Jolanta 16
Teraz podobno jest trudno. Tak słyszałam już od wielu osób. Chyba trudniej niż kiedyś, bardziej się czepiają. Jak moja siostra ok 6 lat temu zdawała to były obowiązkowe 20 godziny, teraz jest 30. Choć jak ona się uczyła to ojciec z nią jeździł na placyk itd. Ona po tych 20-u szła i oblewała, dokupywała lekcje, ale w sumie nie wyjeździła więcej godzin niż 40. Zdała za chyba 5 razem.
Mój brat teraz zdawał i jeździł 30 godz i szedł na egzam, przed egzamem na doszlifowanie, brał po 2-3, zdał za 3m razem.
Moja mam nawet zdała( ale ona mnie nie ocenia).
Ja wyjeździłam 30 w standardzie i zdałam sobie z 3 miesiące temu teorię, a teraz mam już egzam praktyczny. Nie jeździłam autem jakieś 10 miesięcy. Ale i tak wtedy widziałam, że mi dużo do egzaminu brakuje. Uczyłam się w dość niekomfortowych wcześniej warunkach, bo pracowałam fizycznie 8 godz, a potem, lub przed jeździłam codziennie niemal, po 2 godz autem. Wywalało mi wtedy strasznie w tym czasie.
Chodziłam totalnie zmęczona i nieprzytomna. Ja nawet chyba jeździłam często nieprzytomna, tylko moja pś jakoś reagowała w sposób wyuczony w trakcie jazdy;) Szłam dziś na jazdę i nie pamiętałam jak się używa sprzegła, gazu i hamulca, nie pamiętałam świadomie, jak wsiadłam to moja pś pamiętała.
Mam wrażenia że dla moich rodziców, zawsze jest nie dość ciężko, oni jak sadyści są, strażnicy w obozie pracy. Mam teraz uczucie, jakby oni mnie prowokowali( zachęcali jakoś tak na poziomie pś) bym się upodliła, poniżyła, zniszczyła. A oni by mi w tym chętnie pomogli.
Tak to wyglądało. Chciałam zdążyć prawko zrobić przed końcem roku, bo od stycznia miały się przepisy zmienić na trudniejsze, a potem się okazało, że dopiero od przyszłego roku maja wejść.
A mój ojciec jak mówi zdał po 14 godzinach jazdy... a potem miał długo przerwę, aż była sytuacja, ze z Hamburga musiał jechać samochodem. I dał radę. A ja niby taka słaba jestem. Oczekuje ode mnie podobnych akcji, żebym sobie radziła w ekstremalnych warunkach, "dawała radę", zahartowała się itp. Od dziecka byłam rzucana na głęboką wodę, albo do szkoły z mega patologią( były dzieciaki, których całe rodziny siedziały w więzieniu, nawet nauczyciele się bali), bo "co Cię nie zabije to Cię wzmocni", tylko, że mnie zabijało, dlatego mną gardzi.
Ale pytałam znajomych co prawko niedawno robili, to oni bardzo dużo jazd wykupowali, poza tymi 30ma godzinami w pakiecie. Nie zalowali kasy oboje, bo uznali ze chca sie dobrze nauczyć, zdali w sumie on za 1 , ona za 4. Ale jeździli regularnie i bardzo dużo. Sa zadowoleni, bo kupili auto, jeżdżą i czuję się pewnie na drodze.
"Chcialam jezdzic....do dzis lubie, kocham jezdzic- to taka niezaleznosc i poczucie mocy dla mnie. "
Też tak to widzę:-)