Dziękuję, Wasze posty pomogły i uświadomić sobie w czym leży problem. We wczesnym dzieciństwie byłam w centrum uwagi, dużo mówiła - za dużo, byłam śmiała odważna, ale z czasem zaczęłam zauważać że nikogo nie interesuje co mam do powiedzenia, co zaczęło się pogłębiać, kiedy dorastałam w cieniu siostry. To mni zawsze mówili,żebym była cicho, ona była starsza "mądrzejsza", mniej gadatliwa,wiec byla chetniej wysłuchiwana, w towarzystwie była lubiana, podobała się wszystkim wiec to z nia wszyscy rozmawiali,to co ja mowilam ulatywało w powietrze. Choć od tej pory wiele się zmieniło i jestem postrzegana jako osoba atrakcyjna, nadal czuje sie nie ważna. Umoe, kokietowac na odleglosc a w towarzystwie mam wrazenie,ze nawet moja malomownosc wydje sie facetom pociagajaca i tajemnicza to kiedy zostajemy sami czar pryska, bo nie ma o czym ze mna pogadać. Oczywiscie nie jest mi to potrzebne bo mam stalego partnera, ale nie chce byc postrzegana w gronie jego kolegów jako nudziara. Czasem jestem chyba postrzegana jako zbyt, powazna, lubie sie smiac zartowac, ale mam jakas taka sztywnosc w sobie i nawet moje zarty sa odbierane a serio.
Pamietam sytuacje, ktora była miłą odmianą. Poznalam przypadkowo w pociagu chlopaka z ktorym od razu sie swietnie dogadałam, nie przeszkladzala mi w rozmowie nawet jego atrakcyjnosc co stwarza u mnie normalnie blokadę. Byl bardzo wesoly i pozytywnie nakręcony a to mnie dodatkowo peszy, tym razem bylo jednak inaczej.