Często bywa tak, że im większy i trudniejszy temat przerabiamy tym większe opory, a co za tym idzie - większa nieprzyjemność z pracy nad tematem. Skoro temat duży, to zmiany w życiu też potem są duże i stąd łatwo o wniosek, że im więcej nieprzyjemności tym skuteczniejsze i lepsze efekty. To jest błędny wniosek, ponieważ nieprzyjemność nie wynika bezpośrednio z faktu, iż przerabiamy duży i trudny temat, ale z powodu naszych oporów przed puszczeniem obciążeń i wpuszczeniem na to miejsce Boga. A nawet te duże i ciężkie tematy mogą być przerabiane stosunkowo lekko.
Jest to tym łatwiejsze im więcej mamy urzeczywistnionych pomocniczych aspektów np. zaufanie do Boga i Jego prowadzenia, samoocena, miłość i szacunek do siebie, poczucie bezpieczeństwa w stosunku do własnego wnętrza, zaufanie do siebie, rozwinięta intuicja i świadomość rozróżniająca, itp. itd. Jeśli rozwój jest katorgą emocjonalną to znaczy, że są poważne braki w tych podstawach i warto się przyjrzeć gdzie są największe dziury i je załatać, zamiast się męczyć i szarpać ze sobą, bo tak to jest potem ciężko przeskoczyć pewien poziom jakości życia i czucia

Dla ludzi, którzy zaczynają pracę nad sobą z takiego momentu w swoim życiu, że mają dużo problemów ze sobą i swoim życiem - normalne jest to, że na początku rozwój może być mniej lub bardziej drogą przez mękę. Sam też to przechodziłem

Nie można jednak się na tym zatrzymywać - wraz z postępami rozwój powinien być coraz lżejszy, łatwiejszy, samodzielny i przyjemny. Docelowo to ma być przyjemna przygoda, która prowadzi się praktycznie sama

(Bóg Twym żaglem, sterem i kapitanem

)