A ja dzis w kuchni przy jedzeniu obiadu z ludzmi z pracy zostalam zle zrozumiana i posadzona o generalizowanie i nie wiem sama jeszcze sama o co.
Rzucilam przy jakiejs okazji-chcieli mnie w zartach wyswatac z kierownikiem, ze je mieso i sie nie rozwija duchowo. wiec mnie nie interesuje. A oni-skad wiesz, ze sie nie rozwija? a ja, ze kazdy kto mysli powaznie o rozwoju duchowym nie je mięsa.
Wszyscy miesozercy jednomyslnie stwierdzili, ze powiedzialam ze oni sie nie rozwijaja bo jedza mieso i poczuli sie urazeni. Zauwazylam poruszenie i zaczelam tlumaczyc, ze kazdy sie rozwija ale w pewnym momencie sie zamotałam, bo jeden chlopak stwierdzil, ze generalizuje itd(pewnie skrycie sam uwaza, ze sie rozwija). Zaczeli mi cos tam intelektualizowac wiec wyszlam, bo moj BPD umysl stracil mozliwosc rozumienia co do mnie mowia i wysnuwania zrozumiałych kontrargumentów. Bylo mi zle, ze przypisali mi intencje ktorych nie mialam. I zla na siebie, ze nie mam argumentow by wypowiedziec sie adekwatnie do sytuacji by mnie zrozumieli i nie zasklepiali sie w swoim urazeniu.
Potem temu jednemu tlumaczylam, ze ja pojmuje rozwoj jako airmowanie i medytowanie itd i wtedy to nie sluzy na dluzsza mete(zapomnialam dodac, ze od pewnego poziomu, ale i tak by nie zrozumial pewnie), a on, ze to trzeba bylo dodac, a nie ze mowic każdy kto sie rozwija to nie je miesa i ze generalizowanie jest...ja dodalam mu, ze co ze faszystkowskie wg niego? wkurzyl sie i powiedzial, ze nie bedzie ze mna gadac.
a najgorsze ze rzucilam to sobie tak ot, bezwiednie, nie zastanawiajac sie, bo gdzies to wyczytalam-u Sai Baby czy gdzie indziej i na swoj sposob widze w tym sens ale im jego nie jestem w stanie wytlumaczyc. i teraz wszyscy uwazaja ze sie wywyzszam i beda na mnie patrzec jak na wariatke (ktora jestem, ale oni nie musza przeciez tego wiedzieć)