Ciekawy temat dla każdego ex alko-imprezowicza:)
Dla mnie też :p
No, już nie teraz, ale czas temu naprawdę miałam poczucie winy, że odstaję bo nie piję i żyję.
To był etap zaniżonej samooceny w relacjach z innymi, która bazowała na dostrajaniu się do tego co pojęte za luzacka normę, za przejaw normalności, luzactwa, spoko ktosia.
Wraz ze zmianą samooceny, ugruntowaniem bezpieczeństwa pozytywnych zmian- temat całkowicie mi zobojętniał:)
Gorzej było z mięsem, to było bardziej dotkliwe ponieważ temat był wytłumaczeniem dla innych że to dlatego mam wczesną anoreksję;) i że jestem taka blada- pomimo iż całe życie taka jestem. bardzo mało jadłam mięsa nawet jak byłam jeszcze mięsożercą, od 6 lat nie jem wogóle i to nieprzeszkadzało mi poczuć się gorszą, rok temu na świętach u rodziny. Jedli sarninę i wychwalali sarnę jaka to puszna, rozpuszcza się w ustach..Początkowo poczułam sie paskudnie gdy po raz kolejny zostałam lekko wyśmiana, a potem musiałam odejść od stołu, stwierdziłam, że zaniżam sobie samoocene przez idiotów- no bo tak! okazuje się, że opinia idiotów jest wazna dla mojej podświadomości i to nie tylko w tym przypadku.
To moze byc tak, że nie rozumiem ich, więc dla podświadomości jest to coś atrakcyjnego, "wow, oni wiedzą cos czego ja niewiem! sa lepsi.

"
Oczywiście to już żadkość, ale...święta sie zbliżają i znowu jadę do rodzinki :p