Autor Wątek: Praca  (Przeczytany 40569 razy)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-10-16, 12:26:23 »
Jeśli coś jest nieuświadomione, to trudno się tym zająć, bo nie wiadomo czym ;)
Skoro wiesz o co chodzi, a raczej - im lepiej wiesz o co chodzi, tym większe masz możliwości wyboru i tworzenia pozytywnych zmian.
Dobrze by było pożegnać się z tym, co Ci nie służy i zająć tym, co jest dla Ciebie korzystne i najlepsze.
Oczywiście wszelka presja i pośpiech nie są tutaj potrzebne, bo wbrew pozorom tylko hamują postępy...
Dużo ważniejsze od uzdrawiania swojego życia na akord ;) są:
dobrze wybrany kierunek zmian, luz, spokój i konsekwencja :)


Zgadzam się i teraz też to widzę:) Dziękuję wszystkim za wcześniejsze rady i odpowiedzi:) Tak jak pisał wcześniej Tom, musiałam poczuć, że zasługuję na coś dużo lepszego niż rzucanie pracy pod wpływem emocji i ominęły mnie wszystkie nieprzyjemności z tym związane. Musiałam też skonfrontować się z rzeczami, które realnie mnie od wymarzonej pracy odsuwały, a których wtedy nie chciałam zobaczyć.

Sytuacja w pracy skończyła się tak, że przycisnęłam szefową do muru i umówiłam z nią spotkanie. Na początku próbowała się wywinąć i uciec od konfrontacji, ale w końcu udało się ją przekonać. Skończyło się bardzo fajną, szczerą rozmową między nami i mało tego, podwyżką i ustaleniem całkowicie nowych warunków pracy. Pracuję teraz zgodnie z ustaleniami po 5 godzin dziennie minimum, od 8-13,  niezależnie od ilości pracy danego dnia. Jest to korzystne dla mnie, bo mogę na luzie i bez spiny poświęcić swój czas na zlecenia, aby się rozwijać, a kasa mi się nie zmniejsza, bo mam większą stawkę godzinową. Najlepsze jest to, że jeśli danego miesiąca nie będę miała zleceń, nie jest to absolutnie żaden problem żebym zostawała w pracy dłużej i zarabiała sobie tyle ile potrzebuje, więc jestem zabezpieczona. Dodatkowych zadań w pracy nie muszę robić, bo są od tego teraz nowe pracownice, ja mam swoje ustalone z szefową obowiązki. Fajnie wyszło, bo ona sama odetchnęła z ulgą (wyznała mi, że bała się, że się zwolnię z dnia na dzień) i okazała mi dużo wsparcia w związku z moimi planami o których jej opowiedziałam.

Widzę teraz jak niepotrzebnie się szarpałam i jak bardzo nie chciałam docenić tego co mam. Bo to miejsce w którym pracuję tak naprawdę mi teraz sprzyja. I ucieczka od niego, byłaby dla mnie tylko strzałem w kolano. Widzę jak wszystko mi sprzyja w realizacji moich marzeń. Przyszła do mnie jakiś czas temu spora suma pieniędzy, dzięki której mogłam sobie kupić nowy sprzęt do rysowania, spełnić dużą część niespełnionych potrzeb materialnych, mogę lepiej spędzać czas wspólnie z Ukochanym, chodzić na basen czy do kina bez liczenia każdego grosza i korzystać z różnych usług i warsztatów rozwojowych, które nas bardzo rozwijają. To wszystko sprawia, że moja podświadomość przyzwyczaja się do życia na poziomie i widzę, że coraz trudniej wrócić jej do poprzedniego stanu. W pracy czuję się coraz lepiej, znów odeszły dwie osoby, które nieco psuły atmosferę i zrobiło się naprawdę przyjemnie. I nie czuję, żeby mnie to miejsce uzależniało (w końcu). Czuję, że na dany moment jest dla mnie korzystne i to wcale nie oznacza, że się z tego powodu związuję z tym miejscem na zawsze. Coraz więcej ludzi pojawia się w moim życiu, coraz więcej mam wsparcia i miłości od innych. Rozwój i kontakt z Bogiem stały się nieodłączną częścią każdego mojego dnia. Zaczęłam powoli odkrywać nawet swoje talenty duchowe:) Już niedługo w grudniu urodzi się mój piesek, który też będzie spełnieniem moich marzeń. Bóg cały czas mnie wspiera. Poczułam ogromną wdzięczność do Boga i do siebie, że tak wiele dobrych rzeczy mnie spotyka. Ten rok naprawdę mi sprzyja, więc aż niepoważnie jest martwić się takimi głupotkami, jak zmiana pracy.

Pracuję sobie teraz nad otwieraniem serca, bo mi się trochę blokad i nakładek potworzyło. Potem wyszło też tworzenie fałszywego poczucia własnej wartości, więc nad tym również pracuję. I okazało się, że to wszystko ma więcej związku z pracą niż mi się wydawało. Robiłam sobie ćwiczenie, taką rozmowę ze sobą przed lustrem i zapytałam siebie (odnośnie pracy) - Czego tak naprawdę chcesz? Odpowiedziałam, po krótkim zastanowieniu (w kontekście nowej pracy i powodu dlaczego chcę ją mieć) - "chcę czuć się wartościowa...". Uświadomiłam sobie, tak w pełni, że to bzdura, mogę się czuć wartościową i wspaniałą osobą i jako rysownik i jako sprzątaczka, tutaj zawód nie ma żadnego znaczenia. Chciałam udowodnić sobie i innym, że jestem dużo bardziej wartościowa, niż to co sobą reprezentuję. Poczułam jakie to wszystko jest śmieszne:) Nie chcę już szukać swojej prawdziwej wartości na zewnątrz, w uznaniu innych ludzi.

Zadałam sobie więc jeszcze raz to pytanie - Czego tak naprawdę chcesz? Kolejna rzecz, która przyszła to lęk- chcę zarabiać więcej pieniędzy, żeby spełnić oczekiwania innych i nie musieć martwić się, że mi na coś nie wystarczy... Kolejna głupotka:) Konfrontacja z tymi oczekiwaniami i lękami sprawiła, że w końcu zobaczyłam, gdzie popełniam błąd i co mam zrobić. Zapytałam więc siebie - Czego tak naprawdę chcesz? I wtedy z poziomu serca i mojego WJ odpowiedziałam z przyjemnością - Chcę robić to co kocham, z miłości do siebie. Chcę bawić się życiem, chcę żeby nowe wyzwania były dla mnie zabawą.  Chcę  być szczęśliwa i z miłością do siebie każdego dnia podejmować najlepsze dla mnie decyzje. Chcę aby życie, które jest dla mnie zabawą przynosiło mi różne cudowne niespodzianki.

Zrozumiałam, że moje dążenie do wymarzonej pracy nie opierało się tak naprawdę na miłości do siebie, tylko na lękach i oczekiwaniach. Teraz więc już wiem, co mam robić:)
« Ostatnia zmiana: 2016-10-16, 12:31:09 wysłana przez Arwena »

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-09-08, 19:16:08 »
Wymyśliłem ciekawą afirmację dla tych, którzy czują się nieszczęśliwi w swojej obecnej pracy :)

Ja, ... już teraz mogę żyć z pracy, która naprawdę mnie uszczęśliwia :)

maryna

  • Wiadomości: 123
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-08-28, 21:15:28 »
U mnie po uwolnieniu od emocji / przywiązań do danego miejsca pracy pojawiła się fantastyczna energia i otworzyły się całe pokłady innych możliwości, kreowanych z poziomu serca, zniknęły też problemy w danym miejscu, wszyscy zrobili się mili, niektórzy podchodzili z rezerwą i respektem, u niektórych podziw.

Grzes

  • Wiadomości: 521
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-08-27, 21:13:46 »
Ja uwolniłem się w dużej mierze od karmy niewolnika i zaraz potem wyrzucili mnie z pracy.

maryna

  • Wiadomości: 123
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-08-27, 16:04:17 »
Cytuj
pszego. Tylko... właśnie, zostały we mnie jeszcze pozostałości tych lęków i nie wiem czy najlepszym sposobem jest pójść na żywioł, zwolnić się z dnia na dzień i polecieć z nurtem zdarzeń, czy zostać i na spokojnie przyciągnąć sobie coś lepszego... Chociaż ta druga opcja coś nie skutkuje, bo po powrocie do domu maleje mi motywacja, żeby czegoś szukać.

Jak mówił wujek Einstein , nie można robić tego samego i oczekiwac innych rezultatów. Pewnie nie motywacja ci maleje tylko poddajesz się oporom przed np. afirmowaniem. Nie wiadomo czy wogole cokolwiek robisz z podświadomością , afirmujesz lepsza prace czy czekasz aż cie bardziej zmęczy sytuacja i zobaczysz jej bezsens (to też może poskutkować zmianami) ?

Cytuj
Wiem, że JUŻ TERAZ jest dla mnie praca w której mogłabym się albo rozwijać artystycznie, albo chociaż mieć prawdziwą możliwość ćwiczyć umiejętności w wolnym czasie, by otworzyć się na więcej. Praca w której jestem szanowana, doceniana i dostatecznie wynagradzana.

To jest fajne nastawienie, tyle, że potrzeba pogłębić tą świadomość, bo na razie nie masz pojęcia jak i gdzie miałoby się to zrealizować... a do tego punktu trzeba dojść, że widzisz konkretny kierunek. Jeśli faktycznie masz w jakimś stopniu tą świadomość, nie masz aż tak dużo pracy do wykonania, jeśli chodzi o podświadomość. Może wystarczy uwolnić się (uniezależnić emocjonalnie) od danej sytuacji / ludzi w pracy. Osobiście nie widzę innej drogi do zmiany jakościowej jak praca z emocjami (eliminacja ich) i od tego wg mnie najlepiej zacząć, wtedy możesz będąc w obecnej pracy doświadczać pięknych energii związanych z przyszłą sytuacją i wiedząc że to przejściowe doświadczenie brać różne zachowania innych bardzo lekko i ze wspolczuciem dla nich...
« Ostatnia zmiana: 2016-08-27, 20:16:13 wysłana przez maryna »

Tom

  • Wiadomości: 255
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-08-27, 14:03:57 »
Arwena
Uświadomienie sobie obciążających mechanizmów to już połowa sukcesu...
Jeśli coś jest nieuświadomione, to trudno się tym zająć, bo nie wiadomo czym ;)
Skoro wiesz o co chodzi, a raczej - im lepiej wiesz o co chodzi, tym większe masz możliwości wyboru i tworzenia pozytywnych zmian.
Dobrze by było pożegnać się z tym, co Ci nie służy i zająć tym, co jest dla Ciebie korzystne i najlepsze.
Oczywiście wszelka presja i pośpiech nie są tutaj potrzebne, bo wbrew pozorom tylko hamują postępy...
Dużo ważniejsze od uzdrawiania swojego życia na akord ;) są:
dobrze wybrany kierunek zmian, luz, spokój i konsekwencja :)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-26, 13:40:49 »
Arwena

Wygląda na to, że Twoja chęć pozytywnych zmian dotyczących pracy napotyka na opory związane z wewnętrznymi zakazami i wyrzeczeniami dotyczącymi właśnie pracy. Czyli taka walka "chcę i wybieram lepsze" z "nie wolno mi". Im większe chęci, tym silniejszy autosabotaż, który odbija się też na samopoczuciu ciała.

To, że jesteś wartościową osobą jest oczywiste i dlatego zasługujesz na to aby najpierw uwolnić się od oporów związanych z pracą, a następnie realizować się zawodowo zgodnie ze swoim najwyższym dobrem :)

Dziękuję Tom:)

Tak, to prawda, toczę ze sobą walkę i na pewno jest we mnie ten mechanizm "nie wolno mi", nałożyłam na siebie taką presję, że muszę być odpowiedzialna i ciężko mi się poddać, zaufać i dostrzec to co mi Bóg ciekawego oferuje. Wiem, że ten mechanizm jest totalnie bezsensowny, bo i tak zamiast tej odpowiedzialności przejawiałam bezsilność i niezadowolenie, bo mało zarabiam i wykonuję mało ambitną pracę - nawet to że rozwijam się poza pracą i że mam swoje cele podświadomie traciło na wartości. "Jaki ze mnie rysownik, skoro sprzątam kibe". Teraz już wierzę w siebie i swoje umiejętności dużo bardziej, ale potrzeba bycia odpowiedzialną jest we mnie nadal i nie potrafię w tych kwestiach podejść lekko do tematu.

Michał486,

dziękuję, Michał - jesteś fajnym, otwartym, ogarniętym facetem, na pewno zasługujesz na pracę w której mógłbyś się rozwijać i czuć sens i przyjemność z tego co robisz. Trzymam kciuki, żeby Tobie też się sprawnie to poukładało:)

Michał486

  • Wiadomości: 802
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-08-26, 07:45:54 »
Arwena.
Przeczytałem sobie to co napisałaś i mogło to być równie dobrze o mnie. Jestem na podobnym etapie przyszedłem do pracy inny a jestem teraz inny. Choć przez ten czas i praca się zmieniała u mnie na trochę lepszą, ale to jeszcze nie jest to.
Najważniejsze dla mnie to dać sobie cierpliwość by pookładać w sobie pewnie sprawy tak jak trzeba i do przodu.

Arwena wierzę, że będzie dobrze, przejdziesz ten etap, znajdziesz lepsze rozwiązania a może "same" się znajdą.

Tom

  • Wiadomości: 255
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2016-08-25, 23:10:37 »
Arwena

Wygląda na to, że Twoja chęć pozytywnych zmian dotyczących pracy napotyka na opory związane z wewnętrznymi zakazami i wyrzeczeniami dotyczącymi właśnie pracy. Czyli taka walka "chcę i wybieram lepsze" z "nie wolno mi". Im większe chęci, tym silniejszy autosabotaż, który odbija się też na samopoczuciu ciała.

To, że jesteś wartościową osobą jest oczywiste i dlatego zasługujesz na to aby najpierw uwolnić się od oporów związanych z pracą, a następnie realizować się zawodowo zgodnie ze swoim najwyższym dobrem :)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-25, 23:07:44 »
Cytuj
Arwena
Gwiazdko, jak muszka pisze, chyba najlepszym wyjściem na teraz byłaby modlitwa o Najlepsze rozwiązanie, żeby Bóg pokazał Ci, co ma dla Ciebie najfajniejszego na chwilę obecną w kwestii zarabiania, na pewno jest coś lepszego niż ten hotel! :)

Indra, Kochana dziękuję;) Jestem tego coraz bardziej pewna odkąd odkryłam swoją wewnętrzną moc i teraz jeszcze dostrzegłam moją prawdziwą wartość, muszę jeszcze to wszystko ugruntować i zaufać, że będzie już tylko lepiej:)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-25, 23:02:54 »
Lilliole,

dziękuję, wsparcie jak najbardziej się przyda :) Na pewno to sobie poukładam, ale przez te emocje, które teraz ze mnie wychodzą potrzebowałam trochę z siebie wyrzucić i sobie myśli poukładać. Przy okazji a nóż widelec jakaś ciekawa inspiracja od kogoś przyjdzie;)

muszka91

Haha:D Nadwrażliwość miałam tylko przy tym jednym zębie z wypełnieniem, właśnie dlatego, że plomba była źle założona. Nigdy wcześniej mi się to nie zdarzyło. Nie mogłam przez jakiś czas spokojnie gryźć tym zębem, uspokoiło się od stosowania pasty na nadwrażliwość, aż w końcu pół wypełnienia mi wypadło po 3 miesiącach, jak zaczęło mi wywalać:P Chirurga mam już umówionego na wrzesień, ta ósemka wyszła mi już dawno, ale przypadkiem ze zdjęcia dowiedziałam się, że leży tak, że trzeba ją usunąć. Nie boli mnie, ale uciska mocno korzeń siódemki. W pierwszym momencie spanikowałam, bo bałam się zawsze lekarzy i nie kreowałam sobie nigdy żadnych zabiegów i na samą myśl byłam przerażona. Teraz jednak oswoiłam się z tą myślą i no cóż... będę musiała to przeżyć:D

Co do pracy, modlę się bardzo dużo o najlepsze rozwiązania dla mnie na teraz, o oczyszczenie intencji i zwrócenie wolności sobie i osobom pracującym ze mną w hotelu. Nie chcę się poddawać emocjom i działać z ich poziomu... Chociaż od trzech dni jestem momentami na skraju:D Widzę jednak, że się oczyszcza i cóż... Modlę się i czekam na rozwój wydarzeń. Najlepsze jest to, że przyciągnęłam sobie ostatnio sporą sumę pieniędzy i wiem, że nic się nie stanie jeśli zostanę na jakiś czas bez pracy. Ale boję się braku stabilności, tej niepewności, że nic ciekawego dla siebie nie znajdę. Wierzę i czuję coraz bardziej, że coś fajnego dla mnie jest, ale coś jeszcze trzyma i nie mogę puścić do końca... Swoją drogą na warsztatach było ćwiczenie z odnajdywaniem i odpuszczaniem napięć w ciele i wiele mi siedziało w rękach. Teraz mnie nadgarstek strasznie boli, wcześniej całe ręce, tyle miałam tego napięcia.

I dziękuję za wsparcie i miłe słowa:)

Indra

  • Wiadomości: 2 440
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-25, 22:44:41 »
Arwena
Gwiazdko, jak muszka pisze, chyba najlepszym wyjściem na teraz byłaby modlitwa o Najlepsze rozwiązanie, żeby Bóg pokazał Ci, co ma dla Ciebie najfajniejszego na chwilę obecną w kwestii zarabiania, na pewno jest coś lepszego niż ten hotel! :)

muszka91

  • Wiadomości: 668
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-25, 21:57:34 »
Arwena...
widzę,ze jestesmy na ten moment w tym samym miejscu..zębami:D też mi wyszła chirurgicznie osemka i mam problem z nadwrażliwością zebów :) także tego.. tez się boję i na razie się nie śpieszę z tą osemką na oddział ;)
a wracając do sedna sprawy;) też pracowałam z ludźmi , z którymi ewidentnie nie było mi po drodze.. miałam problem z kierowniczką ,która słabo tłumaczyła pewne sprawy i lubiła się pośmiać z tego,ze nie radzę sobie z niektórymi czynnościami w pracy (które notabene nie zostały mi pokazane). W tamtym etapie byłam mega zahukana itd ;-) ale tak miałam dosyc,ze wytrzymałam tam tylko 2mce. Powiedziałam jej szczerze co mnie bolało, co mi się nie podobało i położyłam wypowiedzenie. Po 4 miesiącach znalazłam pracę , w której jestem od pół roku i ;) kolorowo nie było , ale mam bardzo fajną szefową , więcej zarabiam i jest o niebo lepiej; ))
Wiesz moze modlitwa do Boga pomoże.. żeby dał Ci pracę , w której będziesz się mogła rozwijac, na spokojnie itd:) jakoś tam sobie ułożysz bo ja ekspertem nie jestem ;) tak czy siak wspieram i ... niech się ułoży dla Ciebie najkorzystniej zgodnie z ND ;)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-25, 19:16:02 »
Arwena,
nie wiem co Ci na ten moment doradzić, ale wspieram.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-08-25, 18:47:56 »
Proszę o wsparcie, tudzież radę, inspirację;) Od poniedziałku mieli mnie strasznie w tematach pracy. Byłam w weekend na warsztatach u Kingi Roszczyniały o związku ze sobą i związkach z ludźmi. Zawsze po takich spotkaniach mam powera do pracy nad sobą i dużo ciekawych efektów, otwieram się na ludzi, przychodzą do mnie cudowne niespodzianki, wiele się uzdrawia, a teraz z kolei mocno ruszyło się z pracą.

Na warsztatach uświadomiłam sobie jaką wartościową jestem osobą, poczułam że naprawdę siebie lubię i że inni ludzie również odbierają mnie bardzo pozytywnie. Doznałam lekkiego szoku, bo mimo dużych zmian jakie we mnie zaszły szczególnie przez dwa ostatnie lata, przywykłam do pewnego obrazu siebie w swojej głowie i nie chciałam do końca zauważyć jaka jestem wyjątkowa i jak ogromne postępy zrobiłam.

I wszystko super - jestem wyjątkowa, wartościowa, doceniana przez innych, ale życie znowu zaczęło mi się wywracać do góry nogami:p Cieszę się bardzo, jednak nastąpił dla mnie najtrudniejszy moment, żeby się z tymi zmianami w końcu skonfrontować. Od poniedziałku czuję się fizycznie i psychicznie jak zombie, bolą mnie mięśnie, nadgarstki odmawiają posłuszeństwa. Odpuściłam w sesji sporo kontroli, spinałam się strasznie, bo cały dzień nie chciałam pewnych rzeczy puścić. Dzieją się też dziwne rzeczy z moimi zębami, jakaś nadwrażliwość, ósemka mi wyszła do wycięcia chirurgicznie (a się boję takich rzeczy), z wrażenia nowa plomba mi nawet wypadła:P Nie wiem czy to ma związek, ale to też mnie teraz męczy.

Od wtorku każdy dzień w pracy zaczyna się bardzo emocjonalnie, czuję się jak tykająca bomba czekająca na odpowiedni moment, żeby wybuchnąć. Kiedy udaje mi się uspokoić, dalej czuję, że to już po prostu mój koniec tutaj. Przyszłam do tego hotelu z niefajnymi intencjami i po niecałym roku miałam tak dość, że szukałam intensywnie innej pracy. Wtedy rozpętał się ten pożar w moim domu i przez jakiś czas nie miałam głowy na zmianę pracy a hotel stał dla mnie otwarty. Dziewczyny przyjęły mnie ciepło, poznałam wtedy dziewczynę z którą się zaprzyjaźniłam, zmienił się prawie całkowicie skład grupy, atmosfera się mocno poczyściła, zaczęłam rysować, rozwijać się w tym, sama się bardzo pozmieniałam, ludzie mnie tam bardzo polubili - i tak minęły mi dwa kolejne lata. Czuję, że to już czas dla mnie, że już nic mnie nie trzyma w tym miejscu, oprócz pozostałości lęków przed zmianą.

Wszystkie emocje odpaliły się kiedy na dzień dobry koleżanka pokazała mi listę dodatkowych zadań do zrobienia, którą szefowa stworzyła, bo "księżniczki są tutaj tylko od sprzątania". Nie podoba jej się to, że kończę wcześniej i idę do domu rysować (mimo że się z nią na taki układ umawiałam) i z tego właśnie tytułu zostałam nazwana "księżniczką". Ona oczywiście nie powie mi tego wszystkiego wprost, jest dla mnie zawsze nad wyraz miła, czasem aż do porzygu, a jak coś jej się nie podoba to mówi to za plecami i później się tego wypiera. Nie wspominając już o moim całkowitym braku motywacji do wykonywania jakichkolwiek obowiązków, bardzo niskich zarobkach nieadekwatnych do wymagań i ocenianiu oraz traktowaniu przez nią pracowników jak popychadła i służące.

Czując tak silnie swoją wartość i wyjątkowość poczułam jak nigdy wcześniej, że mam dość takiego traktowania. Mentalnie już się zwolniłam  z tej pracy, czekałam tylko aż szefowa przyjdzie i będę mogła jej wszystko wygarnąć. Kiedy przyjechała, atmosfera była tak napięta i gęsta, że powietrze można było ciąć nożem, ona to czuła i unikała mojego wzroku, chowała się po kątach, a na drugi dzień jak już ochłonęła, była dla mnie jak zwykle milusia, jakby udawała że nic się nie dzieje. Jestem karmicznie związana z całym tym miejscem i osobami tam pracującymi, szczególnie z szefową właśnie, ona pełni funkcję mojej karmicznej matki. Wiele pouzdrawiałam, ale widzę że ona dalej chce mnie przy sobie zatrzymać. Tej nocy przyśniła mi się, czułam jakbym mentalnie się od niej odrywała. Ona to czuje, dlatego też przyjmuje taktykę podlizywania się, albo całkowicie ucieka przed konfrontacją.

Nie chcę podejmować decyzji pochopnie, nie chcę robić z tego wielkiej dramy i scen rzucania szmatą i odchodzenia z dnia na dzień. Chcę spokojnego przejścia do lepszej pracy, ale jednocześnie mam ochotę iść za ciosem i nie chcę pozwolić na to, aby znów coś sprawiło, żebym w tej pracy jednak została.

Tłumaczyłam sobie, że ta praca tymczasowo jest fajna, bo mam w niej elastyczny grafik i mogę resztę dnia poświęcać na moje pasje i na rozwój, żeby wykreować sobie pracę marzeń. Prawda jest taka, że od długiego czasu przychodzę do domu zmęczona i fizycznie i psychicznie i nie chce mi się starać, często nie chce mi się rysować, szukać zleceń, wykonywać ich... Czuję, że rozwijam się zbyt wolno, że mogłabym osiągać dużo lepsze efekty, gdybym nie musiała chodzić do tej pracy, jakby wyżerała ze mnie mój potencjał.

Trafiłam do tego miejsca jako zdepresjonowana, odepchnięta dziewczyna z bardzo niską samooceną, dziś jestem zupełnie kimś innym, a nadal pracuję w tym miejscu, mimo że już dawno do niego nie pasuję. Wiem, że dziś szukając pracy miałabym dużo więcej pewności siebie i znając swoja wartość siłą rzeczy znalazłabym coś dużo, dużo lepszego. Tylko... właśnie, zostały we mnie jeszcze pozostałości tych lęków i nie wiem czy najlepszym sposobem jest pójść na żywioł, zwolnić się z dnia na dzień i polecieć z nurtem zdarzeń, czy zostać i na spokojnie przyciągnąć sobie coś lepszego... Chociaż ta druga opcja coś nie skutkuje, bo po powrocie do domu maleje mi motywacja, żeby czegoś szukać.

Wiem, że JUŻ TERAZ jest dla mnie praca w której mogłabym się albo rozwijać artystycznie, albo chociaż mieć prawdziwą możliwość ćwiczyć umiejętności w wolnym czasie, by otworzyć się na więcej. Praca w której jestem szanowana, doceniana i dostatecznie wynagradzana. Nie dawałam sobie tak do końca przestrzeni, aby te możliwości do mnie przyszły. Zaczynam w końcu odkrywać tą przestrzeń i póki co zamiast zaufania, czuję zagubienie...
« Ostatnia zmiana: 2016-08-25, 18:54:18 wysłana przez Arwena »