Tak mi ciężko w tej pracy. Tak dużo pracuję

Dzisiaj byłem w pracy od 5 do 21. I to dzięki temu że olałem kilka punktów końcowych, bo już miałem dość. Najpierw zamiast wyjechać z bazy standardowo o 7, wyjechałem o 9. Potem okazało się że palety mam tak poukładane że żeby cokolwiek wyciągnąć na większości punktów musiałem rozbierać paletę z towaru i rozkładać go po całym aucie. Do tego wysoką paletę ze skrzynkami miałem tak luźno owiniętą stretchem, że gibła mi się na jednym z pierwszych zakrętów i uratowało ją to że zaraz się zatrzymała na drugiej palecie która stała blisko niej. Musiałem pozdejmować 2 górne piętra skrzynek, ale nie było gdzie ich pozdejmować, bo całe auto było zawalone towarem z źle zrobionych palet. Co się będę przejmował - będę jeździł wolno! i jeździłem sobie żółwim tempem. Przez większość dnia szło gładko ale po 12 godzinach spędzonych w samochodzie zaczęło mi się przykrzyć i tęsknić do mojego przytulnego mieszkania. Potem to we mnie narastało, załączyła mi się nostalgia i popłakiwałem sobie sucho w trasie między punktami. A na ostatnim punkcie już zrobiłem się jawnie niemiły. Nikomu nic szczególnego nie powiedziałem ale czuć było że emanuję beznadzieją. To podłapał menadżer, dziarski chłopak. Zapytał:
- Co tak późno ta dostawa? (była już 21)
- No późno... Mnie to też nie cieszy że tak późno
- U nas dostawy przyjmuje się do godziny 13
- (wybity z resztek równowagi) O godzinie 13 byłem w Chorzowie, Rudzie Śląskiej, Bytomiu i Świętochłowicach. A do Katowic dojechałem dopiero teraz.
- Poproszę pana nazwisko.
- (w tym momencie już się skończyłem) Osuch...
- Dobrze.. Zadzwonię sobie do przedstawiciela, bo to są kpiny.
- Do widzenia, miłej nocy (jakoś wcale nie czułem tej udawanej życzliwości)
Ten charyzmatyczny menadżer, widać że lider zespołu, nie zrozumiał że to że dojechałem do niego tak późno było poświęceniem z mojej strony. Odebrał to całkiem na opak. Strasznie mnie to zabolało..........
Chciałbym zrezygnować z tej pracy i znaleźć lepszą, ale wywala mi i czuję się taki niewdzięczny bo przecież mam życzliwego szefa i odciąłem się od toksycznego ojca u którego mi było znacznie gorzej... Ale wciąż wraca mi to, że ludzie mają do mnie pretensje kiedy na granicy mojej wytrzymałości robię się już nieprzyjemny. A przecież ja nie chcę tak długo pracować! Jakby to ode mnie zależało to codziennie o 14 godzinie bym był w domu.