Sylvia
Dziękuje, to miłe to co napisałaś

Jestem z siebie bardzo dumny, szczególnie że wychowując się w toksycznym domu, gdzie od samego początku mi wmawiano że nic mi się nie należy i mocno mi to okazywano, bardzo mocno tym przesiąknąłem i nie miałem absolutnie nikogo, kto by mnie z tego wyciągnął czy zechciał mi coś dawać. Musiałem podjąć samodzielnie decyzje o tym, że nie chce już żyć w taki sposób, że nie chce już doświadczać tego całego cierpienia i braku.
Nie będę tu opisywał historii swojego życia, ale wyszedłem z tego. Odpuściłem sobie nienawiść do siebie, odbudowałem poczucie własnej wartości, polubiłem, zaakceptowałem i pokochałem siebie. I zrobiłem to o własnych siłach, dla siebie i swoich marzeń o pięknym i szczęśliwym związku, którego tak bardzo pragnąłem doświadczać

Może dlatego, że właśnie to wszystko sobie wypracowałem i musiałem przejść momentami naprawdę trudną i bolesną dla mnie drogę, aby to osiągnąć - po prostu doceniam to wszystko. A co za tym idzie - nie wyobrażam sobie, żeby ktokolwiek miał deptać po tym, traktując mnie jak śmiecia czy poniżając. Za bardzo szanuje siebie i to co osiągnąłem, żeby teraz w imię poświęceń, społecznych wyobrażeń, rzekomego rozwoju czy innych wzniosłych idei obracać w żart czy bagatelizować toksyczne zachowania wobec mnie. Żaden logiczny argument mnie do tego nie przekona

Wystarczająco sprawnie mi idzie uzdrawianie relacji z ojcem i matką, bez ich fizycznej obecności i jakichkolwiek kontaktów z nimi. Braki w matczynych uczuciach mi przeszły dzięki mojej partnerce, która dała mi tyle poczucia bliskości, bezpieczeństwa, ciepła, akceptacji czy miłości, że wszystkie duże dziury w sercu się wyczyściły i zasklepiły. No i mam spoko teściową, która mi daje więcej matczynych uczuć niż moja własna matka, mimo stosunkowo rzadkich kontaktów

Jeśli chodzi o ojca, to sam cały czas staję się mężczyzną jakim chciałoby moje wewnętrzne dziecko jako ojca

Trochę mi brakuje jeszcze tych ojcowskich uczuć, szczególnie poczucia dumy z tego jaki jestem i co osiągnąłem, ale to tak samo jak cała reszta się cały czas poprawia. Nie ma tu takiej rzeczy, której bym nie mógł wyłowić ze swojego wnętrza, więc nie traktuje tego w kategorii dramatycznych strat. Już nie

A co do słuszności moich działań, to prócz samych odczuć które się już zdążyły w tym temacie wyklarować z grubsza - mam też konkretne efekty w postaci tego jak mnie ludzie traktują. A różnica jest wręcz ogromna - ja przez całe swoje życie byłem wyśmiewany, wyzywany, umniejszany, niewidzialny i zawsze musiała się tak sytuacja potoczyć, że trzymało się mnie najbardziej toksyczne towarzystwo w danej grupie (a ja ich). A teraz? Naprawdę szczerze nie pamiętam kiedy ostatni raz ktoś mnie obraził czy potraktował w typowo chamski sposób. Już zmiana pracy o której pisałem wcześniej byłem przełomem, ponieważ trafiłem do bardzo zgranej ekipy, która ma sporo luzu w podejściu do innych ludzi. I okazało się, że mogłem być nieco nieśmiały i małomówny, mogłem być mało imprezowy i nie pijący alkoholu, itp. i jakoś nikomu to nie przeszkadzało. Zaś w kontekście zmian, które się dzieją w ostatnich miesiącach widzę, że i jest również przestrzeń dla moich zmian w sposobie bycia - zyskuje ostatnio dużo śmiałości i przebojowości, a absolutnie nikt się nie czepia czy naśmiewa, że rok temu byłem taki i owaki

btw jak widzę jak inni ludzie naginają się pod swoje rodziny czy nawet obcych ludzi, jak rezygnują z siebie i swoich przekonań dla innych, jak walczą sami ze sobą, to strasznie się cieszę że mój umysł i emocje są wolne od takich dylematów i rozterek. To naprawdę daje dużo luzu, spokoju i przyjemności w życiu
