Tak mi przyszło do głowy w kontekscie dyskusji prowadzonej gdzie indziej:
Osobiście uwazam, ze kto SAM nie ma zdolności PSI, nie powinien się tym tematem w ogóle zajmować. Bo to rodzi rozczarowania, albo powoduje podązanie za fałszywymi dowodami CUDZEJ mocy. CUDZOświadomość nie jest nic warta i zdecydowanie w rozwoju duchowym przegrywa z SAMOświadomością.
Rozwój duchowy polega na zajmowaniu się SOBA, a nie na dywagowaniu, czy inni coś mogą, czy nie mogą? Czy czynią cuda, czy sztuczki? Czy mają czyste intencje, czy nie?
Od dywagacji tylko głowa boli i miesza się w umyśle.
Tymczasem rozwój duchowy polega na rozwijaniu W SOBIE zdolności, jakimi zostaliśmy obdarzeni przez Boga. Jedni są obdarzeni dolnościami PSI, inni Siddhis (mocami duchowymi czy też darami Ducha Św.), kolejni zdolnościami artystycznymi, inni technicznymi, manualnymi itd.
Chodzi o to, by odkryć, czym dysponujemy i rozwijać to, a potem pozwolić Bogu, by korzystał z naszych zdolnosci.
Zdecydowanie odradzam zmaganie się z rozwijaniem zdolności, jakich nie posiadamy! Demokracja może jest dobra w polityce, ale NIE w kwestii mocy duchowych. Tu nie ma równych. Są tacy, ktorzy je mają i tacy, ktorzy ich nie mają. To nawet nie zależy od poziomu rozwoju duchowego! To zależy od tego, co mamy w swym "dziedzictwie" z poprzednich wcieleń. Od nas zależy, czy to akceptujemy, czy nie możemy się z tym pogodzić. W skrajnych przypadkach ów brak pogodzenia skutkuje negowaniem u innych tego, co dla nich jest zupełnie naturalne i oczywiste.
Ale czy daltonista ma prawo oskarżać widzących kolory o oszustwa?
Przecież w jego świecie cos tak nieprawdopodobnego jak kolory, w ogóle nie istnieje!
A jednak daltoniści okazują się bardziej pokorni wobec rzeczywistości niż niektórzy pozbawieni mocy duchowych rozwojowcy.
KAŻDY Z NAS MA JAKIŚ TALENT, dzięki któremu moze byc pożyteczny dla innych i rozwijać sie duchowo. Chodzi o to, by ten talent rozwijać ZGODNIE Z BOSKIM PLANEM /Najwyższym Dobrem swoim i innych, i nie negować, ani nie zadrościć talentów u innych.
Tak samo, jak potrzebni są cudotwórcy, uzdrowiciele, artyści, nauczyciele, tak samo potrzebne są kucharki, sprzątaczki, mechanicy, czy górnicy. Nie ma pracy, która by kalała osobę rozwijającą się duchowo. Nie ma też takiej pracy, która by ją wyrózniała, "wynosiła" w oczach Boga czy społeczeństwa! Zadufanie w sobie nie prowadzi do rozwoju, tylko do upadku.
Co prawda w oczach Boga mamy równe szanse być szczęśliwymi i oświecić sie, to jednak nie mamy identycznych zdolnosci czy mocy. NAWET PO OŚWIECENIU! A to dlatego, że mogliśmy ich nie wypracować, nie rozwinąć, albo nawet zaprzeć się ich i wyrzec. To jest zrozumiałe dla kogoś, kto akceptuje i rozumie koncepcję reinkarnacji oraz karmy. Dla tych, którzy nie akceptują, nie mam recepty na rozwój.
40 lat temu dziadek mojego kolegi pomstował na rodzine, że kpi ze starego człowieka, bo przecież coś takiego jak telewizja, nie może istnieć. Konsekwentnie odmawiał wejścia do pokoju, w którym stał telewizor. Bo nie wolno GO oszukiwać!
Podobie myślą i zachowuja się niektórzy rozwojowcy, którym brak mocy duchowych.
A POWINNI ZAJĄĆ SIĘ SOBĄ i SAMOpoznaniem!