Autor Wątek: Relacje rodziców z dziećmi  (Przeczytany 83556 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-01-16, 18:14:42 »
A ja Ci Kinga dziękuję za warsztaty, które mocno się przyczyniły do mojej zmiany. :-*

kinga roszczyniała

  • Wiadomości: 903
    • www.czysteswiatlo.com
  • Kinga Roszczyniała, www.czysteswiatlo.com (konsultacje,analizy,wypalanie węzłów,sesje regresingu)
  • Status: Terapeuta
[#]   « 2017-01-16, 17:54:47 »
Lilliole, ale się cieszę :)) tym bardziej, że pamiętam, gdzieś przy różnych okazjach,  co mówiłaś wcześniej na temat waszej relacji.
To naprawdę duży przełom i wiem o czym mówisz, mówiąc o pewnego rodzaju mocy i sile - to jest realne. Fajnie, że dałaś sobie otwartość, na taką zmianę, na taką przestrzeń i na takie przyjmowanie, dużo się też zadzieje dzięki temu w twojej relacji ze światem :). Ale się cieszę:).


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2017-01-16, 17:31:19 »
Długo nie potrafiłam sobie wyobrazić, ze mogłabym mieć bliską relację z mamą. Poprawną - owszem. Ale jakoś tak się poukładało, że czuję, że jest naprawdę fajnie. Czuję, że moja mama jest naprawdę po mojej stronie. Że mnie wspiera, ale mi się nie wciska ze swoimi poglądami. Nie zasłania mi już świata. Jest za mną jako oparcie, a nie przede mną. To daje mi jakiś taki spokój i jakąś taką ... no nie wiem. Może siłę, może moc, może wsparcie.... To coś nowego w moim życiu :-)

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-10-16, 23:37:27 »
:)

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-10-16, 09:37:50 »
:)

Tess, nigdy z niczym nie musisz się spinać, ani niczego udowadniać ;)

Tess

  • Wiadomości: 2 607
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-10-10, 21:07:59 »
Arwena,
Piękny wpis. Wiele mi wyjaśnił. Zarówno mnie jako tej małej samotnej dziewczynce, kiedyś tam. Jak i tej "dużej' - mamie.
Nie muszę. Nie muszę tak oczekiwać. I nie muszę się tak spinać, żeby być 'politycznie poprawną'. I ... nie muszę się winić.
A jeżeli to robią inni w stosunku do mnie, cóż to ich bajka.
Może i ich lustro.

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-10-10, 15:15:41 »
Miałam dziś bardzo oczyszczający, uświadamiający sen, przedstawiający moje dzieciństwo w jakby alternatywnej rzeczywistości.

Kiedy byłam dzieckiem bardzo bałam się potworów, które stworzyłam w swojej wyobraźni, „nachodziły” mnie od czasu do czasu w moich snach i chowały się w ciemnych zakamarkach mojego domu. Były to bardzo silne stany lękowe, z którymi często ciężko było mi sobie poradzić. Czułam się bardzo zagrożona i strach był wręcz paraliżujący. Nigdy nie mówiłam o tym mamie, bo bałam się że pomyśli, że jestem psychiczna. Ona była zazwyczaj opanowana i dawała mi dużo miłości na tyle na ile potrafiła, ale przez odcięcie od siebie wielu rzeczy nie chciała do siebie dopuścić. Kiedy miałam tiki nerwowe, równolegle z tymi lękami, rozładowywałam ten stres robiąc różne dziwne rzeczy, jak na przykład podnoszenie nogi do tyłu co kilka kroków. Słyszałam raz jak rozmawiała z kimś w domu, że coś jest ze mną chyba nie tak, a na drugi dzień skończyło się tylko na utracie jej cierpliwości i tekstem w stylu „po co ty to robisz? Przecież nie jesteś nienormalna”. Z jej strony zawsze odczuwałam wyparcie, że mam problemy i tym samym ja jako dziecko uwierzyłam, że takie funkcjonowanie jest normalne. Tiki zniknęły, bo przecież nie mogłam pokazać, że jestem nienormalna, a lęki i stres oczywiście zostały.

U mnie w domu ojciec był tym "złym", a mama tą "dobrą". Jeśli chodzi o ojca, wybaczenie mu przyszło mi z zadziwiającą łatwością, rozumiałam jego problem alkoholowy, wiedziałam że on nie mógł sobie z tym poradzić. Sam koniec końców doprowadził się do tego na co sobie całe życie pracował, poniósł konsekwencje swoich czynów, więc nie czuję nawet potrzeby, żeby jeszcze dodatkowo mieć do niego żal o cokolwiek. Mama była osobą, która w tej relacji tłumiła się równie bardzo, oszukując się w kółko, że będzie dobrze, choć nigdy nie było. Ciężko było mi do końca wybaczyć, że była tak bierna i że tak mało zrobiła, aby ochronić swoje dzieci. Przecież w każdej chwili mogła się rozstać z ojcem, jednak nigdy tego nie zrobiła. Zaczęłam to dostrzegać dopiero gdy zaczęłam zajmować się rozwojem i poznałam pewne mechanizmy i zależności w takich dysfunkcyjnych rodzinach. Wcześniej po prostu tego nie widziałam i w moich oczach ona była zawsze najlepsza. Kiedy więc to wszystko do mnie dotarło, zrodził się we mnie bunt i potrzeba, aby mi to wszystko zrekompensowała. Raz nawet  sama z siebie, wprost mnie przeprosiła za to wszystko, więc nie jest aż tak zamknięta, ja jednak byłam tak zaślepiona, że zamiast przyjąć jej przeprosiny i poczuć ulgę, przyjęłam kolejną sztuczną rolę, z cyklu „nic się nie stało, to nie Twoja wina”. Nie pozwoliłam sobie wtedy do końca przyjąć tych przeprosin, bo znów wzięłam wszystko na siebie.

Wracając do snu:P Śnił mi się sen w śnie, że znów byłam dzieckiem i miałam tak jak dawniej koszmar z potworami w roli głównej. Czułam w nim, choć dużo słabszy, lęk który towarzyszył mi przez całe dzieciństwo. Obudziłam się w tym śnie totalnie przerażona, znów byłam w moim starym pokoju, znów byłam dzieckiem. Zaczęłam się gorączkowo rozglądać po pokoju i tak jak to zawsze bywało bałam się kogokolwiek obudzić, bo nie wiedziałam co niby miałabym powiedzieć. Sparaliżowana okropnym lękiem, chowałam się cała pod kołdrę, nie wynurzając się ani na chwilę i liczyłam do stu. Nagle przyszła do mnie moja mama, przytuliła mnie i zaczęła mnie uspokajać, że wszystko jest w porządku, że jestem bezpieczna. Przytuliła mnie mocno, czułam jak mnie ogrzewa, mówiła mi wiele mądrych, rozwojowych rzeczy, tłumaczyła mi skąd biorą się te lęki, dlaczego je czuję i co z nimi zrobić. Zapewniała, że to tylko moja wyobraźnia i że w pokoju nie kryje się nic strasznego. Poczułam tak niesamowitą ulgę, nie do opisania... Będąc dzieckiem nigdy nie słyszałam od nikogo takich rzeczy, nigdy nie dostałam tak silnego wsparcia. Czułam jak te lęki rozpuszczają się w małej Karolince, jak wszystko się w niej rozluźnia. Mogłabym wtedy tak leżeć wtulona w nią w nieskończoność. Leżąc tak, sama już nie wiedziałam, czy ta kobieta to mama, czy ja sama dałam sobie to wsparcie. I wtedy się obudziłam. Mieliło mnie jeszcze resztę nocy, ale rano wiele rzeczy do mnie dotarło.

Poczułam niesamowitą ulgę i radość, że mam w sobie tyle ciepła, miłości i wsparcia dla samej siebie, poczułam że do uzdrowienia nie jest mi konieczne wsparcie drugiej, konkretnej osoby. Bo to co czułam i to co otrzymałam to był podarunek od samej siebie:) Poczułam też piękną, głęboką akceptację dla mojej mamy, że nie potrafiła wtedy ze mną usiąść, przytulić mnie i wytłumaczyć co się ze mną dzieje, że nie potrafiła mi pomóc. Wiem, że starała się jak mogła i to mi wystarczy... Nie czuję teraz potrzeby, żeby ona się zmieniała, żeby mnie za cokolwiek przepraszała, czy czuła poczucie winy za to co mnie spotkało. Akceptuję ją taką jaka jest, z jej ograniczeniami. Ona jest w stanie dać mi wystarczająco dużo, bo w sumie czuję, że więcej nie potrzebuję. Nie ma sensu ścigać rodziców za błędy przeszłości, ani pilnować, aby cokolwiek do nich dotarło.

Braki z dzieciństwa możemy sami sobie wypełnić i wtedy przychodzi prawdziwe zrozumienie, że oni sami też mają wiele takich braków i nie mając boskiego wsparcia nie potrafili ich wypełnić. Nieświadomi niczego, funkcjonując z tymi brakami, dawali nam tyle ile potrafili nam dać. I możemy być im za to wdzięczni i zamiast unosząc się dumą skrzywdzonego dziecka, pomodlić się dla nich bezinteresownie o boskie wsparcie. Tak po prostu, dla ich dobra, nie po to, aby nam coś zrekompensowali.

Leszek.Zadlo

  • Wiadomości: 10 566
  • Płeć: Mężczyzna
    • Cuda Ducha
  • Leszek Żądło - regresing, huna, radiestezja, rozwój duchowy, uzdrawianie duchowe
  • Status: Ekspert
[#]   « 2016-05-11, 23:02:55 »
Czy to nie skutek liberalnego modelu wychowania bezstresowego? Akurat takiego, jaki jest egzekwowany w Polsce przez MEN (no chyba że to szaleństwo już się kończy!).

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2016-05-11, 10:10:58 »
http://kobieta.onet.pl/dziecko/male-dziecko/coraz-wiecej-dzieci-cierpi-na-zaburzenia-zachowania/1hsrh1

"'Nie chcą się uczyć, mają ataki wściekłości albo oczekują, że będzie się ich obsługiwać. W swojej nowej książce psycholog dziecięca Martina Leibovici-Mühlberger ubolewa, że coraz więcej dzieci cierpi na zaburzenia zachowania."

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-29, 20:57:44 »
:)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-29, 20:47:35 »
Arwena :-*

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-29, 19:41:57 »
Ale stawianie granic to tez jakieś oczekiwania. Jeżeli ktoś przekracza nasze granice to możemy powiedzieć, że oczekujemy, że nie będzie tego robił.

Poza tym mówiąc o oczekiwaniach nie chodziło mi o to, żebyśmy mnożyli wobec kogoś te oczekiwania tylko wyrazili te które już czujemy. Bo jeżeli mamy wobec kogoś oczekiwania to i tak nieświadomie wywieramy na ta osobę presję oczekiwań. Więc moim zdaniem jeżeli chcemy uzdrowić jakąs relację, taką która wogóle jest do uzdrowienia warto te oczekiwania wyrazić. Choćby po to, żeby ta druga strona mogła się do nich ustosunkować.

Ja czułam potrzebę wsparcia mnie przez moja matkę, ale w dzieciństwie czułam, że nie mam prawa o to prosić. To nigdy nie zostało wypowiedziane. Ale presja i żal były. Wypowiedzienie głośno tego pozwoliło na to by moja mama mogła się do tego odnieść, a ja mogłam sobie zdac sprawę, żę już tego nie potrzebuję.

Masz rację, chyba trochę uciekłam i próbowałam sobie wmówić, że ja od mojej matki nie muszę niczego oczekiwać i wkręciłam sobie, że stawianie granic to już coś innego:D Kręcę się naokoło tego tematu jak nieufny piesek:D Ale spodziewałam się tego, przyda mi się chyba jakaś sesja w tym temacie, żeby wejść w to głębiej. Boję się rozkopać to tak porządnie.

Teraz już widzę, że dopóki mamy potrzebę stawiania swoich granic to stawiamy je tak, aby nie wymuszać decyzji na drugiej osobie i akceptować kiedy ona tych oczekiwań nie spełni i wybierze inną opcję, nawet jeśli skończy się to rozpadem relacji. I takie wyrażanie swoich oczekiwań jest w porządku. Akceptując decyzję danej osoby pozwalam jej podejmować własne decyzje, jednocześnie szanuję siebie trzymając się ustalonych granic. Mam prawo do ustalania swoich granic, wyrażanie moich oczekiwań (szczególnie głośno) nie jest niczym złym...  Spróbuję w praktyce, zobaczymy co z tego wyjdzie;)

Cytuj
Tak mi też teraz przyszło do głowy, że wyrażając pewne oczekiwania wobec rodziców stawiamy sie w roli dziecka. Bo dziecko ma prawo mieć oczekiwania i wcale nie musi rozumieć rodziców. To rodzic ma rozumieć dziecko.
W rodzinach DDA relacje sa odwrócone, dzieci częśto graja role małych dorosłych. To dzieci musza przeważnie dbać o komfort rodziców, o ich dobre samopoczucie. To rodzice maja oczekiwania wobec dzieci.

W tej sytuacji, którą opisałam ja stanęłam przed matką właśnie w roli córki przywracając naturalny porządek, a ją postawiłam w roli matki. Powiedziałam, że chcę, a ona, że chciałaby mi dać to czego chcę, ale nie ma. Ja czułam sie ok prosząc, a ona była ok mówiąc że nie ma.
Może sie myle, ale praca z wewnętrznym dzieckiem pokazuje mi, że żeby dojrzeć trzeba najpierw poczuć się w porządku będąc dzieckiem. Chociaż ni ewykluczam, że sa tez inne drogi do dojrzałości.

Zgadza się, czuję to w ten sam sposób. Dzieciństwo przerabiam najczęściej w regresingu, kiedy mogę znów poczuć emocje z dzieciństwa i się z nimi skonfrontować. Wtedy jako to dziecko wyrzucam z siebie żale, frustracje i wszystkie inne negatywne emocje. Potem czuję się lżej przez jakiś czas, ale wiadomo nie mając w pełni uzdrowionego dzieciństwa nie da się tych emocji czy żalu nie czuć w różnych sytuacjach. Dobrze jest mówić co leży na sercu... I teraz zamiast poddawać się lękowi, cieszę się i doceniam to, że mam możliwość powiedzieć mojej mamie co czuję i co mnie boli. Mogę jej powiedzieć to wszystko czego nie byłam w stanie wykrztusić w dzieciństwie. Unikałam tego strasznie, ale teraz na swój sposób nie mogę się tego doczekać. Jestem ciekawa jej reakcji, moich reakcji i zmian jakie pewnie potem przyjdą.

"Praca z wewnętrznym dzieckiem pokazuje mi, że żeby dojrzeć trzeba najpierw poczuć się w porządku będąc dzieckiem" - oczywiście, że tak. Akceptacja, czucie się w porządku, wsparcie swojego wewnętrznego dziecka, zaspokojenie braków, niespełnionych potrzeb dziecka i na końcu odpuszczenie. Z tym mi się kojarzy uzdrowienie. Fajnie mnie zainspirowałaś, dziękuję Ci za ten post <3


Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-29, 17:29:13 »

No to mi dałaś teraz zagwozdkę. A to nie jest przypadkiem tak, że nie powinno się mieć wobec innych żadnych oczekiwań, tylko dać im wolną rękę na własne wybory, jednocześnie stawiając SWOJE własne granice i się ich trzymać, a druga osoba niech sobie robi  co chce, byleby tych granic nie przekraczała?


Ale stawianie granic to tez jakieś oczekiwania. Jeżeli ktoś przekracza nasze granice to możemy powiedzieć, że oczekujemy, że nie będzie tego robił.

Poza tym mówiąc o oczekiwaniach nie chodziło mi o to, żebyśmy mnożyli wobec kogoś te oczekiwania tylko wyrazili te które już czujemy. Bo jeżeli mamy wobec kogoś oczekiwania to i tak nieświadomie wywieramy na ta osobę presję oczekiwań. Więc moim zdaniem jeżeli chcemy uzdrowić jakąs relację, taką która wogóle jest do uzdrowienia warto te oczekiwania wyrazić. Choćby po to, żeby ta druga strona mogła się do nich ustosunkować.

Ja czułam potrzebę wsparcia mnie przez moja matkę, ale w dzieciństwie czułam, że nie mam prawa o to prosić. To nigdy nie zostało wypowiedziane. Ale presja i żal były. Wypowiedzienie głośno tego pozwoliło na to by moja mama mogła się do tego odnieść, a ja mogłam sobie zdac sprawę, żę już tego nie potrzebuję.
 
Tak mi też teraz przyszło do głowy, że wyrażając pewne oczekiwania wobec rodziców stawiamy sie w roli dziecka. Bo dziecko ma prawo mieć oczekiwania i wcale nie musi rozumieć rodziców. To rodzic ma rozumieć dziecko.
W rodzinach DDA relacje sa odwrócone, dzieci częśto graja role małych dorosłych. To dzieci musza przeważnie dbać o komfort rodziców, o ich dobre samopoczucie. To rodzice maja oczekiwania wobec dzieci.

W tej sytuacji, którą opisałam ja stanęłam przed matką właśnie w roli córki przywracając naturalny porządek, a ją postawiłam w roli matki. Powiedziałam, że chcę, a ona, że chciałaby mi dać to czego chcę, ale nie ma. Ja czułam sie ok prosząc, a ona była ok mówiąc że nie ma.
Może sie myle, ale praca z wewnętrznym dzieckiem pokazuje mi, że żeby dojrzeć trzeba najpierw poczuć się w porządku będąc dzieckiem. Chociaż ni ewykluczam, że sa tez inne drogi do dojrzałości.

Tola

  • Wiadomości: 147
  • Płeć: Kobieta
  • Anna Wolska-Maślanko, sesje BARS, regresing, uzdrawianie duchowe, anna.maslanko@gmail.com
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2016-04-29, 16:31:37 »
Arwena  :  )

Pewnie będzie tak, że ileś razy jeszcze będziesz musiała "zderzyć " się z realiami tej relacji i poczuć się źle po kontakcie, żeby bez specjalnego starania się ze swojej strony, coraz bardziej zauważać, że realnie ten kontakt Ci nie służy. I tak kolejne rzeczy będą sobie odpuszczać, kolejne złudzenia odpadać :  )  Jeżeli chodzi o trudne relacje karmiczne, to warto dać sobie czas - nie to, że nie podejmować uzdrawiania - jak najbardziej podejmować ale nie presjować siebie, by uzdrowienie dokonało się już teraz, natychmiast, tylko cieszyć się z tych postępów które już są :  )

Arwena

  • Wiadomości: 203
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2016-04-28, 20:37:44 »
Cytuj
generalnie to jest taka zasada w konfrontacji w rodzicami:
Mówimy o tym co ktoś zrobił, co w związku z tym czuliśmy i jaki to miało i ma wpływ na nasze zycie i czego oczekujemy.
Tyle teorii, bo w praktyce to u mnie różne wychodziło :-)

Mówienie o oczekiwaniach jest bardzo ważne.
Ja jakis czas temu asertywnie określiłam granice mojej bratowej i opowiedziałam o tym matce. A ona mi o tym jak bratowa mogła sie poczuć, i jak ona sama sie denerwuje. A ja powiedziałam cos takiego, że nie chodzi tu o uczucia bratowej tylko o mnie. Że mówie jej o tym bo oczekuję od niej wsparcia. Bo ja jej zawsze tego wsparcia udzielałam. Bo to co zrobiłam było dla mnie trudne i bardzo sie denerwowałam. I że nie chodzi tu o bratową tylko o mnie i o moje uczucia.

Lili,

No to mi dałaś teraz zagwozdkę. A to nie jest przypadkiem tak, że nie powinno się mieć wobec innych żadnych oczekiwań, tylko dać im wolną rękę na własne wybory, jednocześnie stawiając SWOJE własne granice i się ich trzymać, a druga osoba niech sobie robi  co chce, byleby tych granic nie przekraczała?

Cytuj
I w sumie wtedy zrozumiałam jak bardzo ja ja presjuję, żeby sie rozwijała, cos zrozumiała. Presjuję ja na coś co jest poza zasięgiem jej możliwości. Żeby nie wiem jak sie starała, żeby nawet stanęła na glowie to i tak teraz nie da rady.
Chyba wtedy po raz pierwszy czułam, że jest szczera w tym co mówi i że sie rzeczywiście stara.
I od tej pory nie mam już większych żalów do matki. Czasem cos tam jeszcze wychodzi, ale to już nie ma wielkiej siły. I od tej pory czuję, ze pozwalam jej być na takim poziomie jakim jest. Nie musze juz jej na siłę nigdzie ciągnąć.

No właśnie. Bo dla mnie oczekiwania wobec kogoś to wywieranie na tej osobie presji, żeby była taka jaką sobie wyobrażamy. A chodzi o to, aby uwalniać się od wyobrażeń...


Tola

Było tak przez długi czas - wypierałam, że nasza relacja jest porąbana i że dużo w niej nieuzdrowionych rzeczy, a jak już dopuściłam do siebie, że taka jest to odpaliła mi się chęć ratowania jej (to wynikało właśnie z naszej wspólnej karmy). Potem pojawił się bunt, że jak ona nie chce pomocy to niech spada. Teraz są wyrzuty sumienia, dalsza walka i nadzieja, że może jednak zrozumie na tyle,  żeby to jakoś funkcjonowało.

Eh, ja się po prostu muszę pozbyć oczekiwań wobec niej. Ona i tak zrobi to co uważa za słuszne dla siebie. Powinnam się czuć w porządku z moimi decyzjami i granicami jakie stawiam w tej relacji. Jeśli ona tego nie rozumie, nie pozostaje mi nic innego jak tylko to zaakceptować. Są zgrzyty na pewno dlatego, że ja sama nie czuję się w tej relacji w porządku z tym co robię i mówię. A czując dyskomfort i zamknięcie podczas kontaktu z nią, sama ją prowokuję do różnych niefajnych zachowań.