"Zazwyczaj mam mocno skojarzone sny z tym co przerabiam"
No...
Jako że na węzłach wyszedł mi temat związku z Bogiem, chyba standardowo przy pierwszym zabiegu, to przetwarzam sobie ten temat niespiesznie od prawie miesiąca i ostatniej nocy przyśniło mi się coś, co pomogło mi chyba odkryć rąbka tajemnicy, którą jest okryte wydarzenie sprzed trzydziestu paru lat:)
Otóż kiedy miałam około 4-5 lat, byłam z rodzicami w gościach i zadumałam się nad znalezionym tam ziarnkiem pieprzu, zupełnie odpłynęłam w swój świat, mieli mnie z głowy na kilka godzin w trakcie których ja się do tego ziarnka przywiązywałam, zaprzyjaźniałam i stapiałam w jedno. Wyszliśmy stamtąd kiedy było już ciemno i w pewnym momencie wypadło mi to ziarenko z ręki na chodnik, albo ulicę i przepadło. Dla mnie to był dramat, czemu dałam wyraz tak dobitnie, że rodzice zaczęli tego ziarenka na serio po ciemku szukać. Oni szukali, ja dawałam wciąż wyraz, tak że nawet przechodząca kobieta zaczęła odruchowo szukać, chociaż nie wiedziała czego, po jakimś czasie jednak zapytała czego szukamy, dowiedziała się, popukała w czoło i poszła. No i rodzice w końcu odpuścili. Pamiętam to poczucie straty i bolesnego rozdzielenia z ziarenkiem. Potem nieraz się zastanawiałam o co mi chodziło i co się ze mną działo, kiedy to ziarenko jeszcze miałam, ale dostęp do tego pliku w pamięci miałam dziwnie ograniczony, trochę jakbym mogła podejrzeć jego rozmiar, nazwę, datę, ale odczytać już nie. Kojarzę tylko, że to ziarenko wewnątrz było większe niż z zewnątrz, właściwie kosmicznie duże i zawierało w sobie mnóstwo rzeczy, odczuć i jakby było żywą istotą.
No i teraz po przeszło trzech dekadach śni mi się, że wizualizuję sobie Boga w postaci ziarenka pieprzu.
Może więc tamto ziarenko to był Bóg? Wtedy jeszcze nikt mi o Bogu nie opowiadał, słowa takiego nie znałam, paciorka nikt mnie nie uczył i głowy religią nie zawracał. Może dlatego po czasie nie potrafiłam skojarzyć o co chodziło, bo wcześniej innymi kategoriami myślałam, bez werbalizacji.
Dlaczego małe ziarenko Bogiem też nie wiem, jakaś dawna praktyka umniejszania? Tylko czy w złych czy w dobrych intencjach... No i takiego małego rozmiarem Boga było łatwo zgubić. Właściwie to rzeczywiście później już zawsze czułam się jakaś opuszczona. Być może pś sobie wtedy wymyśliła, że skoro Bóg się zgubił, to hulaj dusza.