To jest cytat z mojego postu.
W ogóle uważam, że nie należy szarżować z tym rozwojem duchowym.
Powolutku. I ugruntowywać zmiany 
Dopiero wtedy przechodzić dalej.
Baby steps...
Bo można sobie napytać problemów.
I teraz chciałabym coś dodać.
Otóż kiedyś tam, jednocześnie prawie, bo w ciągu około 1,5 roku, nastąpiły w moim życiu dość radykalne zmiany.
Kolejność była nastepująca : konkretna operacja, rozwód, przejście na wegetarianizm, warsztaty i sesje regresingu, przestałam pić kawę, herbatę, etc

Rezultaty : nerwica lękowa.
Tak zaczęłam odczuwać energie i przewidywać różne sprawy , że niemożliwym dla mnie się stało wyjście do sklepu ! Czułam/widziałam na co komu dolega, kto co mi życzy, i nie tylko mi.
Trzymałam się rączki mojego małego wtenczas dziecka, bałam sie, trzęsłam .
A synka, bo starszy, prosiłam o to żeby ze mną pospacerował dookoła coby się ze światem oswoić, najczęściej w nocy, żeby ludzie nie widzieli

Dlatego : baby steps ! Zalecam.
Pooowolutku
Do zmian należy się przyzwyczajać. Ugruntowywać.
POCZUĆ z nimi BEZPIECZNIE !