Wiecie co, mam podobnie. Tez mi sie nie chce zwiazku z nikim, mysle o moim polowku jeszcze, ale to chyba karma sie dopala jakas, taka koncowka. Poza tym, to zastanawialam sie dlaczego mi sie juz nie chce, i na razie poczulam niechec do spelnienia, to tak ogolnie, nie chodzi tylko o zwiazek, a za to chec doswiadczania emocji, tego wszystkiego co jeszcze we mnie pozostalo do uzdrowienia. Ps wylapala i zaczela odpalac wszelkie emocjonujace obciazenia, ktore na chwile staly sie dla mnie nawet dosc atrakcyjne. Choc przyznam ze sa one juz nie tak emocjonujace, bo to tez jakies pomyje starej karmy. No i wyszlo poczucie bez sensu, jakbym byla w przedsionku, bo karmy juz nie ma az takiej, w jakis mega syf nie wejde, ale Boga tez nie wybiore.
Wzielam soie ametyst do medytacji w lozku i zasnelam, z nim nad glową,na drugi dzien obudzilam sie totalnie polamana i rozbita, a wieczorem wrecz chora, jak na gdype, bole miesni, glowy, oslabienie, choc w sumie nic poza tym.
Draznia mnie wszelkie Boskie energie, czuje jakies pomieszanie i ucisk na koronie i 3m oku. I czuje teraz wyraznie jak ja bardzo nie chce tego Boga i harmonijnego zwiazku. Nawet nie mam ochoty tego uzdrawiać.
Wyszlo, tez ze nie wierze w Boską doskonałość, ze od Boga z daleka, bo on mi zle zyczy i mnie oszuka, zawiedzie. W zadnym razie nie poddawac sie Bogu, a polowek niech sie trzyma z daleka.
No konkret.