dobrze ze ten wątek istnieje.
Dzis z rana znowu załapałam doła w zw. z twarzą. Uswiadomiłam sobie, ze nadal wygladam źle, poczulam ogromne rozczarowanie ze nic nie pomaga z naturalnych metod tak jakby sie zapowiadało, na nowo zaczal we mnie wzbierac bol i rozpacz, ze sprawa jest beznadziejna i ze cos bezpowrotnie stracilam co czulam po tym jak mnie oszpecono. ostatnio schodziło to na węzłach, podobnie jak blokady czucia od psychotropów i widocznie teraz dochodzi do swiadomosci. nie wiem zreszta. zawsze takie cos musi mi wychodzic w pracy. wszyscy widzieli ze jestem nie w sosie, bez energi, bali sie pytac co ze mna. gdybym nie machnela sobie super mocnej kawy z ekspresu ktora dziala antydepresyjnie chyba bym musiala sie wczesniej zwolnic by isc do domu ryczeć. szkoda, ze nie mialam takiej mozliwosci, moze bym sie po takim wyplakaniu w koncu zdystansowała. a pewnie jutro juz gdzies sie to ukryje i nie wyjdzie. najgorsze ze nie mam w nikim wsparcia, dzwonie do siostry a tam wszyscy zajeci babcia ktora poszla do szpitala a ona idzie na paznokcie. brak jakiegos zrozumienia. pisze afirmacje o przyjemnosci odczuwania, alle niesteyy na razie wszystko jest nieprzyjemne i bolesne jesli już.
chyba pojde na laser, boje sie powikłan i nie wiem, czy teraz ktos da mi w ogole wolne gdy mamy taki młyn.