę na świat jego oczyma.
Mówiłam im, że są złośliwi !
Tak byłam uzależniona .
Przecież ani ja nie kochałam jego ani on mnie. To był tylko taki układ na pewien czas  . . .
Byłam pewna, że dam radę.
AKURAT !
Byłam jak otumaniona, jak zatruta.
Wkrótce zachorowałam.
Długo trwał detox.