Ostatnio coraz częściej odkrywam, że najbardziej blokują mnie rzeczy oczywiste. Jak odkryję taki mechanizm to nie mogę się nadziwić, że tak naprawdę to ja zawsze to wiedziałam, tylko, ze to było tak oczywiste, że nie przykładałam do tego wagi.
Nie zwracałam na to uwagi, chociaż podświadomość prawie krzyczała, żeby mi to uświadomić. Coraz częściej tez postrzegam podświadomość nie jak małe rozbrykane dziecko (jak to przeważnie opisują w podręcznikach huny i innych), ale jako część mnie, która wspaniale współpracuje. Czasem słowami, czasem gestami, często prowokując różne osoby, żeby mi to uświadamiały. Wystarczy słuchać i patrzeć.
Miałam taki mechanizm, że im bardziej czegoś pragnęłam, tym bardziej się od tego oddalałam. Wiadomo pragnienie to pragnienie, czyli brak a nie spełnienie, więc starałam się nie pragnąć rzeczy, które chciałam osiągnąć. Tyle, że jak przestawałam pragnąć to nawet jak to osiągałam to nie było to już takie fajne. Bo fajnie jest mieć pragnienie i je zaspokoić. A mieć pragnienie, pozbyć się go i zaspokoić je to już się nie da. Bo co tu zaspokajać

Aż wreszcie dotarło do mnie, ze ludzie wokół mnie od małego mówili o złośliwości rzeczy martwych, złośliwości losu, przewrotności losu. Skoro oni mi to tak często mówili to ja tez mam to w sobie. Jak można coś osiągać wierząc jednocześnie we wrogi, złośliwy i przewrotny los

A więc uwalniam się od przekonania, że los jest wrogi i przewrotny. Wybaczam wszystkim, którzy mi to wmawiali. Uwalniam się od zależności od losu. Otwieram sią na to by zamiast wiary we wrogi i przewrotny los - wierzyć w siebie i swoje możliwości.