Po za standardową pracą typu afirmacje, sesje, medytacje przede wszystkim trzeba stopniowo zmieniać nastawienie do siebie. Nie przejdziesz natychmiastowo z nienawiści do pełnej miłości, ale można stosunkowo szybko przechodzić kolejne etapy przy odpowiedniej motywacji i wytrwałości.
Bardzo ważna jest obserwacja siebie - obserwowanie tego jak się traktujesz, jak o sobie myślisz, co mówisz o sobie innym ludziom - mam na myśli zarówno te istotne sytuacje jak i codzienne drobnostki. Warto przyjrzeć się swoich nawykom pod kątem tego jak traktowali Cię rodzice i inni ludzie, a na ile Ty to powtarzasz. Jeśli zauważysz, że to nie jest Twoje, tylko powtarzasz to do czego Cię przyzwyczajono od dziecka, w co uwierzyłaś że zasługujesz od świata i siebie - będzie Ci łatwiej Ci to odpuścić. Zapomnij o tych nawykach i schematach - wypracuj sobie swoje własne, traktuj siebie tak jak naprawdę chciałabyś być traktowana, a nie jak Ci się wydaje że na to zasługujesz.
Nie spinaj się za bardzo z tymi zmianami, nie traktuj pracy and sobą jako okazji żeby się znów krytykować/poniżać/obwiniać/nienawidzić - daj sobie prawo do porażek, do chwil słabości, pozwól sobie upaść tyle razy ile będzie to konieczne - liczy się to, że się podnosisz, a nie to że upadasz.
Pamiętaj, że ten proces pokochania siebie będzie tak bolesny i trudny, jak bardzo się będziesz opierać miłości. Jeśli będziesz czuć przeciążenie i bezsilność, skup się na wyluzowaniu, odpuszczeniu, daj sobie czas i nie presjonuj się, ani nie poganiaj. Wszystko dojrzewa w swoim czasie. Nie bierz na siebie za dużo na raz. Akceptuj to co jest i odpuszczaj sobie to co nieprzebaczone.
Wprowadzaj stopniowo w życie to na co się otwierasz, stawiaj kolejne granice, pozbywaj się szkodliwych nawyków, rezygnuj z toksycznych relacji, sięgaj po swoje. Nawet nieudane i poniżające próby są skarbem, liczy się to że działasz dla swojego dobra, nawet jeśli to nie wychodzi. Z czasem będzie coraz lepiej.
Koncentruj się jak najczęściej na miłości w sercu, kontempluj ją codziennie, niech daje Ci ona ukojenie, niech będzie Twoim bezpiecznym centrum. To jest podstawa, dostrajanie się do miłości Cię poprowadzi - im więcej jej będziesz czuła, tym łatwiejsza i bardziej oczywista będzie Twoja droga.
Pamiętaj też, że Bóg Cię kocha, nawet jeśli Ty nie kochasz siebie - pamiętaj, że nie jesteś nigdy sama i masz potężną pomoc i wsparcie, o które zawsze możesz poprosić. NIGDY nie jest tak, że jesteś pozostawiona sama sobie i nie da się nic zrobić. Po pomoc można zawsze sięgnąć i warto to robić, szczególnie w chwilach totalnej bezsilności.