Autor Wątek: Interpretowalnia snów :)  (Przeczytany 69396 razy)

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2017-11-07, 19:25:09 »
Lillione
Jaki miły sen. Cieszę się, że odprowadziliśmy ciebie na dworzec:)
Twoja podświadomość jest kontaktowa w tworzeniu transformujących scen i metafor.


Ostatnio znajomy  opowiedział mi rozwojowy sen, w którym też byłam jedną z postaci. Pełniłam w nim rolę "Świadomości, która się troszczy".
Podoba mi się taka rola:)


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-11-07, 11:41:46 »
To mi się kojarzy metaforycznie z zasiedlaniem czyjejś podświadomości swoimi negatywnymi wzorcami, żeby ten ktoś ponosił skutki "trupa w domu", gdy lokator chce mieć korzyści czyimś kosztem.
To nie musi być jeszcze opętanie, jednak dość częsty mechanizm zasiedlania czyjejś podświadomości przez dominującą osobę. Jak dziki lokator, co śmieci trzyma w czyimś domu, a u siebie i dla siebie ma pięknie i czerpie z tego korzyści.

Lepiej bym tego nie ujęła.
Musiałam to zobaczyć w tak jasno i wyraźnie i potrzebowałam, żeby mi to ktoś z zewnątrz powiedział, żeby podjąć decyzję.
Żeby pozwolić Bogu uzdrowić to do końca.
Dziękuję Sylvia.

I śniłaś mi się dzisiaj nad ranem. Opowiadałaś o tym co fajnego robiłaś niedawno. Byłas szczęśliwa i radosna.
Był jeszcze z nami jakiś chłopak. Ja jechałam gdzieś pociagiem, a wy mieliście te gdzieś iść, ale w sumie poszliście mnie odprowadzić. Sen skończył sie na dworcu  - bo córka mnie obudziła.

Z tymi pociągami to też ciekawe, bo niedawno jakoś tak do mnie przyszło, że jadę pociągiem, ale że w jakis sposób została przestawiona zwrotnica i pociąg wjechał na inny tor. I poczułam, że nadal jadę w tę samą stronę, ale juz jestem na innym torze. Te tory póki co biegną równolegle do siebie i wszystko wygląda jakby się nic nie zmieniło, ale to jest inny tor. I za jakiś czas one się rozjadą. 

Sylvia

  • Wiadomości: 2 128
  • Płeć: Kobieta
    • www.sylwiawolf.com
  • Sylwia A. Tender Wolf - terapeuta, trener EFT, Instruktor Theta Healing, Regreser, Matryca Energetyczna, Bars, więcej www.sylwiawolf.com Artykuły: http://www.ezosfera.pl/sylwiawolf/artykuly
  • Status: Ekspert
[#]   « 2017-11-06, 22:39:49 »
przetrzymywala tego trupa w naszym domu,
jak zwykle nie powiedziała nic jasno tylko mialam się domyśleć, żeby tego trupa nie ruszać i nikomu nie mówić, bo ona dzieki temu dostanie to co wg niej sie należy,

To mi się kojarzy metaforycznie z zasiedlaniem czyjejś podświadomości swoimi negatywnymi wzorcami, żeby ten ktoś ponosił skutki "trupa w domu", gdy lokator chce mieć korzyści czyimś kosztem.
To nie musi być jeszcze opętanie, jednak dość częsty mechanizm zasiedlania czyjejś podświadomości przez dominującą osobę. Jak dziki lokator, co śmieci trzyma w czyimś domu, a u siebie i dla siebie ma pięknie i czerpie z tego korzyści.




Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-11-06, 15:34:00 »
śnił mi sie trup, w trumnie, w przedpokoju,  tak jakby już kilka dni leżał,
to bylo w niby w moim domu, ale to był inny dom, jakiś stary, jakby z przeszłości
tym trupem był mlody człowiek, ktorego nikt nie chciał pochować, bo nie miał rodziny i coś zlego robił, w ogóle był raczej złym człowiekiem
powiedzialam matce że może zadzwonić po policję niech go zabiorą
wyszliśmy z tegu domku i szlysmy ulicą a wtedy ona coś zaczela mówić ze: "w tym domu się wychowywala" - chodzilo o jakis inny dom, ktory chciala dostać w spadku i dlatego przetrzymywala tego trupa w naszym domu,
jak zwykle nie powiedziała nic jasno tylko mialam się domyśleć, żeby tego trupa nie ruszać i nikomu nie mówić, bo ona dzieki temu dostanie to co wg niej sie należy,

może ten sen jest dlatego, ze obejrzałam niedawno kilka horrorów - czego nigdy nie robię ale teraz potrzebowałam

turbogluten

  • Gość
[#]   « 2017-10-29, 13:43:43 »
Ostatniej nocy musiałem stoczyć niesprowokowaną przeze mnie walkę z użyciem laserów, emitujących podczerwień dużej mocy. Z wynikiem zadowalającym.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-09, 19:56:32 »
A ja tak sobie właśnie myślałam, żeby nie rokminiać tego całego Yin i Yang (w kontekście męskości i kobiecości), bo to mogą być zwykłe ograniczenia umysłu wynikające z jakichś tam obserwacji natury, ale wnioski mogą być błędne. A jeśli tak jest, to narastały one przez lata i teraz już trudno odkryć prawdę. A może wcale nie trudno?
W każdym razie pójdę tym tropem i zobaczę, co będzie.

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-10-09, 19:50:34 »
Yin to jest ukryta siła jak żelazo owiniete w miekką bawełnę.Kobiety są yin i w gruncie rzeczy są silniejsze .Na pozór uległe i bezbronne .W gruncie rzeczy to one rządzą i wiedzą czego chcą .Mówi się ,że szyja kręci głową i bardzo często tak się dzieje.
Też czasem to idzie w zły biegun bywają przebiegłe ,wyrachowane i egoistyczne.
Wydaje mi się ,że w dzisiejszym świecie zachodnim to się zmienia bo dziś siła i przetrwanie to pieniadze a kobiety mogą otwarcie to zdobywać i coraz częściej im to idzie nawet lepiej niż mężczyzną więc stają się męskie.
Takie moje luźne refleksje zainspirowane poprzednim wpisem ale się do niego nie odnoszące.

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-09, 14:10:55 »
Do tego poniższego chciałam jeszcze dodać, że poddanie się temu gryzieniu, to rozluźnienie, przyjęcie tego.
To nie uciekanie, ani nie reagowanie złością, tylko rozwiązywanie problemu: artykułowanie swoich racji, przedstawianie swojego punktu widzenia, mówienie o tym, co czuję, co moim zdaniem jest nie tak (co zrobił źle, jak przekroczył moje granice) i domaganie się poszanowania swoich praw. I bycie konsekwentną.

Jest jeszcze coś. Dziś to sobie uświadomiłam (gdy przyjechali podłączyć mi prąd).
Otóż ja jestem za bardzo Yang, a nie mam w sobie Yin (na to pierwszy raz zwróciła mi uwagę kobieta prowadząca kurs TCM, mój pierwszy). Jestem za bardzo aktywna, kocham działać, źle znoszę pasywność, sam koncept poddania się jest dla mnie dziwny i obcy.
A jak wiadomo te cechy tradycyjnie wiązane są z męskością, a odwrotne z kobiecością. Jedynym słowem kobiecość jest dla mnie dziwna i obca. Nie wiem, jak być równoprawną partnerką dla swojego męża.
Nic dziwnego, nie zostałam nauczona tego w domu, nie miałam skąd zaczerpnąć przykładu. A poza tym pozostaje jeszcze kwestia poprzednich wcieleń, gdzie głównie przerabiałam wzorce męskie, no może nie tyle "głównie", co na pewno nauczyłam się i w praktyce poznałam czym jest zdrowa męskość (to znaczy tak to czuję). A zdrowej kobiecości nie znam i nie wiem, z czym to się je. I stąd takie różne chocki klocki.
W związku z tym czuję, że dużo łatwiej byłoby mi być mężczyzną. Duuużo. Wiedziałabym, co robić, jak reagować, itd. itp. Zresztą od dziecka lepiej się czuję i mam predyspozycje do typowo męskich zawodów, czynności (np. typowo technicznych), itd. Nigdy nie musiałam się tego uczyć (bo też nikt mnie tego nie uczył), po prostu wiedziałam jak to się robi.

To nie znaczy, że chciałabym być facetem. O nie, kobiecość jest dla mnie szalenie atrakcyjna i nie zamieniłabym się z nikim na płcie :P No ale kobietą trudno jest mi być.
Mój mąż ma to samo, tylko w odwrotną stronę. Wielokrotnie rozmawialiśmy o tym, że gdybyśmy zamienili się płciami, to żyło by nam się inaczej, dużo prościej. Tak czuje, że on ma do mnie nawet (nieświadome, a czasem nawet świadome!) pretensje, że to ja jestem kobietą, a nie on. I czuje się w związku z tym pokrzywdzony.

No więc ja nie wiedziałam, jak być kobietą, partnerką, więc realizowałam fałszywą wizję tego, czyli ulegałam mu we wszystkim, a zwłaszcza w tym, w czym czułam się silniejsza.
No a on nie wiedział, jak być równoprawnym partnerem dla mnie (bo też nie wie na czym polega zdrowa męskość), więc realizował chorą wizję tego - chciał nade mną dominować, a tak naprawdę się z tym męczył, tak jak ja ze swoją uległością.

Dobra, to wiem już na pewno, że kobiecość (bycie kobietą) nie polega na uległości.
To na czym polega?
Muszę to rozkminić, bo sczeznę ;))

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-08, 23:53:24 »
I jeszcze coś takiego - "ta puma wgryzła mi się w rękę. To było straszne. Ja postanowiłam nie wyrywać się, tylko poddałam się, pogodziłam się z sytuacją, rozluźniłam się. I wtedy kot puścił rękę. Odeszłam w spokoju, bo mnie zostawił. Rękę miałam pogryzioną i pomyślałam, że zostaną ślady.
No więc jak sobie poradzić z zagrożeniem? Nie walczyć, poddać się. Wtedy odejdzie".
I na końcu dałam wiele pytajników ?????? Bo chyba nie wiedziałam, jak to interpretować. Teraz mam pewne podejrzenia, ale jest to dla mnie jeszcze nie do końca jasne.

Jeśli ktoś to czyta i ma jakieś pomysły (odnośnie tego, jak sobie radzić z zagrożeniem), to proszę o interpretację :)
No albo niech do mnie samej przyjdzie właściwa interpretacja, otwieram się :D

Już wiem :)))
W rozwiązaniu nieświadomie pomógł mi mąż. Dziś cały dzień było ok, ale raz złapało go "stare". I ja najpierw sie złościłam, a potem byłam tak zniechęcona, że chciałam uciec.
Powiedziałam mu to, a wtedy on odparł: "A ja się cieszę, że dziś to wyszło, bo pogadaliśmy o tym, co robię źle i dlaczego to robię, mogłem to sobie rozłożyć na czynniki pierwsze, mogłem to przemyśleć i mogę to zmienić (bo wiem, co)".
I wytedy mnie olśniło.
Bo on właśnie powiedział o tym, że to, że pozwoliłam mu się ugryźć przyniosło korzyść, że dzięki temu mógł coś zrozumieć i będzie mógł to zmienić i przestać gryźć (bo on tego nie chce robić).
Tak jak we śnie - kiedy przestałam walczyć, kiedy poddałam się szczękom, zwierzę odpuściło i odeszło.

Cieszę się ogromnie :)))

No a M. podsumował to po swojemu: "Czasem warto postawić na Tolka i jego Banana" ;)))

Facilite

  • Gość
[#]   « 2017-10-08, 21:10:18 »
Postanowiłam opisać tutaj mój dzisiejszy sen i jego interpretację, choć zazwyczaj opisuję to w swoim senniku. No ale ten jest związany ze wstydem, a wstyd najlepiej przepracowuje się mówiąc głośno o tym, czego się wstydzi.
Nie chcę się wstydzić siebie, nie chcę się wstydzić tego, co przeżyłam (swoich doświadczeń), chcę o tym mówić, albo nie, ale to ja zawsze chcę decydować o tym, a nie żeby decydował za mnie wstyd czy inny uwewnętrzniony przymus.

Śniło mi się, że nasi sąsiedzi stali się nagle bardzo aktywni, zaczęli zaglądać nam do mieszkania, a potem sprowadzili znajomych, którzy okazali się moimi znajomymi, a raczej był to mój kolega ze studiów doktoranckich z żoną. Po jakimś czasie sąsiedzi odeszli, a znajomi weszli do mojego mieszkania. Usiedli w pokoju z moim mężem, a ja byłam w łazience i gorączkowo zmywałam potworny syf ze ścian i sprzętów. Całe mieszkanie było tak brudne, że aż oblepione z syfu (np. na pościeli była gruba warstwa czarnego brudu). Ja się potwornie wstydziłam, nie wiedziałam jak ja wyjdę z tej łazienki i czy w ogóle zdołam wyjść.
Wstydziłam się też tego, że mam małe mieszkanie, jednopokojowe, a tu takie państwo przyszło.

Ten kolega ze studiów pojawił się tam nieprzypadkowo. To był w sumie dość bliski (jak na tamtejsze relacje) kolega. Robiliśmy doktorat u tego samego promotora. On Jest doradcą podatkowym, a wcześniej pracował w Izbie Skarbowej. Jego pewność siebie nie była zasłoną dymną, ale wynikała z autentycznej wiary w siebie i realnej oceny rzeczywistości (m.in. swoich możliwości). Facet po prostu miał klasę (a nie tylko klaser z suszonymi robakami ;p).
Kiedyś konkurowaliśmy o stypendium doktoranckie i kiedy rozmawialiśmy o naszych szansach on oceniał swoje bardzo wysoko (co nie znaczy wcale, że umniejszał moje. Nie, wręcz przeciwnie, moje też wysoko oceniał. Wiedział, że stanowię dla niego nie lada konkurencję). Pamiętam, z jakim szacunkiem na mnie patrzył, gdy dowiedział się, że to jednak ja wygrałam. Myślał sobie (wiem, bo potem mi mówił), że wygrałam, bo musiałam być lepsza od niego, a on cenił się naprawdę wysoko (bo też i miał ku temu powody).
I teraz we śnie taki człowiek zobaczył, w jakim ja syfie żyję i w jak czarnej dupie jestem!
Syf=bycie ofiarą przemocy, to że na to pozwalałam tak długo.
Gdy dopuściłam to uczucie, czułam się jak nic nie warta kupa gówna.

Drugi motyw z tego snu (który pojawia się dość często w moich snach) to wstyd za to, że moje mieszkanie jest małe (kawalerka). Kiedy ten kolega wszedł tam z żoną, to nie mógł się nawet tam pomieścić z tym całym swoim majestatem ;)

Jest to realny wstyd z mojego życia.
Jako dziecko mieszkałam w kawalerce. To ponoć było tak, że miało to być mieszkanie tymczasowe, ojciec zgodził się na nie pod nieobecność matki (była w szpitalu, gdzie rodziła mnie), ale stało się naszą codziennością na wiele, wiele lat.
Ojciec nie widział problemu (bo to wystarczająca ilość miejsca dla 3 osób), a matce było to na rękę, bo mogła wykorzystywać ten fakt do wyżywania się na nim: "Jak mogłeś zgodzić się na coś takiego, co z ciebie za mężczyzna, skoro nawet o rodzinę nie potrafisz zadbać". Bo też nie faktycznie nie potrafił. Nie potrafił zadbać nawet o samego siebie, a co dopiero o rodzinę. Umiał tylko uciekać w alkohol i ksiązki (no może jeszcze coś potrafił, ale nie o tym tutaj).
W każdym razie mieszkaliśmy w tej ciasnocie i to był zawsze dla mnie powód do wstydu przed innymi dziećmi. Gdy czasami zdradzałam się z tym przed nimi (miałam niestety tendencję do zbytniej prawdomówności), to one nie mogły się nadziwić i patrzyły na mnie z pogardą.

Inna sprawa jest taka, że teraz też moje mieszkanie to kawalerka. I też miał to być stan przejściowy, bo kupiliśmy działke budowlaną i mieliśmy budować dom, więc nie było sensu zmieniać mieszkania na większe. Ale ten stan przejściowy trwa już długi czas. Z różnych dziwnych względów, m.in. dlatego, że mąż nie chce spuszczać mnie z oczu. Powiedział mi kiedyś, że nie chce mieć domu, bo gdy go wybudujemy, to ja będę na górze, on na dole i nie będziemy się widzieć. A jak wiadomo, on musi mieć mnie stale pod kontrolą.
Mamy co prawda dom na wsi, ale jest on mały, a poza tym mąż stale za mną chodzi, sprawdza co robię i nagabuje, żebym była tam, gdzie on (gdy jest na podwórku, to chce żebym też wyszła).
A gdy kiedyś powiedziałam, że chciałabym mieć swój pokój (bo nigdy nie miałam, tzn. miałam, ale bardzo krotko) i własną łazienkę (teraz wiem dlaczego, bo we wspólnej to on rządzi i zawsze cos robię nie tak, np. źle odkladam pastę do zębów, czy inne gówno), to spojrzał na mnie tak, jakby mnie chciał zabić i obraził się na długo.

Wracając do snu.
Wstydzę się, w jakich warunkach mieszkam obecnie, że mieszkam w kawalerce.
[Może i ma dość wysoki standard, w odróżnieniu od nieremontowanego (też z różnych dziwnych względów) domu na wsi, ale to nadal pokój z kuchnią.]
Mieszknie w kawalerce jest dobre, ale jak sama nazwa wskazuje - dla kawalera, a ja kawalerem nie jestem. No albo jeśli komuś to wystarcza i lubi takie małe mieszkania. Wtedy to jest ok.
Ale mnie to nie zadowala. W ogóle nie zadowala mnie mieszkanie w bloku, a co dopiero takie małe.
Chcę mieć duży dom i własną przestrzeń. A tych potrzeb nie zaspokajam.
I tego się wstydzę, że nie zaspokajam własnych potrzeb, choć wiem że potrafię, że mnie na to stać. A nie zaspokajam, bo poddaję się (jak bezwolna lalka) lękom i chorym pomysłom mojego męża.

Zajrzałam sobie do ostatniego snu opisanego w moim senniku (dokładnie sprzed miesiąca). Był o pumie w moim ogrodzie. Ta puma mnie ugryzła (bo tylko ja nie zdążyłam uciec, bo chciałam coś ratować). Interpretacja: "Ta puma była na moje życzenie w moim ogrodzie. Po co trzymać pumę? Znów sama pozwalam się gryźć. Niby uciekam, niby nie chcę, ale to ja ją trzymam w ogrodzie".
Teraz widzę, że ta puma to mąż. Ogród to dom. A ja, na własne życzenie pozwalałam się gryźć. Inni uciekli wtedy przed nią, a ja chciałam coś ratować, więc zostałam. Myślę, ze to chodziło o męża, o dziecko w nim. Chciałam je uratować. Ale ja nie jestem od tego. On ma siebie.

I jeszcze coś takiego - "ta puma wgryzła mi się w rękę. To było straszne. Ja postanowiłam nie wyrywać się, tylko poddałam się, pogodziłam się z sytuacją, rozluźniłam się. I wtedy kot puścił rękę. Odeszłam w spokoju, bo mnie zostawił. Rękę miałam pogryzioną i pomyślałam, że zostaną ślady.
No więc jak sobie poradzić z zagrożeniem? Nie walczyć, poddać się. Wtedy odejdzie".
I na końcu dałam wiele pytajników ?????? Bo chyba nie wiedziałam, jak to interpretować. Teraz mam pewne podejrzenia, ale jest to dla mnie jeszcze nie do końca jasne.

Jeśli ktoś to czyta i ma jakieś pomysły (odnośnie tego, jak sobie radzić z zagrożeniem), to proszę o interpretację :)
No albo niech do mnie samej przyjdzie właściwa interpretacja, otwieram się :D
« Ostatnia zmiana: 2017-10-08, 21:14:43 wysłana przez Facilite »

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-22, 23:16:26 »
Frisky
Dzięki.
To tylko sen ale warto by żyć choćby tylko dla doświadczania takich snów ;)

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-15, 00:01:22 »
ontoja
czyli skończył ci się ten trudny okres w życiu?  : )

ontoja

  • Wiadomości: 1 228
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-09-14, 16:49:22 »
Niedawno miałem chyba  najwspanialszy sen w moim życiu :)

dżonny

  • Gość
[#]   « 2017-09-13, 11:27:11 »
Nie ma tak, że nic się nie śni, po prostu się nie pamięta... sen jest każdej nocy.

Wilson

  • Wiadomości: 774
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2017-09-13, 10:22:13 »
Był czas, że nie śniło się nic. Od kilku dni wiem że snie duzo ale pamietam tylko ostatnie scenki sprzed pobudki. Tydzień temu -po masie sekwencji, trafiam do białej , strzeliście wysokiej komnaty, rozświetlonej jak mleczna żarówka i ze znajomych osob widzę moją siostrę a tak poza tym panuje klimat pakowania, w pośpiechu, ja jak zwykle ani nie mam ciuchów ani walizek, ktoś mówi to pakuj jego, niby króla :D tego jasnego jak świetlówka, schylam się a tam jeden na drugim leżą podkoszulki, męskie, zamiast walizek widzę plasitkowe, przezroczyste pudła jak z Tesco, myślę sobie co jest grane, patrzę na tego jegomościa a to Donald Trump :D , szykuje się do wojny, jak to ku... do wojny się pytam a niby z czym? z tymi podkoszulkami? no i ktoś pokazuje mi dłoń a na niej zielone różyczki z brokuła :)) a obok dwie mandarynki już nie pamiętam czy rozłupane czy nie i taki tekst, ( w międzyczasie widzę pole walki ale wciąż stoimy w tym niby pałacu) że z tego zielonego na tej łysej połaci rozstawimy las ( i widzę jak jak powstaje las jak kopiuj wklej) a to pomarańczowe to będą nie pamiętam już co(wojsko chyba), patrzę z boku na siostrę szukając potwierdzenia i sensu w tym a ona z charakterystyczną sobie miną pół na pół serio, mówi -no tak. I budzę się.

A dzisiaj urywek, który wciąż widzę to stoję w korytarzu pół zwykłym mieszkaniowym, długim  a w zakręcie kamienny elemement rzeźbiony od podłogi do sufitu, szary kamień , wzory jak u elfów albo Celtów albo jakichś dawnych ludów, dotykam to i mówię o u Was też jest wilgoć jak u nas na ganku :P a babka objaśnia, że u nich to normalne skoro nad korytarzem płynie rzeka, a dom jest pod nią, patrzę na sufit ten kamienny a tam faktycznie płynie woda falbankami i trzyma sie tego sufitu opływa lekko sciany i znika , a po prawej były drzwi, tylko ostrzegła mnie zeby nie otwierać bo wyjde wprost na ulice, normalny swiat i ludzi.  Ciekawi mnie czy ma to jakiś związek z sąsiadami i zyłami wodnymi moze w domu.  Czyste abstrakcje ostatnio.