Na tym forum zdecydowaną większość stanowią UA, które z reguły przejawiają wiele obciążeń z poprzednich wcieleń i w przeciwieństwie do większości ludzi - muszą w swoim rozwoju uwzględnić pracę nad poprzednimi żywotami, do czego świetnie się nadaje choćby regresing.
I tutaj zaczynają się problemy, z których sam zacząłem wychodzić dopiero w ostatnich miesiącach. Chodzi o nadmierne skupianie się na poprzednich wcieleniach, a traktowanie pobieżnie obecnego życia.
Gdy zaczynałem swój rozwój, zamówiłem u Leszka ARD z której wynikało, że tylko 25% programów autodestrukcyjnych i destrukcyjnych pochodzi z poprzednich wcieleń. 75% pochodziło z tego życia. Dlaczego więc podczas sesji przez 90% czasu krążyłem gdzieś po poprzednich wcieleniach i tam szukałem źródeł swoich problemów? Ponieważ uciekałem przed konfrontacją z najtrudniejszymi, najboleśniejszymi i najświeższymi ranami. Były oczywiście sprawy z poprzednich wcieleń takie jak choćby upadek świadomości, które domagały się natychmiastowego uzdrowienia i nie żałuje w żadnym razie mocnej koncentracji na tych zagadnieniach. Mam jednak świadomość, że mogłem znacznie szybciej porządnie się wziąć za okres dzieciństwa, relacje z rodzicami i pozostałe sprawy z tego życia.
Wiele osób ulega iluzji, że skoro poprzednich wcieleń była cała masa, a obecne jest tylko jedno i stanowi bardzo niewielką część całości to należy mu równie małą część uwagi poświęcać. Tutaj zaczyna się już życie przeszłością i niedostrzeganie teraźniejszości. Żyjemy tutaj i teraz. Dla podświadomości o wiele ważniejsze jest to, że jestem Łukaszem, który miał takiego tatusia jakiego miał, którego w dzieciństwie spotkało to i tamto. To jest to, z czym teraz pś się mocno utożsamia, nie bez powodu budowała niemal od nowa całą osobowość po narodzeniu się. Poprzednie wcielenia to odległa pieśń przeszłości, pewna baza która wyznaczała kierunek zmian, pod wieloma względami dość istotna, ale jej poznanie służy głównie po to, aby zrozumieć dlaczego w tym życiu moja osobowość kształtowała się tak, a nie inaczej. Sama osobowość mimo wszystko kształtowała się w tym życiu i to właśnie w tym życiu są te czynniki, które nadały jej taką, a nie inną formę. Właśnie dlatego czynniki z tego życia są kluczowe dla prawdziwych, głębokich zmian naszego ego.
Wbrew pozorom naszego ego nie jest taką skostniałą strukturą, która się tylko rozbudowywała przez kolejne wcielenia. Ono co każdą śmierć rozpuszczało się w dość dużym stopniu, a po kolejnych narodzinach odbudowywało od nowa na bazie tego co zostało, tego co było na tyle ważne, aby nawet po śmierci nie odpuścić(jedynie ta część jest skostniała). Dlatego też to ego, które chcemy rozpuścić w Boskości to w dużej części twór powstały w tym życiu. Właśnie w tym życiu siedzi większość sznurów podtrzymujących istnienie naszego ego.
A ono o tym wie i doskonale wie jak zaradzić swojemu zniszczeniu - posyła nas w niekończące się błądzenie po poprzednich wcieleniach. Przez te tysiące lat wydarzyło się wystarczająco dużo, aby dać nam roboty na całe życie
A jak łatwo nas zmylić! Powiedzmy, że męczy nas jakieś wkurzenie, w rzeczywistości jest to złość na tatusia, który był wobec nas niesprawiedliwy. Mamy więc już jakąś emocję, złość z powodu niesprawiedliwości. Oj, jakie pole do popisu dla naszej pś, która analogicznych sytuacji może nam całe setki wyciągnąć. Możemy sobie przypomnieć jak czuliśmy taką samą złość, z powodu niesprawiedliwości naszego króla, naszego arcybiskupa, naszej mamusi sprzed 600 lat czy kogokolwiek innego. I można tak drążyć i drążyć, a uraza do naszego obecnego tatusia wciąż jest podtrzymana i nieprzebaczona. Coś tam pewnie może się ruszyć, możemy sobie w końcu wyrzucić jakieś emocje, pokrzyczeć i poczuć ulgę, że się coś ruszyło - sedno problemu jednak pozostaje nieruszone.
Mówi się, że dla pś nie ma znaczenia czy coś się działo wczoraj czy 1000 lat temu. Myślę, że w pewnym sensie jest to prawda, ale nie do końca. Mam wrażenie, że ona nie jest na tyle głupia, aby nie odróżniać obecnego życia, od poprzednich. Ważne rzeczy z poprzednich wcieleń stara się w obecnym życiu odtwarzać zgodnie z możliwościami, ale potrafi odróżnić to życie od pozostałych. Ona wie że biskup, który wkurzył nas 300 lat temu, już dawno nim nie jest, a obecnie jest naszym kolegą Zenonem z pracy. Może chcieć wciąż się zemścić za to, co było te 300 lat, ale to się odegra w tym życiu na nowo i to właśnie emocje towarzyszące zdarzeniom z tego życia, będą istotniejsze. Ważniejsze będzie przenalizowanie i uzdrowienie tego co się wydarzy między nami w tym wcieleniu, a cofanie się o te 300 lat może być potrzebne jedynie po to, aby poznać samo źródło problemu, a i to jest dopiero konieczne wtedy, gdy jesteśmy zbyt uparci, aby odpuścić to co się odegrało na nowo. No, ewentualnie może się przydać, gdy czujemy jakąś złość na Zenona i chcemy to uzdrowić zanim cokolwiek się w tym życiu zdarzy.
Ostatnia rzecz, którą chciałbym poruszyć to kwestia doradzania innym ludziom na forum. Przychodzi tu ktoś z jakimś problemem dotyczącym pracy czy zwyczajnych relacji międzyludzkich i zamiast zacząć od doradzenia jak sobie poradzić ze zwyczajnymi mechanizmami psychologicznymi, jak zbudować konkretne, pozytywne wyobrażenia, doradzić jakieś sensowne afirmacje - to taka osoba dostaje porady od dupy strony - słyszy coś o jakiś białych astralach, gestapo, karmie prostytutki, itp. Najpierw się zaczyna od tego życia, pracuje nad rzeczami, które działają i mają swoje źródło w tym życiu, a dopiero potem, jeśli jest taka potrzeba - schodzi się głębiej i szuka w poprzednich wcieleniach. Skąd w ogóle pewność, że skoro dana osoba przejawia wzorce, które sami mieliście, to że je nabyła w taki sam sposób jak wy? Dajcie jej podstawy do pracy i niech ona już sama sobie szuka pierwotnych przyczyn. Nic dziwnego, że potem tyle osób właśnie się plącze w poprzednich wcieleniach, skoro dostają tyle porad i sugestii dotyczących poprzednich wcieleń, a tak mało dotyczących obecnego życia. Osoby nowe w rozwoju, dopiero się uczące co i jak, są w ten sposób uczone złych nawyków.