wróciłam.
Nigdy nie widziałam w życiu piekniejszego miasta. Jakoś specjalnie nigdy nie zachwycałam się miastami czy budowlami, ale dziś w pewnym momencie prawie rozpłakałam sie z wzruszenia, w ogóle że tam jestem i że jest to tak piękne.
Bylam trochę w stresie, kolega z pracy rozrysował mi co mam zwiedzić na mapie metra i bałam się, że nie zdążę wszystkiego zobaczyć. no i właściwie już po wyjściu z dworca wschodniego poczułam, że 1, 2 czy 3 dni to jest 0 na Paryż. Wiedziałam ,ze muszę się spieszyć, bo ostatni pociąg miałam o 20:40. Jestem wczesniej, bo pod wieżą zaczęło już tak lać, a ja się wystroiłam, żeby mieć ładne zdjęcia, że zrobiło mi się zimno no i chciałam obczaić powrót. Nogi też już zresztą wchodziły mi w 4 litery. Cały dzien było pochmurnawo i lekko siąpił deszcz z przerwami.
Teraz jestem smutna, bo wiem, że przez te 3 weekendy co mi tu zostały nie zobaczę i tak nic, nawet jeśli będę jezdzic co sobotę i będę tam od mniej więcej 9:30 do 19 godziny...Noclegu nie chcę brać, za dużo zachodu no i jeżdzę sama. Nie wiem czy mam jechać za tydzien na cały dzien do Luwru, czy przejechać się statkiem i wrócić do katedry bo była dziś zamknięta

, a moze skupić się na wjeździe na wieżę...ech...