Szczerze mówiąc od jakiegoś czasu zacząłem czuć takie możliwości jako jak najbardziej realne i osiągalne dla mnie. Kwestie pracy jakoś się ładnie układają, na tyle dobrze żeby dać nadzieje, że pod tym kątem nie będzie jakiś większych problemów. To co mi teraz wywala, to niechęć do zajmowania się samemu wszystkimi obowiązkami, gdybym mieszkał samemu. Wizja, że jak wracam zmęczony z pracy, a tu jeszcze muszę zrobić obiad, pranie, skoczyć do sklepu i w międzyczasie myśleć o pisaniu magisterki sprawia, że trochę mi się nie chce, ale z drugiej strony na temat samej pracy też miałem takie wizje, a w praktyce okazało się dużo lepiej. Tak więc na szczęście już wiem, że to tylko głupie wizje pś i to raczej nie będzie mnie powstrzymywać przed działaniem w tym kierunku.
Druga rzecz to fakt, że potrzebuje uzbierać trochę kasy na podyplomówkę i praktyki na rzeczoznawcę majątkowego, a to trochę kasy będzie, gdzieś w okolicach 10 tysięcy. Dlatego też bardziej by mi się opłacało mieszkać jeszcze u rodziców, a zarobione pieniądze odkładać na konto. Przynajmniej kilka tysięcy bym chciał odłożyć, a już na pewno te 2600 zł, które będzie mi potrzebne na podyplomówkę - praktyki więc dopiero za dwa lata będę mógł zacząć, więc tu w sumie już nie ma aż takiego pośpiechu. No i też liczę na wsparcie Boga, bo w gruncie rzeczy opłata za praktyki zależy od osoby, która mi ich udziela, więc przy jej dobrej woli może to dla mnie zrobić choćby nawet za darmo, gdyby chciała.
Zaczynam też zauważać, że w kwestii pracy i pieniędzy mam lepiej niż sam to czuje, że mam tu dużo większy potencjał niż to co wykorzystuje, bo brakuje mi zaufania i poczucia bezpieczeństwa. Biorąc pod uwagę ostatnie tendencje, gdzie od początku tego roku nagle zacząłem dostawać całe mnóstwo małych, drobnych robótek, aż po tą wakacyjną, bardzo fajną i przyzwoicie płatną - dochodzę do wniosku, że jeżeli ta tendencja się utrzyma, to w trakcie tego ostatniego roku spokojnie będę miał już fajną, poważną pracę która pozwoli mi na samodzielne utrzymanie się.
Aha, jeszcze mi się przypomniała trzecia rzecz, która mnie nieco zniechęca do przeprowadzki - kwestia współlokatorów. Na kawalerkę to mnie pewnie nie będzie od razu stać, a boję się że mógłbym trafić na jakieś nieciekawe towarzystwo, które urządza alkoholowe imprezy, itp. Trochę się naoglądałem jak to mieszkają studenci i ja bym tak nie mógł - musiałbym trafić na jakiś fajnych, ceniących spokój ludzi.