Postanowiłem wyluzować

Ostatnio się wykańczałem włażeniem w bzdurną pracę na siłę, uciekaniem od rodziny, jakimiś chorobami ukochanych osób, odpuszczaniem męczącej relacji karmicznej, uczelnią na głowie i innymi bajerami. Takiego miksera to dawno nie miałem, nie wiem czy kiedykolwiek tyle się działo naraz. Bezsensownej pracy się pozbyłem, męczącą relację karmiczną zakończyłem (choć pś jeszcze trochę trzyma), ukochana zdrowieje, a praca magisterska zaczęła się znowu pisać po miesiącu przerwy.
Do końca tygodnia daje sobie czas na samo pisanie magisterki, w ogóle nie myślę nie szukaniu pracy. Przysiądę porządnie i napiszę te rozdziały teoretyczne na szybko(u mnie to tak sprawdzają, że nikt pewnie tego nawet nie przeczyta) i będę miał z głowy ten psychiczny ciężar.
Dociera do mnie, że nie ma powodów do spinania się. Jestem obecnie w dobrej sytuacji, nie dzieje się nic złego, mam przecudowny związek, który z każdym dniem kwitnie coraz bardziej. Moja partnerka jest tak cudowna, że pomogła mi się uwolnić od poczucia odpowiedzialności za nią, od chorych przymusów wyrwania jej z rodzinnego domu i jeszcze mi przywróciła entuzjazm i motywacje do zdrowego działania. Oboje widzimy, że to jest potrzebne, aby dać jej przestrzeń i możliwość stanięcia o własnych siłach, więc tym bardziej mogę się skupić na sobie i swoich celach.
Do rodziców nabrałem więcej dystansu, jakoś nie odczuwam na ten moment potrzeby, aby uciekać od nich czy w ogóle przejmować się ich istnieniem.
Naprawdę chce wyjść po za rolę ofiary i buntownika walczącego o szczęście, więc skupię się na zadowoleniu z tego co mam, a mam naprawdę wiele powodów do zadowolenia

A dalej niech się dzieje, to co najlepsze
