Przeważnie sama piszę sobie dekrety, ale mam taka koleżankę, która czasami podda mi taka afirmację, jakiej sama bym nie wymyśliła. Albo nie odważyła się napisać i użyć. Niedawno w rozmowie wyszło, że mam taki lęk, że nie moge nikogo zawieść. No i od razu otrzymałam od niej afirmację "Mogę zawieść innych". Poczułam, że na ten moment i w mojej sytuacji będzie to ok. Bo jest tutaj, że "mogę", a nie że robię to czy mam takie intencje.
Zawodzenie innych nie jest pozytywne, ale ja miałam tak silny lęk przed tym, że kogos zawiodę, że nie raz sama siebie zawodziłam tylko po to, żeby żeby nie zawieść innych. Zresztą czasami są takie sytuacje, że po prostu nie da sie dotrzymać jakiejs obietnicy albo sztywne dotrzymanie slowa byłoby niekorzystne.
Uświadomiłam sobie też, że z takim podejściem jestem łatwym łupem dla manipulatorów, bo wystarczyło, ze ktoś podstępem doprowadził do tego, że się do czegoś zobowiązałam, a ja juz czułam przymus dotrzymana obietnicy. Nawet wielkim własnym kosztem.
Efekt był od razu. Wczoraj ok 13 przypomnaiałam sobie, że nie zrobiłam zestawienia kosztów na zebranie Rady Rodziców. I nie zwolniałam się z pracy i nie leciałam na łeb na szyję do szkoły po dane, żeby natychmiast robic to zestawienie- bo muszę. Nie dostałam sraczki ani bólu brzucha. Nie czułam się winna czy niegodna spojrzeć w oczy temu kogo zawiodłam.
Po prostu zadzwoniłam do przewodniczęcego RR i powiedziałam, że zapomniałam. Okazało sie, że on już poprzedniego dnia wiedział, że nie wzięłam danych. Jakby mu aż tak zależało to by mi przypomniał. Zresztą jak sie później okazało, zestawienie nie było wcale potrzebne, bo na zebranie przyszło tylko troje rodziców, reszta olała.
Cieszę się, że odpuściłam sobie i zaufałam przestrzeni, że skoro zapomniałam tego zrobić to widocznie miało byc zrobione w innym czasie..