Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 641885 razy)

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-10-03, 17:02:32 »
Chyba jednak przywrócę to konto, bo podobno znikają komentarze pisane do tematów zapodanych przez innych co jest bez sensu.
Ale się wyloguję lub będę zaglądał duuuużo rzadziej. Dlatego, że jakoś nie czuję, że mnie to inspiruje lub w czymś pomaga

Inga

  • Gość
[#]   « 2014-10-03, 10:35:59 »
Skasowałem konto na Facebooku :-)
A co cię do tego skłoniło?

Mariusz

  • Wiadomości: 4 015
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2014-10-03, 09:41:52 »
Skasowałem konto na Facebooku :-)

Edyta

  • Gość
[#]   « 2014-10-03, 09:33:18 »
Sebastian
szczerze mówiąc wolała bym zjeść zwykły posiłek ugotowany z sercem, niż wykwintny przyprawiony dumą.
Duma to taka emocja zatrzymująca energie przy sobie a ludzie dumni przypominają energetyczne balony.
... a co się dzieje z balonami jak za dużo się nadymają :)))) ... no i dlatego nie jest fajnie przybywać z takimi ludźmi ;)

Pozdrawiam kucharza z sercem :)

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-02, 23:56:19 »
Sebastian
Cytuj
To co ten gosc robi technicznie jest niczym w porownaniu z tego co oczekiwali ode mnie w tej kuchni. Wystarczy miec mocne Chi. Przyznam niesmiale, ze jestem niewiele wolniejszy w krojeniu tak cebuli w kostke :))
czyli jesteś w tym  mistrzem choć  nie dokonujesz jeszcze rzeczy niemożliwych hehe,
rozwój chyba nigdy się nie kończy? : ) 
warto rozwijać wdzięczność dla tych którzy uczą nas pokory/ pokazują nam nasze ograniczenia  i dla tych którzy uczą nas doceniać siebie i to co potrafimy,  jedna i ta sama siła za tym stoi  ; )

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-10-02, 20:15:01 »
Uzdrawia sie. Dzisiaj zrobilem sobie dzien dziecka i folgowania - kupilem sobie 250g pake obranych pistacji i zjadlem cala, wlasnie ja koncze, no i pozwolilem sobie lezec od 15 w wyrze i nie robic nic poza przyzwalaniem w sercu i duszy na moje fantazje. Ciekawe jest to, ze chwile po napisaniu poprzedniego posta, spotkalem na schodach ruchomych w metrze Pauline, dziewczyne ktora mnie traktowala z podobna wyzszoscia jak ta kobieta u ktorej bylem wczoraj, a bylo to w mojej pierwszej pracy po przyjezdzie do Danii, rok temu.

Ona wjezdzala do gory schodami a ja na dol, nie zauwazyla mnie. Na poczatku myslalem zeby to olac, bo zobaczylem ze dupa jej urosla, jest zmeczona i ma podkrążone oczy, ale potem postanowiłem otworzyć serce i wjechałem schodami na górę żeby jej poszukać, ale zniknęła gdzieś w tłumie. Spotkanie jej właśnie teraz po roku czasu moim zdaniem nie jest przypadkiem. Może kończy się jakiś etap w moim życiu.

Frisky
To co ten gosc robi technicznie jest niczym w porownaniu z tego co oczekiwali ode mnie w tej kuchni. Wystarczy miec mocne Chi. Przyznam niesmiale, ze jestem niewiele wolniejszy w krojeniu tak cebuli w kostke :))

Frisky

  • Wiadomości: 5 792
  • Płeć: Mężczyzna
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-10-02, 15:58:43 »
Cytuj
Ulżyło mi, choć pewność siebie straciłem na resztę dnia.
no takie motywy przełomów mają to do siebie: 
spotyka się sytuacje i ludzi takich , że idzie zwątpic całkowicie w pewnym momencie : ))

swobodny dryf:
http://www.youtube.com/watch?v=rcsuMOXk3Gg
: )

Grażyna Anna

  • Gość
[#]   « 2014-10-02, 15:22:42 »
Niech się uzdrawia :)

Sebastian Osuch

  • Gość
[#]   « 2014-10-02, 15:08:51 »
2 din temu zaczalem szukać nowej pracy w kuchni. Trafiłem w internecie na miejsce z wysoka energia, które mnie przyciągnęło. Najpierw wysłałem CV, a godzinę pózniej siedziałem w autobusie do tej restauracji. Na miejscu poprosiłem o szefa kuchni, i ukazała mi sie kobieta która zdecydowanie i mocno uscisnela mi rękę. Porozmawialiśmy kilka minut, czułem jej przewagę energetyczna nade mną ale na poziomie czystego światła cos sie dostrajalo i plynelo do niej. Umówiliśmy sie na dzień próbny i następnego dnia o 10 rano byłem na miejscu. Przebrałem sie i wszedłem do kuchni. Moim pierwszym zadaniem było pokazać jak smażę jajka sadzone. Usmazylem jedno jajeczko. Następnie powiedziała mi żebym obrał i pociął około 40 cebul. Podczas obierania normalnym tempem powiedziała mi żebym przyspieszyl. Przyspieszylem ale już wtedy czułem sie nieswojo. Potem przyszło do ciecia cebuli i zaczęły sie jaja: miałem ja pokroić w cienkie piórka, ale zgodnie z promieniem cebuli ( czyli ze zaczynam prawie rownolegle do blatu, potem coraz większy kąt, a potem przy gorze znowu ciąć z coraz większym kątem. Miało to zapobiegać wyciekaniu soku z cebuli, która trafia potem na kanapki. Pierwszy raz słyszałem o czymś takim i w ogóle mi to nie szło. Potem mąż szefowej tłumaczył mi jeszcze raz jak ciąć, powiedział ze nie będzie sie więcej powtarzał. Już wtedy miałem ochotę wyjść do domu. Wytrzymałem jeszcze 10 minut i powiedziałem ze to zmierza donikąd i ze musiałbym zrobić szkole kucharska żeby moc z nimi pracować, powiedziałem ze nie będę zabierał im czasu. Pięknej kelnerce z Niemiec na wyjściu było szkoda ze nie udało mi sie, wyszedłem i za pierwszym rogiem wybuchnalem płaczem. Jak już ochlonalem, wróciłem do domu i napisałem do mojego szefa kuchni z byłej pracy ze zawiodłem na krojeniu cebuli, był zaskoczony wiec opisałem mu sposób w jaki kazali mi ciąć, a on odpisał mi ze to jakieś snoby i ze będąc 16 lat szefem kuchni nie słyszał o czymś takim. Ulżyło mi, choć pewność siebie straciłem na resztę dnia. Pózniej w ciagu dnia zacząłem mieć ta szefowa przed oczami i skojarzylem ta ogromna pustkę głęboko w jej oczach. Potem poskladalo mi sie to do kupy z tym jak mówiła ze tu są dumni z tego co robią i jak dając mi nóż, powiedziała "dont fuck my knife". Poczułem ze mam jakaś wież z ta kobieta i zrozumiałem dlaczego przestrzeń mnie tak wyraźnie popchnęła w tamto miejsce - do uzdrowienia jakiejś karmy. Teraz dzieje sie to zdalnie, czuje jej miotajaca sie dusze ale mam ja w garści, i co jakiś czas płynie do niej światło dając ulgę mi i jej. Myśle ze jak to sie dopełni to w nagrodę znowu dostanę jakaś korzystniejsza możliwość pracy.

I niech mi ktoś powie ze karma nie istnieje, kiedy tak wyraźnie podążamy jej ścieżkami
« Ostatnia zmiana: 2014-10-02, 15:10:55 wysłana przez Sebastian Osuch »

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-09-30, 13:30:52 »
dziadek zostawił list dla nas. Znalazła go wczoraj babcia w garniturze jaki miał już przeznaczony na pogrzeb.
Napisał w nim aby ubrać go w ten właśnie garnitur, dołączyć jego ordery z czasów wojny oraz żeby po nim nie płakać.
Napisał: ukochana moja żono, córko i najukochansze wnuczki.
Niestety córka-mama obraziła się na babcię, bo ta zapomniała kupić dziś wieniec dla mamy, a kupiła tylko dla mnie i siostry. Od pól roku nie odwiedzala dziadka mimo prosb i niezadowolenia babci. Zasłała się depresją i żalem na dziecinstwo jakie dziadek jej zgotowal przez pijaństwo. Chyba przyjdzie na pogrzeb ale nie zamierza z nikim rozmawiać, mimo, że babcia ją przeprosiła za to, ze zapomniala. Żyje obecnie znajmością ze swoim przyjacielem internetowym z Elbląga, który to planuje przeprowadzic się do jej mieszkania z ojcem i z którym psychicznie planują go chyba wykończyć. Ojciec natomiast opiekował się dziadkiem-teściem i nawet zwolnił się z pracy aby pomagać babci. Powiedział też, ze da rozwód matce i nawet radzi jej przetestować tego faceta, zamieszkać z nim u niego a jeśli się nie uda może wracać kiedy jej się będzie podobalo.
Ale...mało mnie to juz dziwi, bo rozumiem to chyba jako jedyna z dystansu.

matek

  • Gość
[#]   « 2014-09-29, 18:20:27 »
Aniu,

ale skoro byl juz w zaawansowanym wieku i schorowany to chyba normalne, ze nie jest to jakis ogromny szok i powod zeby rozpaczac.
Co innego smierc nagla i niespodziewana. Zreszta, po co masz sie na sile rozczulac. Jest ok tak, jak jest.

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-09-29, 17:49:02 »
Przy okazji chciałabym Was prosić o modlitwę za Niego, aby otworzył się na znacznie lepsze, szczęśliwe życie bez hardkorowych sytuacji jakie musiał przejść w tym życiu.
Bardzo Wam za to dziękuję.
Czuję przykrość ale tylko z powodu tego, że nie mógł być chyba w pełni szczęśliwy z powodu cieżkich przeżyć jakie doswiadczył jako młody chłopak: utrata rodziny, wojna, potem alkoholizm. Ale wyobrażałam sobie, że będzie większa. I mam potrzebę kontaktu z ludźmi.
Może dlatego nic nie czuję, bo jestem tu sama jak palec. Mysle, ze to do mnie dojdzie gdy spotkam się z rodziną.

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2014-09-29, 17:39:56 »
Myślę że to dość naturalne gdy ma się uzdrowione emocje i przywiązania wobec jakiejś osoby. Tak naprawdę smutek w takich sytuacjach płynie nie z tego co straciła ta osoba, tylko z poczucia tego co się samemu straciło (a co dawała ta osoba).

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-09-29, 17:30:50 »
Dziś odszedł mój dziadek.
myslalam, ze bedę rozpaczac, a czuję się prawie, jakby nic się nie stało.
co więcej-nawet malutki spokój i ledwo wyczuwalną...radość?
bardzo cierpiał już ostatnio i jest to dla niego ulga, opieka nad nim była wielkim ciężarem dla babci i ojca. myslalam, ze będę płakać z żalu, że miał takie życie-pełne cierpienia z powodu wojny, potem nałóg alkoholowy na który myślę, że poniekąd mógl być skazany-rozpili go na wojnie gdy kazali isć walczyć na linii frontu. nie czuję właściwie nic, lekko zadrzał mi głos gdy mówiłam o tym szefowi z prośbą, że muszę wziać urlop no i gdy złożył mi wyrazy współczucia.
moja siostra czuje sie podobnie-chce iść kupić sobie nowe buty.
może dlatego, ze jestem 450 km od Wrocławia i od 4 lat widziałam dziadka po 3 razy w roku, choć wcześniej byłam z nim zżyta i stanowił nieodłączną część rodziny jak ojciec i matka.
czy jestem potworem?

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2014-09-21, 09:31:05 »
Ostatnio coraz częściej odkrywam, że najbardziej blokują mnie rzeczy oczywiste. Jak odkryję taki mechanizm to nie mogę się nadziwić, że tak naprawdę to ja zawsze to wiedziałam, tylko, ze to było tak oczywiste, że nie przykładałam do tego wagi.
Nie zwracałam na to uwagi, chociaż podświadomość prawie krzyczała, żeby mi to uświadomić. Coraz częściej tez postrzegam podświadomość nie jak małe rozbrykane dziecko (jak to przeważnie opisują w podręcznikach huny i innych), ale jako część mnie, która wspaniale współpracuje. Czasem słowami, czasem gestami, często prowokując różne osoby, żeby mi to uświadamiały. Wystarczy słuchać i patrzeć.

Miałam taki mechanizm, że im bardziej czegoś pragnęłam, tym bardziej się od tego oddalałam. Wiadomo pragnienie to pragnienie, czyli brak a nie spełnienie, więc starałam się nie pragnąć rzeczy, które chciałam osiągnąć. Tyle, że jak przestawałam pragnąć to nawet jak to osiągałam to nie było to już takie fajne. Bo fajnie jest mieć pragnienie i je zaspokoić. A mieć pragnienie, pozbyć się go i zaspokoić je to już się nie da. Bo co tu zaspokajać :)
Aż wreszcie dotarło do mnie, ze ludzie wokół mnie od małego mówili o złośliwości rzeczy martwych, złośliwości losu, przewrotności losu. Skoro oni mi to tak często mówili to ja tez mam to w sobie. Jak można coś osiągać wierząc jednocześnie we wrogi, złośliwy i przewrotny los :)
A więc uwalniam się od przekonania, że los jest wrogi i przewrotny. Wybaczam wszystkim, którzy mi to wmawiali. Uwalniam się od zależności od losu. Otwieram sią na to by zamiast wiary we wrogi i przewrotny los - wierzyć w siebie i swoje możliwości.