Sebo,
wybierasz takie doświadczenia, żeby sobie pokazać, że dążenie do tego, by uznano Twoje uzasadnione cierpienie to droga na manowce.
Chodzi o to, żebyś sam uznał swoje cierpienia, sam siebie zrozumiał i otoczył opieką, bez względu na to, co myślą o Tobie inni, a nie wciąż walczył o akceptację. Wtedy otworzysz się na ludzi, którzy będą Cię rozumieli, a gdy będziesz spotykał innych, to zasadniczo będziesz miał w dupie to, że Cię nie rozumieją.
Ja miałam podobne doświadczenia do Twoich. Też ciągle szukałam zrozumienia (i miłości) tam, gdzie go nie mogłam dostać. I kiedy na pewnych rozwojowych zajęciach moje problemy zostały przez innych "wyśmiane" jako wymyślone, błahe, itd., doznałam olśnienia: co ja właściwie robię? przecież to, czego chcę jest niewykonalne. Nie mogę nikogo zmusić by mnie zrozumiał, ale mogę sama siebie zrozumieć i nie pchać się tam, gdzie mnie ranią. Bo tylko na swoje własne zachowanie mam wpływ.
Poczułam się wtedy taka wolna i taka szczęśliwa, jak nigdy w życiu

Tak, to doświadczenie było mi naprawdę potrzebne.
Oczywiście to nie jest kwestia doznania jednego olśnienia, a dłuższego procesu. Ale chodzi o to, żeby obrać odpowiedni kierunek
