Autor Wątek: Mam pytanie... - czyli do wszystkich "guru" :))  (Przeczytany 718494 razy)

Lilliole

  • Wiadomości: 1 657
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-17, 08:52:57 »
czy ktoś z Was przerabiał kiedyś wzorce "zamartwiania się"? jak to ugryźć? trzeba znać koniecznie przyczynę?
jestem już taka zmęczona szukaniem przyczyn...

Ja miałam takie wzorce. Ja to nazywałam wzorce martwienia się. Nie wiem czy to to samo czy jest jakas subtelna różnica :))
Miałam kilka podejść do tego tematu. Z tego co pamiętam to u mnie to się opierało na :

1. poczuciu, że nie może byc cały czas dobrze
Że raz jest dobrze,raz jest żle. Więc kombinowałam sobie (podświadomie), że jak sie zamartwoam to jest to źle, a potem z tego wychodzi dobrze. I wtedy mogę ominąć negatywne wydarzenia. Bo tym "źle" jest zamartwianie się, a tym "dobrze" - jest to co sie potem pozytywnego wydarzy.

Tutaj musiałam przekonać podświadomość, że może byc cały czas dobrze. A jak nawet jest gorzej to mam z tego  informację do uzdrawiania, ale i tak Wyższe Ja mnie z tego wyprowadzi.
A poza tym zdałam sobie sprawę, już samym martwieniem się składałam zamówienie do Wszechświata jakich stanów chcę doświadczać i Wszechświat dawał mi coraz więcej powodów do zmartwień.

2. pokucie.
Zamartwianie się było też pewnym rodzajem pokuty. Tak na wszelki wypadek. Bo miałam cały czas poczucie winy za wszystko, które mogłam zagłuszyć martwieniem się.

Tutaj uwalniałam się od poczucia winy i przekonania, ze pokuta ma sens czy jest czyms mądrym.

3. poczuciu wyższości martwiących się.
miałam poczucie, że jestem lepsza od tych "beztroskich", bo więcej widzę, więcej czuję i więcej rozumiem. A oni są beztroscy bo nie znaja życia. Gdyby wiedzieli tyle co ja..... :-))) Ja jestem taka wrażliwa, a oni tacy znieczuleni... Nie widza zależnośc ani zagrożeń ...

a to juz wogóle gruby temat, żęby to ruszyc potrzebne było:
docenienie beztroski, zaufanie do Boga i WYższego Ja , puszczenie kontroli, odpowiedzialności za innych, za świat, misje zbawiania innych, uwalnianie sie od ocenienia i leku przed oceną i pewnie jeszze wiele innych

4. potrzebie wsparcia
Ponieważ moja mama tez bardzo ceniła "martienie się", które rozumiała jako "odpowiedzialność". I to martwienie u mnie "premiowała". Tylko wtedy mogłam dostać od niej wsparcie.
A jak się nie przejmowałam to presją doprowadzała mnie do "martwienia się", żeby potem móc mnie pocieszać i być ta dobrą.

przebaczyłam mamie i otworzyłam się na wsparcie ogólnie od Wszechświata zamiast żadac tego od konkretnych osób,

Mniej więcej tak to było.


pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-16, 21:22:57 »
Czy ktos korzystal z terpaii zcaszkowo-krzyzowej i moze cos powiedziec o swoich doswiadczeniach z nia?

ania.82

  • Wiadomości: 1 086
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-16, 17:33:08 »
czy ktoś z Was przerabiał kiedyś wzorce "zamartwiania się"? jak to ugryźć? trzeba znać koniecznie przyczynę?
jestem już taka zmęczona szukaniem przyczyn...

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-16, 10:03:14 »
Karina, kontempluje to latami! To nie jest normalne, co sie dzieje!

Karina

  • Wiadomości: 3 331
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Obserwator
[#]   « 2015-06-16, 07:39:25 »
pkrl758

jak Cię czytam to wpadam w bezradność, może chodzi o to, żebyś zaakceptował tą swoją bezradność i poprzeżywał ją. Co do tego, ze wiesz co twój stan powoduje, a nie możesz tego zmienić to pozostaje tylko również zaakceptować, ze tak masz na ten moment. Możesz tez pokontemplować przeciwieństwo: Jestem bezradny, jestem zaradny.

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-16, 02:34:30 »
Co to jest za sytuacja, w ktorej czlowiek np. potrzebuje bliskiej osoby a takich osob w ogole nie spotyka? Czy moga byc czynniki pozamaterialne ktore powoduja taka niemoc? Albo kwestia pracy: czlowiek czyms sie interesuje, chce cos robic ale ciagle napotyka okolicznosci, ktore mu na to nie pozwalaja, np. inne zapotrzebowania rynku albo brak takich albo cos jeszcze?

Ja od lat tkwie wlasnie w takiej sytyacji, gdzie doslownie wszystkie wazne dziedziny zycia stoja u mnie w miejscu chociaz bardzo staram sie to zmienic. To powoduje u mnie ogromne poczucie frustracji polaczonej z ogromnym lekiem o to, co bedzie dalej. Przestalem wierzyc, ze cos ulegnie zmianie i ze to jest zalezne ode mnie. Czuje, jakby jakas niewidzialna sila powodowala te rzeczy, nie pozwala na pojscie dalej. Bo jak nazwac fakt, ze nie spotykam okolicznosci i mozliwosci zmiany czegokolwiek?

Ja od dziecka pamietam, ze od zawsze czulem jakis rodzaj niepasowania tutaj i to przedkladalo sie na moje stosunki z ludzmi, na lekliwosc, strach przed wychodzeniem do ludzi, a pozniej na niechec do srodowiska w ogole, niezaleznie czy to bylo srodowisko zwiazane z rynkiem pracy czy innymi kwestiami. Takjakbym wewnetrznie czul sie tutaj nieswojo, jakby zachowania ludzi byly dla mnie nieswoje, obce. Ja nigdy nie mialem wielu znajomych, nie potrafilem wejsc w jakakolwiek grupe, srodowisko, a dzis przebywanie wsrod ludzi czesto mnie meczy, wysysa energie.
« Ostatnia zmiana: 2015-06-16, 02:38:31 wysłana przez pkrl5758 »

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-16, 02:09:50 »
Witek, czy Ty rozumiesz, ze ja wiem, czemu tak jest i ze nie jestem w stanie tego zmienic? Nie umiem dac sobie rady z ta swiadomoscia. Dochodzi do tego jeszcze kwestia tego, ze ja nie moge czekac pare lat na poprawe bo musze jakos zarabiac, z czegos zyc, mam juz trzydziesci kilka lat i jesli to dalej bedzie trwalo pare lat, to ja w ogole nie mam zadnych szans na rynku pracy ktory jestjaki jest. Kto mnie bedzie utrzymywal? Obcy ludzie, rodzice? A nie potrafie wyobrazic sobie pojscia do pracy typu budowa czy kasa, ale tak to sie skonczy bo teraz jest takie tempo i sposob pracy ze trzeba od razu od mlodego czyms konkretnym sie zajmowaci specjalizowac. Tego nie zmieni trapeuta. Po co mam chodzic po raz kolejny i czuc, ze w ogole to nic nie daje? Bo mnie analizowanie i uswiadamianie nic nie pomaga, ja juz dotarlem do takiej swiadomosci, ze mnie to calkowicie przytloczylo.

Ja czuje, ze problem jest gdzie indziej, ze to jest cos, co lezy po stronie jakiejs energii czy czegos pozafuzycznego, co sprawia ze wiedzie mi sie tak a nie inaczej bo nie ma tutaj racjonalnego (terapeutycznego) wyjasnienia, dlaczego tak mam skoro niczym szczegolnym sie od innych nie roznie.
« Ostatnia zmiana: 2015-06-16, 02:17:26 wysłana przez pkrl5758 »

Witek D.

  • Wiadomości: 1 939
  • Płeć: Mężczyzna
    • Dotykduszy.com
  • Witold Dopierała, regresing, analizy psychometryczne i duchowe. Zapraszam na http://dotykduszy.com/
  • Status: Regreser
[#]   « 2015-06-16, 00:25:22 »
Możesz przyjąć pomoc, albo możesz ją odrzucać. Ale inni są w stanie pomóc Ci jedynie na miarę swoich możliwości. Nie jest to znieczulica a po prostu to że nie jesteśmy omnibusami, każdy może poradzić coś na tyle na ile potrafi czy czuje. Możesz albo temu zaufać i spróbować, albo odrzucić, ale jak negujesz, odrzucasz każdy pomysł który padł to trudno by ktoś chciał Ci zaproponować coś od siebie. Jesteśmy tylko ludźmi.

Jeśli jak mówisz, trwa to parę lat, to nie będzie to pewnie na pstryk zmienione, parę lat terapii (jakkolwiek tego słowa może nie lubisz) być może będzie potrzebne. Nie po to bo to jest coś czego potrzebujesz - a po to by zrozumieć czemu twoje faktyczne potrzeby nie są realizowane - nie po to by sobie potwierdzić to co już wiesz, tylko by zobaczyć czego jeszcze nie wiesz o rzeczywistości i innych ludziach i czego nie jesteś w stanie zobaczyć, póki wierzysz że to co wiesz to wszystko i że wszyscy są tacy. Ja proponuję, podobnie jak Inga, terapię psychodynamiczną. Nawet jak terapeutów-osób które potrafią Cię faktycznie zrozumieć, jest prawie że wcale - to szukać takich, z którymi jednak się da.
« Ostatnia zmiana: 2015-06-16, 00:28:32 wysłana przez Witek D. »

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-15, 23:07:03 »
Czymu tutaj panuje taka obojetnosc?! Ja chce zyc a nie wiem, czy poradze sobie!

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-15, 18:22:07 »
Nic nie poradze na to, ze nie dzieje sie otaczajacej mnie rzeczywistosci cos, co by mnie inspirowalo. Nie potrafie na sile wyjsc do ludzi, z ktorymi i tak nie mam zadnych wspolnych tematow, przyjac takich samych zachowan czy pojsc do pracy, ktorej nie lubie i ktora dawalaby mi tylko srodki do zycia. Nie umiem tak i nie potrafie tego zmienic! To powoduje u mnie calkowita izolacje i nieakceptacje ze strony innych ludzi, nie rozumiem dlaczego nie spotykam ludzi podobnych do siebie i nie znajduje okazji do zaczepienia sie w rzeczywistosci, tak jak inni.

JenKa

  • Wiadomości: 287
  • Płeć: Kobieta
  • Status: Poszukujący
[#]   « 2015-06-15, 18:10:14 »
Michał, jakiś czas temu ktoś tu napisał o odwróconej polaryzacji. Przy okazji wczytywania się w temat znalazłam artykuł o problemach z eft spowodowanych tą polaryzacją właśnie. Może na coś ci się przyda : http://www.atmajoga.pl/podswiadomosc-eft/

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-15, 18:05:46 »
Tu chodzi o to aby dzięki temu bliskiemu związkowi z terapeutą, nauczyć sie nawiązywać bliskie kontakty z innymi ludźmi. Bo to że jesteśmy sami wynika z tego że nie potrafimy tworzyć takich bliskich związków.

Ja uwazam i czuje, ze potrafie je tworzyc. Odpychaja mnie ludzie dlatego, ze im przeszkadza moje podejscie do rzeczywistosci a nie brak umiejetnosci nawiazywania kontaktow! Bonie chce chodzi do pracy, ktora jest oferowna, bo nie chce sie dostosowac dotego, co jest. Powodow sa setki, ale skutek zawsze ten sam!

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-06-15, 18:04:21 »
Tu chodzi o to aby dzięki temu bliskiemu związkowi z terapeutą, nauczyć sie nawiązywać bliskie kontakty z innymi ludźmi. Bo to że jesteśmy sami wynika z tego że nie potrafimy tworzyć takich bliskich związków.

pkrl5758

  • Gość
[#]   « 2015-06-15, 17:58:50 »
Ja też nie mam nikogo bliskiego, nikogo z kim mogłabym porozmawiać i nogdy takiego kogoś nie miałam. I właśnie na terapii psychodynamicznej, doszłam do takiego etapu zmian, że terapeuta staje sie dla mnie bliską mi osobą, taką o jakiej zawsze marzyłam i taką którą mozna pokochać. A dzięki temu zaczynają się budzić we mnie uczucia których nigdy nie miałam i nadzieja że uda mi się wyjść z przepaści w której jestem.

Ja nie chce miec w osobie terapeuty kogos bliskiego tylko ludzi,ktorzy zyja obk nas wszystkich! Nic nie poradze na to, ze nie zachowuje sie tak, jak inni i unikam wszystkiego, w co inni wchodza automatycznie. Nie zamierzam tego zmieniac i oklamywac siebie! Ale powoduje to calkowita izolacje i to jest punkt bez wyjscia.

Nie jestem w stanie zzyc sie z otaczajaca mnie rzeczywistoscia i  zaczac zyc tak, jak inni bo ta rzeczywistosc nie pasuje mi w 100 procentach! Dlatego moim probleme jest znalezienie bliskiej osoby i materialnego bezpieczenstwa bo musialbym wejsc w ta rzeczywistosc a ja w nia wchodzic nie chce calym soba!

mam dosc pisania tutaj juz bo czuje, ze nie przynosi to mi zadnego pozytku. To samo z korzystania z pomocy terapeutow, ktorzy gadaja dokladnie te same rzeczy! Czy naprawde tak trudno zrozumiec, ze ja calym soba nie umiem wejsc w otaczajaca mnie rzeczywistosc, nasiaknac czyms co jest tu i teraz?
« Ostatnia zmiana: 2015-06-15, 18:04:11 wysłana przez pkrl5758 »

Inga

  • Gość
[#]   « 2015-06-15, 15:53:32 »
Czlowieku, ja probowalem w moim zyciu wiekszosci metod i kazda gowno mi pomogla!

Mnie brakuje bliskosci o osob, z ktorymi moglbym spedzac czas a nie kolejnej terapii, problem w tym ze zyjemy w czsach gdzie kazdy albo tego czasu nie ma, albo ma kogos albo chowa sie za szklanym ekranem!

Takie gadki wal do nastolatka, anie do trzydziestokilkuletniego czlowieka po przejsciach. J aiwdzialem ludzi ktorym glowa pekala i wylatywal mozg z krwia...

Ja też nie mam nikogo bliskiego, nikogo z kim mogłabym porozmawiać i nogdy takiego kogoś nie miałam. I właśnie na terapii psychodynamicznej, doszłam do takiego etapu zmian, że terapeuta staje sie dla mnie bliską mi osobą, taką o jakiej zawsze marzyłam i taką którą mozna pokochać. A dzięki temu zaczynają się budzić we mnie uczucia których nigdy nie miałam i nadzieja że uda mi się wyjść z przepaści w której jestem.