A ja jestem ciekawy jak długo będę odwlekał szukanie pracy, czekając na to, aż się wszystko samo zrobi, tak abym nie musiał męczyć z tym całym procesem szukania. W gruncie rzeczy jako, że jeszcze studiuje i to dziennie (co mi w sumie nie ułatwia sprawy, bo nie jestem w pełni dyspozycyjny) to mógłbym to wszystko odwlekać nawet do czerwca przyszłego roku. Wolałbym jednak zająć się tym dużo wcześniej, mając jeszcze ten luz psychiczny, że jak nic nie dostanę, to się nic nie stanie i mogąc sobie pozwolić nawet na darmowe praktyki (choć odrzuca mnie na samą myśl o pracowaniu za darmo). Chciałbym też nie odwlekać niepotrzebnie momentu uwolnienia się z rodzinnego domu, ale coraz bardziej widzę ile to psychicznego wysiłku będzie mnie kosztować - rezygnacja z wielu wygód i stabilnego poczucia bezpieczeństwa (kosztem znoszenia moich rodziców, ale mimo wszystko jakiegoś bezpieczeństwa).
Głupie jest to, że boję się porażki i tego, że w razie czego musiałbym korzystać z pomocy rodziców. Wiem, że z poczucia obowiązku by mi jej udzielili, ale ja nie chce czuć tego poniżenia i być im za cokolwiek dłużny. Wkurza mnie to, że sam czuje się bezsilny i muszę opierać swoje bezpieczeństwo właśnie na rodzicach. Na chwilę obecną czuje się tak, jakbym miał do wyboru jedynie samotną walkę o przetrwanie lub wiszenie na rodzicach - obie opcje są równie słabe, przy czym pierwsza jest bardziej przerażająca i depresyjna. Brakuje mi zdrowego wsparcia, czegoś co dodawało by mi sił i motywacji.
Wczoraj czy przedwczoraj mi się śniło, że miałem swoją własną wyspę na której budowałem różne rzeczy - drogi, budynki - ogólnie tworzyłem coś swojego. No i pewnym momencie zaczął się podnosić poziom wody, a ja nie mogłem nic zrobić, po za patrzeniem jak wszystko jest zalewane i po za ucieczką. Totalna niemoc wobec czynników zewnętrznych robiących wrażenie swoją mocą.
Znowu mi się załączyło fatalistyczne podejście.