Potrzebuje dobrej rady.
Odkąd zacząłem pracować nad sobą a było to z 6 lat temu nigdy niepotrafiłem być systematyczny w tym co robię, zaczynałem pisać jakieś afirmacje i szybko przeżucałem się na inne, często brałem się za stosowanie jakiejś metody i szybko przestawałem sam nie widząc czemu. Starałem się pracować regularnie ale niestety zawsze się poddawałem na jakiś czas bo już miałem dość lub mi się okrutnie nie chciało i robiłem przerwę. Do tej pory uważałem że nie odniosłem sukcesu tylko dlatego że byłem niesystematyczny i za mało wytrwały ale dzisiaj zmieniłem zdanie.
Zaczynam się martwić że nigdy mi się nie uda uzdrowić swojego życia. Problem polega na tym że gdy siadam z zamiarem pracy nad sobą to niepotrafie z siebie wykrzesać jakichś lepszych uczuć typu zadowolenie, radość miłość, gdy zaczynam afirmować to odrazu zauważam że to co sobie powtarzam nie ma mocy, jakbym czytał ulotkę reklamy którą widziałem już 1000 razy, niemoge się skupić, marnuje czas i w efekcie samopoczucie pogarsza mi sie jeszcze gorzej. Nie zawsze tak jest ale zbyt często bym mógł regularnie afirmować. W stanie takiego przygnębienia w jakim wtedy jestem afirmowanie i czytanie dekretów czy modlitwa czy nawet EFT to jest strata czasu i energii. Próbowałem sie nie raz opukiwać za pomocą EFT ale czułem sie jeszcze gorzej tak jak bym rozgrzebał jeszcze więcej emocji, to mnie do nikąd nieprowadzi bo się w tym zapętlam.
Próbowałem robić oddychanie rebirthingowe, wiecie co było ? Usnołem w ciągu 5 minut, potem przez kolejne 10 minut wybudzałem się chyba z 30 razy, miałem wrażenie że mineło z 2 godziny a to było zaledwie 15 minut. CHyba by mnie ktoś musiał ciągle chlastać po twarzy i oblewać lodowatą wodą żebym nie usnął.
Nie wiem co dalej robić z tym wszystkim. Do tego przepotężnie mi wywala, im bardziej się staram jakoś wzbudzić w sobie miłość to tym bardziej walcze ze sobą i nerwica sie odzywa.
Zacząłem prace od poniedziałku i planowałem czytać dekret 3 razy dziennie, pisać afirmacje pod wieczór, słuchać medytacji i skupiać się na tym czego chcę, ale nie jestem w stanie tego robić z powodu mojego kiepskiego samopoczucia i to mnie najbadziej łamie i odbiera wiare że uda mi sie wyjść z moich problemów.
I co tu robić ? Jak mogę sam sobie pomóc ?
Jak mam dobry humor to zmieniam całkowicie punkt widzenia. Wtedy niema rzeczy niemożliwych a praca jest radością no ale taki stan zdarza mi sie raz na drugi dzień. Nic niezawojuje jeśli tak będzie.
Muszę zmienić strategię to wiem napewno.