Zed, nie będę oszukiwać, że wiem, jak masz wyjść z tego marazmu natychmiast, ale są pewne rozwiązania, z których możesz skorzystać. Ludzi o podobnym zawieszeniu znam sporo, sama miałam taki etap zawieszenia lata temu (to taki wisielec z kart tarota, którymi się nie bawię, ale znam ideologię pod poszewki), z którym poradziłam sobie. Nazywam to etapem zewnętrznej pustki, gdy wnętrze fiksuje, kryzysem wartości, spętaniem w umyśle. Jest też prawdą, że pokolenia urodzone w latach 60- 70 najtrudniej dostosowują się do zmian, w których komercja, wszędobylska popelina pod szyldem „pracuj- kupuj- gromadź, pracuj- zastępuj nowym- kupuj, gromadź”, degradacja obyczajów i wartości oraz „wszechmocny Mamon” napiętnowały wszystkie dziedziny życia, łącznie z życiem rodzinnym, intymnym i duchowym. Mamon powinien być środkiem, narzędziem, a nie celem samym w sobie. Cisną mi się na usta dwie maksymy, które, gdy gruntownie przemyślisz, zobrazują proces, w którym stan bez ruchu, można obrócić na swoją korzyść, pod warunkiem, że akcentowanie go poprzez własne rozżalenie nie będzie go dyskryminować w jego porządku rzeczy. Oto one:
„Ruch bez ruchu jest ciągłym, nieustającym ruchem”. Co to oznacza?
I maksyma wschodnia: „Siądź spokojnie na brzegu rzeki i równie spokojnie poczekaj, aż ciała Twoich wrogów tą rzeką popłyną”.
Rozumiesz coś z tego? – walka bez walki, jest również walką, ale Ty nie bierzesz w niej bezpośredniego udziału, a wrogowie Twoi się sami wytłuką. Inwestujesz w swoje wnętrze, aby zewnętrze oczyszcza się wedle własnych zależności bez Twojego udziału.
Jeśli się wewnętrznie szarpiesz, to walczysz, nie tylko z sobą, ale i z innymi. Energia krzyży, czyli mieczy- to energia cierpienia, to słowa i inteligencja. Są słowa, które bardziej ranią niż miecz- ciało się szybko leczy, ale duch ludzki nie. Dlatego Jezus uzdrawiał słowem, a nie np „dropsami” z apteki, czy ziółkami, bo to są tylko wspomagacie, gdy słowa nie mają mocy, albo gdy mają w negatywnym znaczeniu.