Autor Wątek: Wyznania  (Przeczytany 644370 razy)

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-27, 15:18:24 »
/me też się podpisuje pod problemem obiema rękami. I myślę, że słowem kluczem jest tu Przetrwanie. Po prostu kiedyś się nauczyliśmy, że aby przetrwać trzeba się dostosować do innych, a że 'normalnie' się nie dało, albo było bardzo trudno, to dostosowanie odbyło się właśnie przez tą 'wesołkowatość'. No i dzięki temu przestawało się siebie i swoje problemy traktować do końca na serio... Innymi słowy takie podejście to też typowy środek znieczulający na wszelki ból emocjonalny...

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-27, 12:34:12 »
No na pewno bycie ofiarą było głównym powodem powstania tej maski - obracanie wszystkiego w żart miało łagodzić ranienie przez innych, zapewnić bezpieczeństwo, zwiększyć dystans i ogólnie było metodą na przetrwanie wśród ludzi. Mimo, że mnie się mocno relacje z ludźmi poprawiły i już od dawna nie jestem atakowany czy chamsko traktowany - wciąż siedzi we mnie lęk, że to może wrócić w każdej chwili. Stąd też trochę unikam nowych sytuacji, gdzie mogę poznać nowych ludzi, bo jest ten lęk, że to kwestia czasu, aż znowu nie trafię na jakiś katów. To chyba przez to, że jako dzieciak czułem się atakowany kompletnie znienacka i bez żadnego powodu, więc się wrył strach że to się może zdarzyć zawsze, w najmniej spodziewanym momencie. Tak więc ta maska wesołka to jest podtrzymywana chyba zapobiegawczo.

Cóż... u mnie maska ma to samo źródło. Jakoś dodatkowo otrzeźwiająco to na mnie działa, jak czytam, co piszesz :)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-27, 12:05:13 »
Wow, właśnie mi się zmieniło tak diametralnie postrzeganie samego siebie, że się nie dziwie, że się broniłem aż chorobą zanim to do mnie dotarło.

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-27, 12:02:03 »
No na pewno bycie ofiarą było głównym powodem powstania tej maski - obracanie wszystkiego w żart miało łagodzić ranienie przez innych, zapewnić bezpieczeństwo, zwiększyć dystans i ogólnie było metodą na przetrwanie wśród ludzi. Mimo, że mnie się mocno relacje z ludźmi poprawiły i już od dawna nie jestem atakowany czy chamsko traktowany - wciąż siedzi we mnie lęk, że to może wrócić w każdej chwili. Stąd też trochę unikam nowych sytuacji, gdzie mogę poznać nowych ludzi, bo jest ten lęk, że to kwestia czasu, aż znowu nie trafię na jakiś katów. To chyba przez to, że jako dzieciak czułem się atakowany kompletnie znienacka i bez żadnego powodu, więc się wrył strach że to się może zdarzyć zawsze, w najmniej spodziewanym momencie. Tak więc ta maska wesołka to jest podtrzymywana chyba zapobiegawczo.

Cytuj
Powiem Ci z mojego doświadczenia że samotność może być całkiem fajna. Mi się aktualnie wydaje fajniejsza niż udawanie wśród innych ludzi ;)
Ja bym powiedział, że nie tyle samotność (bo ona na dłuższą metę zaczyna męczyć coraz bardziej i bardziej), co po prostu niezależność od innych ludzi na każdym poziomie naszego istnienia (czy to emocjonalnym czy mentalnym).

Zresztą z tym udawaniem to ja miałem na tyle pokręcone, że z jednej strony zawsze wprost dawałem do zrozumienia, że nie interesuje mnie i nie mam ochoty robić to co większość (czy to alkohol czy piłka nożna), a z drugiej było granie tego wesołka. Choć w sumie jak się zastanowić to obie rzeczy świetnie mi służyły do zwiększania dystansu.

A tak, już wiem - to wszystko jest nie jest po to, aby się dostosować do ludzi i zdobyć ich zainteresowanie, ale właśnie po to, aby ich zniechęcić i sprawić, żeby nie wiązali ze mną żadnych poważnych planów. Ot taki ze mnie człowiek, który z jednej strony jakiś dziwny jest, bo nie lubi i nie robi tego, tego i tamtego, a z drugiej ciągle jakieś jaja sobie robi i całkowicie niepoważny jest.

Haha, czyż to nie jest świetny sposób na zniechęcenie do samego siebie? Nie działam przez wkurzanie czy obrzydzanie innych, więc nie narażam się na ataki, a jedynie sprawiam wrażenie że nie ma sensu się mną interesować, bo jestem jedynie śmieszną parodią człowieka. Zbudowałem taki obraz samego siebie, że nikt mnie nie traktuje jako zwyczajną osobę, z którą można wchodzić w interakcję na normalnych zasadach społecznych, ale raczej jako zabawny element otoczenia, który da trochę rozrywki i o którym można zaraz zapomnieć.

I ja się dziwiłem, że związku sobie nie mogę wykreować... Całkowicie zatraciłem siebie wśród innych ludzi, więc niby co ja mógłbym pokazać mojej ewentualnej partnerce? Stałem się chodzącym dowcipem, pozbawionym uczuć, własnych potrzeb i swojego własnego ja. Co ja bym robił po poznaniu odpowiedniej dla mnie dziewczyny? W kółko ją rozśmieszał i liczył na to, że jakoś to będzie?

Muszę odzyskać samego siebie i na tym teraz będę się przede wszystkim koncentrował.

hydrozagadka

  • Wiadomości: 2 696
  • Płeć: Kobieta
  • http://uzdrawianieswiatlem.pl/ Zwrot-odzyskiwanie energii, rozpuszczanie więzów karmicznych, rozpuszczanie blokad i węzłów.
  • Status: Ekspert
[#]   « 2012-04-27, 11:59:08 »
Nad tymi maskami tez ostatnio się zastanawiałam i miałam przemyślenia...
Widzę, jak z jednej strony jestem np.: otwarta i szczera, czasem nawet zbyt szczera - aż to się w pewnym momencie zmienia w maskę "jestem szczera, otwarta, wyluzowana, nic mnie nie tyka, bo i tak wszystko od razu powiem; wszystko okraszone niby beztroskim: joo brooo, jest coool, a jak nie, to będzie cool, gdy zaczniemy z siebie żartować" ;-) Oczywiście pod tą maską mogę skrywać emocje, których nie chcę pokazać, lub nawet sama przed sobą do nich się przyznać, strach itp...

A potem się dziwię, że ktoś nie widzi np.: mojej wrażliwości, delikatności czy życzliwości.

Dobrze, ze się na tym złapałam :-)

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-04-27, 11:03:41 »
Ja te afki pisze bo u mnie problem polega na tym że dla pśki bycie sobą nie wystarcza, dostosowanie się do innych i granie kogoś więcej niż jestem. Wesołkowatość mi odeszła już dawno ale wciąż pozostały nadmierne starania i wymagania wobec siebie.

Wesołkowatość to nic innego moim zdaniem jak nieprzyznawanie się do bycia ofiarą, o czym się głębiej wie. A to nie usuwa problemu ofiary, dalej można dostać w emocjonalny nos.

No tak, i samotność też!

Powiem Ci z mojego doświadczenia że samotność może być całkiem fajna. Mi się aktualnie wydaje fajniejsza niż udawanie wśród innych ludzi ;)

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-27, 10:55:47 »
Na razie zacząłem pracę z dwiema afkami, które dostałem od Darka Logi:
1) Doceniam siebie
2) Pozwalam sobie być sobą

Zobaczę jakie reakcje będą wychodzić, ale w sumie to mi wygląda na podobne podejście jak przy Twojej afce, tyle że nieco z innej strony. Jak zacznę doceniać siebie, zauważać swoją wartość to powinna się pojawić ta świadomość "To, że jestem sobą, jest wystarczające. To, że jestem sobą jest wystarczające, żebym zasługiwał na wszystko co najlepsze." A jak nie, to się najwyżej doafirmuje :)

A co do odrzucania masek - u mnie jest ten problem, że ta moja wesołkowatość tak do mnie przyrosła, że pewne zachowania, które się z nią wiążą są całkowicie automatyczne. Będę próbował się przestawiać, ale to chyba będzie wymagało całkiem sporej ilości samoobserwacji zanim zacznę dostrzegać sztuczność potrzeby mówienia pewnych rzeczy i zauważę to jaki chcę być naprawdę w danej sytuacji.

Na początek będę musiał przede wszystkim uzdrowić bardzo silne przekonanie, że tylko w tej masce ludzie się mną interesują, a bez niej jestem skazany na brak uwagi i samotność. Co prawda już teraz dostrzegam jakiej jakości jest ta zdobywana uwaga i jakie płytkie są relacje na tym zbudowane, ale cóż...

Swoją drogą jak patrzę w przeszłość, kiedy ta maska się narodziła to widzę siebie w podstawówce gdzie jako nieśmiały i zamknięty w sobie chłopiec miałem problemy z nawiązywaniem znajomości. Wtedy też odkryłem że potrafię się wydurniać i zdobywać tym uwagę innych. Mam wrażenie, że chciałem sobie też zrekompensować śmiertelną powagę z domu (gdzie każda drobna pierdółka była zamieniana w poważną dramę) i po prostu tworzyć relację oparte na dystansie, śmiechu i braku jakiejkolwiek powagi, która mi się tak źle kojarzyła. Najwyraźniej uwierzyłem, że wskoczenie na całkowicie przeciwległy biegun w stosunku do tego co było w domu zapewni mi maksymalnie inne wrażenia - bezpieczeństwo, swobodę i luz. Przez to nigdy nie byłem traktowany poważnie i nawet jakbym się na drzewie powiesił, to by ludzie się uśmiali jaki ze mnie jajcarz i rozeszli do domów. I o to mi w sumie chodziło - trzymałem ludzi na dystans, nie pozwalałem na to, aby się wytworzyła jakakolwiek bliskość - a ta się nie mogła wytworzyć ponieważ nigdy nie ujawniałem tego jaki jestem naprawdę, dzięki czemu czułem się bezpieczny. I choć bolało mnie to - czułem, że ważniejsze jest to, aby nie pojawiły się w moim życiu kolejne osoby, które by mnie krzywdziły tak samo jak tatuś. A na tym właśnie wg mojej pś polegały bliskie relacje - "znam cię na tyle dobrze, aby wiedzieć gdzie cię zaboli". Nie mogłem więc pozwolić, aby ktokolwiek inny mnie poznał.

Uff, ciekawe kwiatki wyszły...

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-04-27, 10:16:56 »
Clint co Ci mogę polecić - pracuję od wczoraj z taką afką:

To, że jestem sobą, jest wystarczające. To, że jestem sobą jest wystarczające, żebym zasługiwał na wszystko co najlepsze.

Na początku puszczały napięcia z tyłu głowy, te trzymające maski, a dzisiaj czuję się żałośnie. Może trafi też do Ciebie taka afka?

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-04-27, 09:50:28 »
Są ludzie którzy jak widzą że ktoś przybiera takie maski to podświadomie chcą taką osobę użądlić, zwłaszcza jeśli pod maską kryje się nieszczęśliwość i inne braki. Od kiedy zaniechałem takich masek, u innych działa to na mnie jak płachta na byka i ostatnio eftowałem w tym zakresie.

Wnioski mam takie, że lepiej jest odrzucić maski i pokazać co sie za nimi kryje, a wtedy jest się prawdziwszym i otoczenie też jest prawdziwsze - znajdą się ludzie którzy zaczną się przy Tobie dziwnie zachowywać, pytać o co Ci chodzi, przecież byłeś takim wesołkiem jak oni, może nawet sie obrażać, a z drugiej strony znajdą się ludzie którzy lubią Cie takim jakim jesteś.

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-27, 08:54:30 »
...
Ja chyba nadal nie wiem, jak to docenić ;) Albo już wszystko mi się pokręciło :/

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-26, 23:59:19 »
Ktoś dostrzegł, ktokolwiek... Jednak gdy wejść głębiej to się okazuje, że tu wcale nie chodzi o kogokolwiek, ale tylko i wyłącznie o samego siebie. Mimo wszystko jesteśmy dla siebie samych najważniejszą istotą jaka istnieje i jeżeli sami nie zauważamy czy nie dostrzegamy czegoś w nas, to docenienie czy dostrzeżenie przez innych nigdy nie zadowoli nas w 100%. Ta dysharmonia w relacji z samym sobą będzie zawsze powodować jakiś ból, którego nie ukoi największe nawet docenienie ze strony innych. I wtedy podświadomość będzie wołać "niech ktoś jeszcze to doceni, niech to doceni jeszcze bardziej", ale w głębi duszy będziemy czuć że to rozpaczliwe wołanie jest skierowane właśnie do nas, a nie do innych ludzi.

Starfire

  • Wiadomości: 853
  • Alien Zen Master
  • Status: Obserwator
[#]   « 2012-04-26, 23:47:04 »

Moje wnioski po warsztatach są takie, że najwyższa pora, aby zacząć siebie doceniać i zrzucić jedną z najsilniej przyrośniętych do mnie masek - wesołka, który pajacuje cały czas aby tylko zyskać uwagę innych, ponieważ tam w środku wydaje się całkowicie nieatrakcyjny, nijaki i nieciekawy. Już od jakiegoś czasu męczyło mnie to moje ironiczno-sarkastyczno-cyniczne poczucie humoru oraz fakt, że niemal nikt nie ma okazji widzieć mnie, gdy jestem sobą. Sam się już w tym trochę pogubiłem i nawet nie jestem do końca pewny gdzie w tej mojej wesołości przebiega granica między sztuczną maską, a mną prawdziwym.

W każdym razie mam wrażenie, że istotna część emocji, które mi wyłaziły gdy wywalał mi brak związku to w rzeczywistości był brak bliskości z samym sobą, a nie z drugą osobą. Chciałem żeby ktoś zauważył, docenił i pokochał tą część mnie, którą sam potraktowałem jako nieważną i ukryłem przed innymi na rzecz głupich masek.

Clint, znam to odczucie... oj znam :/ Czasem tak bardzo by się chciało, by ktoś tą prawdziwą część dostrzegł pod tymi wszystkimi maskami, ale to chyba oczekiwanie niemożliwe, które tylko prowadzi do coraz bardziej bolesnych rozczarowań...

Clint

  • Wiadomości: 2 541
  • Płeć: Mężczyzna
    • Boski Spokój
  • Łukasz Kubiak - https://boski-spokoj.pl/
  • Status: Uzdrowiciel
[#]   « 2012-04-26, 23:42:51 »
Dziwnie się czuje. A może raczej nie tyle dziwnie, co po prostu inaczej. W weekend byłem na warsztatach regresingu, gdzie zarówno podczas sesji jak i ćwiczeń grupowych miałem okazję dużo sobie uświadomić w kwestiach samooceny. Jedną dobę później rozchorowałem się - ból gardła, gorączka, zatkany nos, bolący kark i głowa - to nie pierwszy raz kiedy mi się coś takiego przytrafiło tuż po głębszej sesji w temacie samooceny.

Dzisiaj zacząłem zdrowieć na tyle, aby w umyśle też się zaczęło co nieco przejaśniać i zaczynam dostrzegać co sprawia, że czuje się inaczej. Choćby odczucie, że zbudowanie zdrowej relacji z samym sobą stało się dla mnie na teraz ważniejsze niż zbudowanie takiej relacji z tą upragnioną partnerką. Można powiedzieć, że wszedłem na kolejny poziom dostrzegania tego, co takiego miał mi ten związek zastąpić.

Moje wnioski po warsztatach są takie, że najwyższa pora, aby zacząć siebie doceniać i zrzucić jedną z najsilniej przyrośniętych do mnie masek - wesołka, który pajacuje cały czas aby tylko zyskać uwagę innych, ponieważ tam w środku wydaje się całkowicie nieatrakcyjny, nijaki i nieciekawy. Już od jakiegoś czasu męczyło mnie to moje ironiczno-sarkastyczno-cyniczne poczucie humoru oraz fakt, że niemal nikt nie ma okazji widzieć mnie, gdy jestem sobą. Sam się już w tym trochę pogubiłem i nawet nie jestem do końca pewny gdzie w tej mojej wesołości przebiega granica między sztuczną maską, a mną prawdziwym.

W każdym razie mam wrażenie, że istotna część emocji, które mi wyłaziły gdy wywalał mi brak związku to w rzeczywistości był brak bliskości z samym sobą, a nie z drugą osobą. Chciałem żeby ktoś zauważył, docenił i pokochał tą część mnie, którą sam potraktowałem jako nieważną i ukryłem przed innymi na rzecz głupich masek.

Blackrose

  • Wiadomości: 1 330
  • Płeć: Kobieta
  • Access Bars, psychoterapia, masaże, uzdrawianie duchowe
  • Status: Zaawansowany
[#]   « 2012-04-26, 22:37:25 »
Tak, chyba potrzebuję odpoczynku. Dużo odpoczynku i akceptacji.

Sebastian

  • Gość
[#]   « 2012-04-26, 21:43:48 »
BlackRose - może po prostu w tym bądź? Zapewne siedzą w Tobie jakieś opory, jak dasz sobie przestrzeń to i one się ujawnią. I będzie coraz pewniej, bo pracę z tymi rzeczami masz już jako styl życia we krwi ;)

Ja jak poczyściłem traumy, tęsknoty, dałem sobie troche pozytywów, docenienia, to czuję większą niechęć do tworzenia trwałych relacji niż kiedykolwiek. Tego się po sobie nie spodziewałem, jestem zimnym sukiem. Ale jakby podsumować mój stan ogólny to czuję się dużo lepiej i pewniej i że każdy mój dzień ma sens (czego długi czas nie czułem i to było straszne). Dlatego nie próbuję tego jakoś zmieniać bo niezbyt mnie ciągnie do uzdrawiania relacji i podejścia do związków - wiem że moja niezależność i oswajanie się z nią są dla mnie najważniejsze. Więc z tym "jestem".

To mam na myśli mówiąc żebyś z tym była, potrzebujesz się oswoić z nową sytuacją, u Ciebie troche inną - rozwój to nie sama praca, ale też przerwy w pracy
« Ostatnia zmiana: 2012-04-26, 21:47:29 wysłana przez Sebastian »