Ale mnie uderzyło niesamowita myśl. Od pewnego czasu wywala mi destrukcja i dda i wszystko co może. Dzisiaj zrobiłem sobie modlitwę i przespałem się chwilę. Ta zaczołem rozmyślać nas sobą nad swoim dzieciństwem (JAK TO JA MAM ŹLE), dda i brakiem miłości ze strony rodziców, głównie matki. Ona chciała dobrze niekochała mnie tylko wytykała to co złe, narzucała jak coś zrobić jak to powinno być - abym coś w życiu osiągnoł - skutek miało to oczywiście odwrotny. W dodatku powstało coś takiego żeby zostać pokochanym przeba być właściwym i w zasdzie doskonałym, a wczesniej to się nie da no bo jak pokochasz kogoś takim jakim jest. I mnie tkneło, jak półówka odchodziła, to zamiast pokochać i zaakceptować to, to ja stwierdziłem że to nie tak, i chciałem wszystko poprawić, nieakceptując tego co ona robi, no bo jak bym zaakceptował, to przecież on się nie oświeci ze mną tak jak powinno być. Pierwsza intencja nieakceptacji kogoś, bo tylko tak można w nim naprawić to co źle robi, a jak ja zaakceptuje to ... to co to wszystko w rękach tej osoby.
Kurczę jak fajnie jest oczyszczać temat oczyszczać, i nagle jakaś mała (DUŻA) jeszcze intencja/wyobrażenie się trafi które otwiera oczy.
Im dalej tym gorzej - powstało coś takiego że póki nie oświecony to pokochać nie można, z tego wyrosła nieakceptacja, a z niej potępienie i nienawiść. Szerzenie nienawiści i nieakceptacji (destrukcji) w imię oświecania doskonałości.
Odetchnołem z ulgą, nie muszę nienawiścić nie oświeconych, nierozwijających się, nie muszę nieakceptować, co nażniejsze nie musze nic aby sam być akceptowanym czy kochanym. Fajnie ciężko będzie się rozstać z wysiłkiem i straniem się... o miłość, ale w zamian ... hmm miam

Co ciekawe tak jak próbowałem oświecać innych tak samo oświeciałem siebie, czyli będę nienawidził tego żem nie doskonały, aż się oświęcę. Zamiast skupiać się na miłości, to walczyłem z destrukcją, poprzez nienawidzenie jej. No i walenie destrukcją wszędzie gdzie można zapewnione. Nie mogę się z tą myślą oswić, że pokochać siebie od tak tu i teraz, takie proste niby a jednak takie pomieszanie w podświadomości. Nowy dekret jakieś afirmacje, sesje w tym temacie i niedługo nowa jakość doświadczania.
Kilka dni temu jakby do mnie przyszło że mogą być związki tworzone przez osoby dalekie od oświecania, a związki będą oświecające, przez akceptacje tej drugiej osoby. Kochamy i akceptujemy ją, a ona kocha i akceptuje nas, ot takie proste. Że wcale nie musi wywalać na maksa, oczyszczanie i uzdrawiania może przebiegać na spokojnie. Akceptacja to synonim miłości.
wiem że odkrywam na nowo koło, bo większość z was to dawno wie, ale chciałem się pochwalić odkryciem
