Twierdzisz, że masz to co ważne już uzdrowione, a sama widzisz jak Ci wywala do facetów, co przecież jest jedną z podstaw pod wykreowanie związku. A jeszcze ważniejszy jest temat walki o "uwagę, o miłość, o czułość itp.", bo jak tu tworzyć fajny związek jest pś by tylko walczyła o to - to albo nie masz nic albo takiego faceta u którego musisz wymuszać to wszystko.
Clint, wywala, bo ma prawo wywalac. Nie jest tak, ze non stop myślę czy uważam, że faceci są beznadziejni - znam wielu fajnych męzczyzn - ale oni wszyscy są zajęci

Czyli wiem, ze tacy męzczyźni istnieją, nastawiam sie, ze mogę takiego spotkać, bo wiem, ze tacy są - ale jak już dochodzi co do czego, to i tak trafiam na dupków. To może trochę zniechęcić

Nawet jeśli każdy kolejny jest nieco mniej "dupkowaty"

(jakies to pocieszenie, bo jest jakas zmiana in plus, ale w generalnym rozrachunku marne)
No i jak się w końcu pojawiło tak bardzo znienacka i to po wielkich wywałkach i utracie nadziei
No właśnie - czyli po odpuszczeniu sobie. Ja tez do tego dąże. Odpuścić sobie na całej linii, tak by przestało mnie to obchodzić czy jestem, czy nie jestem w związku. A potem sie zobaczy, co życie mam dla mnie dobrego tak ogólnie, nie tylko w tym temacie.
W każdym razie teraz wiem czemu ten czas był konieczny do przeczekania i nie narzekam, szczególnie że było warto.
Dla mnie ten czas "przeczekania" już jest odrobinę za długi

Tym bardziej, że zawsze byłam zdania, ze nie ma co sie pchać w kolejną relację, póki nie uzdrowi się bagazu z poprzedniej - czyli czas "przeczekania" uważałam za zdrowy i normalny. I nie rozumiem nadal ludzi, którzy pchają się w relacje, sami nie wiedzac czy sa już na to gotowi, czy w oóle tego chcą, lub mając nie przerobione bagaże z poprzednich zwiazków - a to u mezczyzn jest wrecz nagminne, tak jak patrzę. Poranieni, popieprzeni, nie wiedza czego chcą, ale i tak pchają sie do jakiejś relacji z kobieta, tylko po to, by nie czuć "samotności". Brrrr.
Podkreśle - wiem, ze nei wszysyc tacy są - ale jak dotychczas miałam takie "szczęście" spotykac właśnie takich. Wcale wczśniej na takich się nie nastawiając.
Kto wie - może dla Ciebie też ktoś jest i się ogarnąć do końca nie może ze swoimi intencjami żeby Cię spotkać, co by współgrało z Twoimi pś wyobrażeniami na temat facetów. 
To, ze mi wywala, nie oznacza, ze mam tylko takie wyobrażenia na temat mężczyzn. To jest ułamek wywałkowy, powstały na skutek dotychczasowych doświadczeń, a nie wcześniejszych przekonań.
A może też będzie w drugą stronę i on właśnie sobie uzdrawia pewne rzeczy i niedługo się otworzy na tyle, że Cię przyciągnie do swojego życia mimo Twoich wywałek.
To jest budzenie nadziei i oczekiwań. Nie chcę w to wchodzić

Nie zamierzam kobinować, ze "moze jest, ale uzdrawia i niedługo się otworzy" i inne pierdu, pierdu tworzące energię oczekiwania i nadziei.
To zbędne. Albo coś jest, albo czegos nie ma. I tyle. Grunt, bym przestała teraz przywiązywac się do tej myśli o braku, puściła ją w końcu, razem z emocjami jej towarzyszącymi - a wtedy będzie mi realnie równie dobrze, czy bede w związku czy w nim nie będę.
Nie zamierzam znów pozwolić, by poczucie braku w tej dziedzinie rozwalało mi inne, jak praca, radośc z podrózy, satysfakcja z twórczości itp - jak to dotychczas bywało.